idylla ze smokiem w tle

Pojechaliśmy dziś na wystawę. A właściwie nawet DWIE, które miałam na liście. Pierwsza dotyczyła Bruno Barbeya, czyli francuskiego fotografa, który był królem reportaży. W epoce gdy dominowały zdjęcia monochromatyczne w tym gatunku, on wprowadził kolor. Dużo jest teraz dyskusji o tym, czy fotograf ma prawo być bierny, bo przecież gdy widzi zło mógłby zareagować. Ale mówi się też o tym, że w epoce przeestetyzowanych zdjęć szukamy niepodkoloryzowanej prawdy i obraz skupia uwagę szyciej niż tekst.

Tematem drugiej była Arkadia. Mitologiczna kraina, w której kiedyś królowali fauni, nimfy i piękni pastuszkowie. Rajski świat wiecznej młodości, swobodnej erotyki i błogiego szczęścia. Obrazek, który przewija sie się od stuleci. Wizją idealnego kraju kusiły propaganowe plakaty PRL, Edeńskie wspólnoty próbowali tworzyć hipisi, a idylicznych oaz nie brakuje TAKŻE w ofertach biur podróży. Obie wystawy świetne, zdecydowanie do ułożenia w głowie, a by wynagrodzić CZWÓRCE moich dzieci (bo z Matim) trudy kulturalne zamknęliśmy wyprawę posiłkiem w China Town (tu roleczka)! Tłumy straszne, do każdej knajpy duuża kolejka – świętują wszyscy, a u nas wczoraj słychać było wystrzały! Legenda głosi, że fajerwerkami odstraszono potwora, który miał na imię ROK… Wkleję Wam kolekcję zebranych w ubiegłym roku królików, więc teraz chyba czas na SMOKI?

Królik babeczka do kąpieli z Lusha, Rok Królika z Lego oraz ceramiczny królik zrobiony jakoś rok temu przez Lilkę

Btw. rozpoczęłam na nowo naszą przygodę z Amazonem. Oni są kochani, bo weszłam z powrotem na mój profil, na którym mnie nie było 4 miesiące, a oni znowu mi dali miesiąc za friko. Dziś z pannami będziemy oglądać Saliburn, bo Mieszko nocuje u kolegi. Uwaga: będą oglądać Fame MMA [????].