- Łucja, strasznie brudna jest ta Twoja kurtka. Nałóż ubiegłoroczną, a ja Ci tę wypiorę. Wczoraj wyprałam Lilce, a dziś bym wrzuciła do pralki Twoją.
- Nie. Nie ma to sensu. Ja za chwilę będę nosić tę moją jesienną i wtedy będzie można ją wyprać.
- Jaką Ty masz jesienną?
- No taką brązową.
- Ten długi płaszcz po mnie?
- Nie. Taką kurtkę…
- A wiem! Taką CIENKĄ! Wykluczone. Jeszcze nie teraz. Mamy LUTY.
Stoczywszy bitwę o kurtki (wszyscy ruszyli do szkół w ZIMOWYCH) poszłam na spacer z psem. I dziś dla odmiany ZIMNO. Wietrzę moją pościel – zmieniam, gdyż błotna Bibs mi się do łóżka władowała… Rekreacyjnie obejrzałam filmik o kapibarach i przejrzałam telefony komórkowe. Mój cudowny fonek mi się coś ostatnio wiesza i laguje, kupowany był jako ostatnia sztuka i któż to wie, może nie był taki do końca idealny? Na razie jednak działa, jeśli w ogóle TO zostanę przy tej samej marce (bo w rankingach aparatów w komórkach Huwaei cały czas prowadzi), ale i tak, NIE TEJ wiosny taki zakup.
Poniedziałek. W tym tygodniu nie mamy żadnego lekarza, ani żadnych wywiadówek. Na prace ogrodowe za zimno, choć chętnie bym wywaliła to co MAM w donicy i wsadziła cebulki SZCZYPIORU. Rano zajrzałam do piekarni i jednego urzędu, czyli dziś już nie muszę nigdzie jechać… Może w piątek pójdziemy do kina, bo wchodzi film, jaki Mieszko z kumplami chciał obejrzeć i WTEDY w tej chłopięcej wyprawie wezmę udział również z Lilą. Niżej nasz dialog sprzed kilku dni. Byłyśmy z Lilka na przeglądzie i nam pani dentystka mocno nie spasowała (więcej do niej nie pójdziemy).

