kanapka wyborna

  • Lila, kupmy jeszcze majonez… – zagadałam do Lili w supermarkecie
  • Nie. NIKT go nie je. Zginie w naszej lodówce.
  • Ja go jem. Marzę o kanapce…
  • Z jajkiem na twardo. Zjesz JEDNĄ i potem się zepsuje.
  • Nie. TYM razem będę go jadła, aż zjem do końca.
  • Nie zjesz. Zawsze tak mówisz. To duży słoik.
  • ALE nie ma małych jednorazowych saszetek TEGO majonezu. Muszę wziąć TEN słoik!

To chyba wiosna? Taka faza na majonez jest prawie Wielkanocna! Chociaż z drugiej strony ta Wielkanoc to za ponad miesiąc… AŻ TYLE??? A tymczasem wtorek minął… Są dni luźniejsze i dni mnie luźne. Ten dzisiejszy był taki MNIEJ luźny, czyli dobrze, że już wieczór. Na obiad wjechała więc pizza, bo po prostu się NIE wyrobiłam. Robi się teraz pieczarkowa co to będzie na kolację, a ja w międzyczasie zjadłam WYBORNĄ kanapkę z jajkiem i majonezem…

Łucji fotka od dentysty (ależ to jest ulga, że sama już może tam jeździć). To poczekalnia i panna czeka aż ją poproszą do gabinetu: