- Dokąd jedziesz taki elegancki? – zapytałam rano sąsiada. Dodam, że „eleganccy” byliśmy oboje, bo ja w dresowych spodniach zmierzałam na pola na spacer z psem.
- Odwożę dzieci do przedszkola.
- Czeeeeeść!!!- wykrzyknął mi wtedy trójgłos z tylnej kanapy jego auta.
Odkrzyknęłam „czeeeeść” i ruszyłam ubawiana dalej, oddając się po drodze rozważaniom o stylach pracy…
Odkryciem instytucjonalnym tego roku jest Instyt Gallupa (w sensie nie zarejestrowałam wcześniej, że coś takiego istnieje). W lecie widziałam wywiad w gościem, który tam pracuje i rozmowa zrobiła na mnie ogromne wrażenie, a sama placówka zajmuje się badaniem rynku pracy. Ostatnio trafiłam na jakieś ich kolejne zestawienie i okazuje, że chociaż merytorycznie jako pracownicy znajdujemy się w czołówce (tuż koło Niemców) to zaangażowanie emocjonalne w pracę mamy na poziomie Bośni, a w skali świata, na poziomie Meksyku. Czyli na wszystko mamy wywiane. Mocne, ale ja nie wiem czy w jakimś miejscu na świecie ludzie mają tyle na głowie co w Polsce 🙂
<><>
Udało mi się odbębnić dziś fryzjera. Zapisana byłam na piątek, ALE piątek mam taką kumulację, że jak dziś mi się trochę rozluźniło to pomyślałam, że spróbuję przełożyć! Włosy podcięte i pofarbowane (farbowałam przed feriami w domu, a w salonie półtora roku temu, WIĘC wyglądało to moje siano ŹLE). Lilka miała dziś jednorazowe korki z matmy z korepetytorem Łucji i TEŻ udało się jej z NIM dogadać. Cudownie, że go mamy – będziemy go czasem dla Lilki również uruchamiać. Łucja dziś okej, a Mieszko miał mikołajkowe losowanie i wylosował… wychowawczynię! Lubimy ją bardzo, czyli musimy jakiś wspaniały prezent wymyślić!

