- Wiesz Łucja, rozmawiałam dziś z Lilą, że gdyby któryś świeżak miał na imię Justyna, Łucja, Lila albo Mieszko, to chciałabym go mieć.
- A co to by mogło być?
- Z Lilą doszłyśmy do wniosku, że to musiało by być JALAPENO Justyna. Gorzej z Wami, bo jedyne co mi przychodzi do głowy to ŁUK, czyli rosyjska cebula.
- Może zwierzęta? Chociaż Łabędź byłby pewnie Łukasz. Może Łasiczka?
- Jak Justyna to Jaguar.
- Nie łódź się. Ty byś by była York 🙂
- A co z Mieszkiem? Makaron? Tylko czy taki świederek?
- Nie. Spaghetti, bo on jest straight… Zrobisz humus? Cieciorka już chyba napęczniała od wczoraj?
- NIE teraz. Lilka wymyśliła, że to będzie side dish do quinoi z batatami, czyli będzie gotowy na obiad!
Jak się człowiek rozpędzi z gotowaniem, to już na nic nie ma czasu! Palników brakuje, a i piekarnik pełny! Dobrze, że w końcu rano pobiegałam, choć CZUJĘ, że miałam przerwę. Niby nic taka krótka przebieżka raz w tygodniu, ale jak się odpuści to łatwo nie było. W którymś momencie miałam wrażenie, że wbiegam pod górę, ale tam gdzie biegłam było płasko!
Na to bieganie jechałam chwilę za autobusem z reklamą radia. Gitara zamiast kręgosłupa… I powiem Wam, że tyle tych rentgenów już widziałam, że DŁUGO za nim jechałam ZANIM odkryłam, że to NIE kręgosłup, tylko gryf! 🙂

