
Po dłuższych weekendach starty są trudniejsze… Mieszko zapomniał materiały na plastykę (farby akrylowe, gąbka i butelka), więc mu dowoziłam, bo ma już wykorzystane nieprzygotowanie. Panny w szkole, a ja próbuję złapać korepetytora z matmy Łucji, bo chcę umówić Lilkę na jedno matematyczne spotkanie. Panna młodsza ma jakiś temat, którego nie rozumie i NIKT go nie rozumie, więc jest nam potrzebny. Byłam w hurtowni po wody mineralne do szkoły (próbowaliśmy bidonów, ale sprawdzają sie wyłącznie wody butelkowe – to taka poranna taśma: biegnę i chwytam wodę). Jak widać, w bagażniku wożę RÓWNIEŻ znak drogowy – kiedyś Wam o nim opowiem… Na ten tydzień mam zaplanowanych kilka tele-porad, bo muszę dopiąć temat sanatorium Mieszka w czerwcu (jutro) i rozpocząć umawianie się na moje lekarskie wizyty. Być może uda mi się też zapisać Łucję do neurologa. Mam straszne zakwasy po tej sobocie i irytuje mnie to. Mogę sobie wykupić w pracy multisporta, ale rozpocznę to chyba od nowego roku? Gdyż powinnam, bo co to znaczy, że ja się ruszyć NIE mogę! W tym tygodniu, TAKŻE, jest Dzień Niepodległości, ale to również Dzień Singla, czyli dzień największych dorocznych wyprzedaży na Aliku. Robimy więc listę co potrzeba: na pewno punktowe wysuszające plasterki idealne do nastoletniej cery (schodzi nam tego DUŻO), Mieszko chce nowego case-a do telefonu, może te torebki na Halloween na za rok i pewnie coś świątecznego?
