(listopadowe) poranki

Ze wszystkich cech mojego taty, najbardziej niezwykłe wydawało mi się to, że RANO zawsze ma dobry humor. Wszyscy się snują, warczą, a ojciec o poranku jest skowronkiem. W ciągu dnia często się złości, ale początek ma doskonały. No i lata mijają i okazuje się, że mam tę cechę po nim…

  • Łuczku, co taka posępna jesteś?
  • Bo jest RANO! I denerwujesz mnie, że jesteś zadowolona!!! To dziwne!
  • Dziadek tak ma. I Lilusia patrz jaka uśmiechnięta! Za to najpóźniej koło południa będzie miała mental breakdown.
  • Straszne. PRAWIE mi jej żal.
  • Dziadek potrafił się nieźle złościć, ale to było pokolenie ojców, którym wychowywanie nie leżało. Widziałam wczoraj obrazek „2+2=” i na miejscu rozwiązania było coś zamazane milion razy korektorem, a cała kartka była mokra od łez. Zdjęcie było podpisane: lekcje z ojcem.
  • To się nie zmieniło.
  • Z mamusią jest inaczej?
  • Mamusia NIC nie potrafi.

Tak sobie „miło” z córką porozmawiałam o poranku! Środa! Odebraliśmy dziś z Mieszkiem z księgarni kryminał dla jego wychowaczyni, podesłałam dziadkowi propozycje książek dla dzieci pod choinkę, w domu mam lodowato a panny dziś miały wspólny lanczyk!