❤️ 🧡 💛 💚

  • Nie ma Pani żadnych kwiatów ani czekoladek? Proszę przynajmniej czekoladki sobie kupić! Przy wejściu były takie na promocji – zagadała do mnie babka przy kasie samoobsługowej obok. Rano odwiozłam panny i wskoczyłam do L po karmę dla zwierzaków.
  • Mam lody!
  • Ooo, nie zauważyłam. Dobre?
  • Nie mam pojęcia. Wysłałam dzieciom zdjęcie tego co jest i kazały mi kupić właśnie te.
  • Może ja też powinnam? Co mi z wąchania kwiatków?

Mam z tymi Walentynkami problem… Ogólnie tak jak każde możliwe święto oczywiście obchodzimy, ale z drugiej strony odczuwam czasem pewien deficyt. Ale nie wydaje mi się, by mogło być inaczej. Mój plan dnia/tygodnia, a nawet miesiąca jest tak wypełniony, że gdyby ktoś się pojawił, to by mnie to przeraziło (tak serio, bez kokieterii). TERAZ każda godzina jest zajęta. Zaczynamy wcześnie, po drodze są punkty obowiązkowe, obiad, pies (i psie spacery to mój ruch i z tego nie zrezygnuję), odebranie dziewczyn, szybkie porządki, lekcje i spanie jak zwykle za późno i za krótko.

Absolutnie jestem zachwycona naszym obecnym życiem, lubię nasze plany i rozmach, ale człowiek to taka maruda, że zawsze gdyba, a może można by mieć w życiu więcej? Nie potrzebują nikogo do realizacji moich życiowych fantazji, lecz zazdroszczę tym, którzy mają na KOGO zwalić problemy. Omówić coś co nas czasem frustruje, albo powiedzieć komuś „zrób z tym coś”. Zazdroszczę beztroski, jaką widzę czasem u kobiet, które otwarcie mówią, że przecież nie one będą się tym zajmować, zazdroszczę tego, że ktoś może się rozchorować i zazdroszczę finansowego luzu. I mam takie frustrujące myśli, że będę wiecznym singlem. A potem znowu racjonalnie to rozkładam i tak jak napisałam wyżej, nie mam pojęcia KIEDY ktoś mógłby się zmieścić z moim dniu.

Nie dotyczy mnie dziś walka o stolik w knajpie, albo zdobywanie ostatniego miejsca na seans maraton filmów romantycznych, chociaż to, że niektóre kina mają dziś pop-corn o smaku truskawkowych brzmi kusząco. Ogólnie wolę cheddarowy, ale słony karmel był w porządku, więc może i taka truskawka byłaby smaczna? Przyjechałam sobie za to do pracy, dostałam czekoladki, a zaraz zrobię sobie kawusię. I w ten płynny sposób przeszliśmy do puenty, że w Walentyki kochajmy też, albo przede wszystkim, SIEBIE!

takie różyczki z żelków Łucja zrobiła dla Matiego. Zapakowała to potem jak bukiet kwiatów w czerwony papier i zaniosła mu do szkołyc (techonologię podpatrzyła na TikTok)