Jakoś TAK się rano ZERWAŁAM i ruszyłam z odkurzaczem! Po drodze wpadł spacer z Bibs (przepięknie jest na polach!), a potem z Lilką nastawiłyśmy jaglankę. Btw. Bibi wiosennie ma już na sobie ZAPACH BŁOTA (fatalne)… Później chwilę dłubałam przy dwóch swetrach, które się strasznie zmechaciły i golarka nie ogarnia tych sfilcowanych kulek, a potem pojechaliśmy do dziadków. U dziadków mieliśmy spór o CPK (ja jestem za, dziadki przeciw), a potem o studia etnograficzne, które to 10 miesięcy temu, uznałam za te, które powinnam była te 30 lat temu zacząć. I NIKT mi nie powiedział, że takie są, bo moja wiedza kończyła się na archeologii, a tak naprawdę najbardziej interesują mnie ludzie i ich tradycje. Nie chcę ich naprawiać (psycholog), lecz rejestrować i NIE – NIE rozpocznę kolejnych studiów 👩🎓 Spory oczywiście nie były jakoś specjalnie burzliwe, ale z tego wszystkiego zapomniałam od nich zabrać rower Łucji. Mój serwis rowerowy przysłał mi esemesa, że do końca lutego mają tańsze przeglądy i chcemy wyrychtować pannie rower. Jej się marzy czerwony, ale zaczniemy od strony technicznej a potem będziemy kombinować czy da się go jakoś przemalować? Ach, no i tak wiosennie Miaustra wyżarła kiełkujące tulipany. Kocicę nie kuszą żadne trawki, lecz traci kontrole przy tulipanach, więc rok w rok zanim zakwitną je przygryza. Nawet chciałam ostatnio kupić do domu, lecz musiałabyn potem przy nich stać by ich nie… zagryzła…

