Jednym z najważniejszych wydarzeń przyszłego roku ma być prawko Łucji. To duża inwestycja, ale moim zdaniem to trzeba robić w szkole średniej. Patrzyłam także na używane auta i w zakresie wielkiego gdybania przyszło mi do głowy, że może panna powinna mieć auto elektryczne? Takie małe, dwuosobowe, albo nawet jednoosobowe? Podzieliłam się w ubiegły weekend tą myślą z Diablim.
Wykluczone. Auta elektryczne to ślepa droga motoryzacji.
Kiedy są tanie w użyciu, za dwa lata mogła by je dotłukiwać Lilka, a za kolejne dwa Mieszko. Nie jeździ to szybko, ale po mieście się nada. Używane są w lepszym stanie niż tradycyjne.
One wcale nie są tanie. Moja córeczka nie będzie jeździła takim g-wnem. Łuczynko a może golf?
Fakt, Uberzy jeżdżą priusami… Jakie byś w takim razie chciała?
Chyba, tak naprawdę, NIE jest mi potrzebne.
I tyle z tej rozmowy było… Btw. Zorientowaliście, że wczoraj były Andrzejki? Ja zaczęłam się wieczorem zastanawiać czemu w kółko wszyscy jakieś memy z Andrzejami wklejają i mnie olśniło! Przegapiłam wróżby i nawet sobie pasjansa nie rozłożyłam! Zapisałam sobie już na komórce w kalendarzu, to za rok NIE przegapię!
Kolejny piesek z miejskiej komunikacji od Łucji i idę wyciągać żeberka z piekarnik!
Ze wszystkich cech mojego taty, najbardziej niezwykłe wydawało mi się to, że RANO zawsze ma dobry humor. Wszyscy się snują, warczą, a ojciec o poranku jest skowronkiem. W ciągu dnia często się złości, ale początek ma doskonały. No i lata mijają i okazuje się, że mam tę cechę po nim…
Łuczku, co taka posępna jesteś?
Bo jest RANO! I denerwujesz mnie, że jesteś zadowolona!!! To dziwne!
Dziadek tak ma. I Lilusia patrz jaka uśmiechnięta! Za to najpóźniej koło południa będzie miała mental breakdown.
Straszne. PRAWIE mi jej żal.
Dziadek potrafił się nieźle złościć, ale to było pokolenie ojców, którym wychowywanie nie leżało. Widziałam wczoraj obrazek „2+2=” i na miejscu rozwiązania było coś zamazane milion razy korektorem, a cała kartka była mokra od łez. Zdjęcie było podpisane: lekcje z ojcem.
To się nie zmieniło.
Z mamusią jest inaczej?
Mamusia NIC nie potrafi.
Tak sobie „miło” z córką porozmawiałam o poranku! Środa! Odebraliśmy dziś z Mieszkiem z księgarni kryminał dla jego wychowaczyni, podesłałam dziadkowi propozycje książek dla dzieci pod choinkę, w domu mam lodowato a panny dziś miały wspólny lanczyk!
Przewodniczący Rady Rodziców w klasie Mieszka, przysłał przypomnienie, że DZIŚ będą robić kanapki. No i trochę katastrofa, bo Mieszko sera nie jada, a pomidorami się brzydzi. Zostaje więc banalna kromka z salami i pomyślałam, że kupię mu w tej sytuacji JAKIŚ specjalny chleb… No i wracając z rynku zajrzałam do gruzińskiej piekarni po wielkie chlebowe placki, a tam czekała na wchodzących OFERTA świąteczna! Na ladzie powystawiane były mini porcyjki bożonarodzeniowych frykasów, które można było próbować, żeby później sobie na Wigilię zamówić! Iiii??? Niczym Makłowicz, mlaskając i przestępując z nogi na nogę, PRÓBOWAŁAM i się zachwycałam. Bo powiem Wam, że pyszne na nas (POLAKÓW) rzeczy czekają za te cztery tygodnie 🙂 Śledzie z grzybami leśnymi chyba u nich zresztą zamówię. Lutka robi wybitne, ale są to śledzie z cebulą, a te były jednak trochę inne!
Mamy też w domu PIERWSZY świąteczny gadżet i jest to butelka, którą Mieszko zrobił na technice! Bardzo ładna! To już chyba czas przeglądać zdjęcia do kalendarzy dla dziadków? A tu możecie za to zobaczyć jak idę w Bibs przez zimowe pole!
A na Cyber Monday, żarcik zrobił… MIESZKO. Otóż nałożył zimową kurtkę, którą przemyślnie kupiłam JESZCZE na lutowych wyprzedażach, odcięłam rano z niej metki i [tadam] jest za MAŁA!!! [????] Za krótka, a SUWAK zapina na stojąco…. Wytrzyma, LECZ na przyszłą zimę (bo niezmiennie uważam, że to dobry plan jest takie kupowanie na zapas) potrzebuje dużo większą!
Poniedziałek! Rano się odczuliłam (kolejna porcja po Nowym Roku, bo poniedziałek za 4 tygodnie to święta, a za pięć Sylwester), dom mam odkurzony (szalałam z odkurzaczem wczoraj, ustawiając przy okazji dzieci, bo zawsze przy sprzątaniu ogarnia mnie złość), na obiad jest krupnik i resztka potrawki od babci (Lila z Mieszkiem zaraz ją wykończą). Jutro muszę na rynek, bo nie mamy kasz, warzyw i miodu. W czwartek jak będę na mieście postaram się coś kupić na Mikołajki a w weekend mamy imprezę. Btw. szwedzki serial Annika na Showmaxie zapowiada się świetnie! Diabli już poleciał odkrywając przy okazji na lotnisku, że z samolotu z Turcji wysypało się 20 gości po przeszczepie włosów, a z tych lotniczych spraw ja straciłam bezcenne pół godziny mojego czasu wypełniając ankietę po naszej ostatniej podróży. Liczyłam na to, że może jakieś mile gratis mi przyznają, lecz NIE. Wymęczyli mnie za to rozważaniami: JAKIEGO rodzaju kanapka musiała by być dostępna bym ją podczas lotu kupiła? Wiłam się pomiędzy cheddarami i pytaniami czy promocja 1+1 jest lepsza niż orzeszki gratis, a wystarczyło po prostu WCZEŚNIEJ zaznaczyć, że nie lubię kanapek!! Znaczy lubię, ale jak to powiedziała Liliana: jadąc na wakacje nie wydajemy bo mamy mało, a wracając nie wydajemy, bo NIC już nam nie zostało! Dokładnie tak! Zresztą nie mieliśmy ochoty, bo nigdy nie mamy. Jak gdzieś docieramy to wtedy jemy! Kulinarnie w nadchodzących dniach czeka nas natomiast wyzwanie z maślaną bougatsą!
Tak więc UDAŁ nam się chlebek bananowy! Zrobiłyśmy z Lilką dwie foremki i jedna pojechała z nami na obiad do dziadków, GDZIE została PRZYJĘTA dobrze. Przepis (absolutnie randomowy) będziemy udoskonalać: damy więcej bananów i dorzucimy orzechy, ale baza jest w porządku!
Lada moment grudzień, w drodze do dziadków mijaliśmy już pierwsze MIEJSKIE iluminacje świąteczne, trzeba by TAKŻE pomyśleć o Mikołajkach, ale może JUTRO z okazji Cyber Monday coś zamówię? Duże te moje mikołajki, więc chyba ubranka będą najtrafniejsze… Btw. Wykopaliśmy dziś do południa czapki i GRUBE szaliki, także śnieżna zima może przybywać!
<><>
Mieszko, przypomniało mi się dziś jakim byłeś cudownym trzylatkiem… Pamiętasz coś z wakacji w Bułgarii?
Nie. Pamiętam tylko żółwia.
Nie pamiętasz jak chodziłeś w koszulce na ramiączkach po plaży? Bez majtek? Śmiały się tam nastoletnie dziewczyny z Ciebie.
Nie. Nie pamiętam.
Tam wszystkie dzieciaki tak chodziły, jak wyszły w wody. Pewnie by te dziewczyny były ciekawe jak teraz wygląda taki gość z obojętnym wzrokiem.
Pamiętam rosyjski wpis na twitterze gdy ktoś pytał: „Dziewczyny bez siniaków na nogach: jak Wy latem wypoczywacie (Девушки без брюсняков, как вы вобще развлекаетесь летом?)?” I przerabiając to zapytam: Kobiety z mężami: jakim sposobem macie czas na COKOLWIEK? Do Polski wpadł Diabli (niezmiennie mam rozmontowane drzwi) i jest tak strasznie absorbujący w tych krótkich sekwencjach kiedy się pojawia, że zaległości co te ja miałam w weekend nadganiać tylko się powiększają!
LECZ ugotowałam dziś obiad i mam dla Was taki oczywisty life-hack. No bo lasagne lubią wszyscy DOROŚLI. Jest ciężka, sycąca i idealna na listopad. Ale NIE wszystkie dzieci ją jadają… Tak więc dla dzieci powstały z tego dwie potrawy: z sosu miesno-pomidorowego powstał sos -bolognese (Lilia i Mieszko), a z beszamelu, po dodaniu ciemnych pieczarek (uwiebiam, za to, że są takie GRZYBOWE w smaku) sos pieczarkowy dla Łucji! Zrobiłam jeszcze chipsy z batatów, skoro już uruchamiałam piekarnik, ale ojedzeni bylismy tak bardzo, że zostały skubnięte. W planach miałam też grecką bougatsę (zmieściła by się do nagrzanego piekarnika), ale na szczęście zapomniałam kupić ciasto filo, więc zrobię ją jakoś w przyszłym tygodniu!
I złożyło mnie… Wczoraj byłam niewyraźna, więc koło południa łyknęłam jakąś pigułę i o problemie zapomniałam. Wieczorem było źle i w tej sytuacji, tuż przed wejściem do kąpieli łyknęłam kolejną (odkrywając przy okazji, że idea domu bez tabletek jest piękna, pod warunkiem, że dostawca leków jest na chodzie…). W wannie było coraz gorzej, a gdy wyszłam to trzęsło mną tak, że miałam problem z ubraniem się. Dotarłam do łóżka, tam Lilusia mnie przytuliła i wtedy jej powiedziałam: Nie idę już dziś włączyć pralki. Zasypiam. Była 21.40. Usłyszałam jeszcze jak Łucja próbuje się dowiedzieć czy rano ją odwiozę i Lilka jej odpowiedziała: Mama jest chora. Gdy przyszła do łóżka była lodowata, a teraz jest 3x cieplejsza niż ja. Obudziłam sie o 22:05 i zgasiłam światło, a potem gdzieś w nocy i wypiłam wodę, którą Lilka zostawiła koło łóżka…
RANO, o naszej ukochanej szóstej, było już ok! W tej sytuacji odwiozłam panny i… ruszyłam na Targi Turystyczne! Po co mi one? No mamy, taki plan wyjazdowy tylko kombinuję jak tu zejść z ceną, żebyśmy mogli o tym marzyć REALNIE. Ekipę do wyjazdów mam idealną. Są pomysłowi, zgodni, pomocni i zdyscyplinowani. Na wyjazdach fochy mam dwa dziennie i oba generuje Lilka (przykłady z Rzymu: brak wifi/zapalenie pęcherza (ależ leki w Italii są drogie)/awantura o to, że ona nie chce jeść w pizzerii (bo makarony lepsze serwują tam gdzie nie ma pizzy – true, lecz wyjazd był wyjazdem MIESZKA, a on jest pizzowy!). No więc tak snujemy sobie WIELKIE plany, a na takich targach inspiracji a inspiracji.
NIE było tych miejsc, które ciekawiły mnie najbardziej, ale mam fajną publikację z noclegami w Polsce (bo nie wiem jak można coś wynaleźć BEZ bookingu), zdobyłam górę książeczek i ulotek i bardzo mi sie tam podobało. Było mnóstwo szkolnych wycieczek (profile turystyczne i geograficzne) i zabawna akcja, bo wystawcy z Czech rozlewali PIWO za darmo i NIKT nie pytał o ID. Jak pewnie się domyślacie, licealna młódź utworzyła tam DUUUŻĄ kolejkę 😀 Ale były też takie ekipy, które rozmawiały z babką z Tajlandii by stworzyła dla nich idealną ofertę. Za rok muszę zgłosić to w szkołach dziewczyn (żeby też pojechały), a sama ze sobą zabiorę Mieszka! Pytał się mnie młody jak tam jest i mu powiedziałam, że wszyscy mówią: Pls, come to visit my country! I każdy z tych krajów i miejsc wygląda cudownie!
Kupiłam pannom rajstopy. Miałam kupić trzy pary, w sklepie doszłam do wniosku, że niech będą po dwie dla każdej, a wtedy się zorientowałam, że 5+1 gratis. A, fajnie! – pomyślałam – Wezmę też tą gratisową dla siebie. I wtedy dotarło do mnie, że muszę wziąć SZEŚĆ sztuk by jedna była gratis…
Lil, kupiłam ciepłe rajstopki, bo widzę, że już nosicie, a te ubiegłoroczne się do niczego nie nadają. Dla Was są szare i grafitowe, dla mnie granatowe.
Te z wzorkiem są ładne. I przez to, one będą chyba cieplejsze…
Możliwe. Bardzo mi się one spodobały.
Założę jutro. Jeśli nie będą gryzły, to wytrzymam, ale jeżeli gryzą to w południe popełnię samobójstwo.
Ale przetrwała, więc chyba WYBRAŁAM dobre! Jakiś taki kolejny dzień w biegu, LECZ udało mi się wyrobić Mieszkowi nowy klucz do szkolnej szafki. Zgubił miesiąc temu i wczoraj wychowaczyni przysłała meila, że ma oddać klucz zastępczy ochraniarzowi. On mi mówił, że potrzebuje nowy, ale NIE przypominał, więc ten stan prowizorki trwał i trwał… Btw. Wszyscy wokół kichają, kaszą i smarkają wjechał nam do diety tran i może jakoś przetrwamy!
Jak lecieliśmy do tego Rzymu była noc. Mamy wysoki poziom dyscypliny i mobilizacji w takich momentach, więc wszystko idzie gładko. Ja włączam czajnik, każdy szybko i bezgłośnie się ubiera, torby są zapakowane dzień wcześniej, więc tylko zalewam kisiel, który każdy przed wyjście szybko siorbnie ORAZ nakładam jedzenie dla kota. Jak w wojsku (btw. polecam Wam serial Lioness na Showmaxie, bo jest absolutnie rewelacyjny, chociaż opis na stronie jest jak z innego filmu).
Trzecia w nocy, Uber już czeka, dzieci wyszły, kot śpi, ja nakładam plecak, zamykam drzwi i ups. Nie zamykają się. Nie da się przekręcić zamka. Drzwi szwankowały od dawna, bo rozsypywała się klamka i ten dolny zamek za bardzo wystaje. Przez to drzwi się nie domykają, a pokrętło górnego zamka (ta zasuwa) wypada na wysokości uszczelki. Co tu zrobić? Mieszko wrócił dlaczego mnie JESZCZE nie ma w taksówce(?), więc działając szybko, chwyciłam nożyczki i wycięłam uszczelkę. Gdybyśmy NIE wyjeżdżali to bym jakoś poprawiła, ale w tej nagłej sytuacji musiałam mieć to rozwiązane, bo przecież do kota miał zaglądać sąsiad!
W ten oto sposób w drzwiach powstała mega szczelina, a dziś korzystając z tego, że jest Diabli zabraliśmy się za wymianę KLAMKI (uszczelkę wymienię jakoś w weekend). Nie jest idealnie, bo te poprzednia klamka była włoska, gdyż takie masowo montowano 20 lat temu i TAKICH klamek, z takim rozstawem dziur NIE MA. Mam znajomego w dużym markecie budowalnym (tata koleżanki Lili) i on dziś kwadrans kombinował co tu zrobić. W końcu dał mi adres hurtowni, że jeśli gdziekolwiek COŚ podobnego (chodzi o mechanizm klamki) bedzie to TYLKO tam. Zajmiemy się tym w sobotę, a narazie MAM nową klamkę, która mam nadzieję NIE będzie zostawać w dłoni (tamtej się to zdarzało). Nie jest taka milusia w otwieraniu, ma sporo kantów, ale wygląda bardzo elegancko. CDN, ale wstępnie można powiedzieć, że na listopad, do domu jest KLAMKA!
tam gdzie są strzałki zaznaczyłam Wam jakie szczeliny były przez wycięcie uszczelki, miedziana klamka poprzednia, nowa jest kwadratowa!
<><>
Mamo, mogę Ci opowiedzieć mój dzień?
NIE Mieszko. Ja już się kładę spać. Cały dzień miałeś, żeby za mną porozmawiać.
Ale nie było kiedy!
To szybko, bo już późno.
Poprosiłem księdza na religii, żeby postawił mi szóstkę za mszę z papieżem i nie postawił.
No patrz, co za niespodzianka. 🙂
I dziś mieliśmy niezłą akcję. Bo Antek zamknął nas w łazience [btw. ciekawe bo to taka stała zabawa chłopców nawet w szkole średniej wg tego co mówi Łucja]. I trzymał drzwi. I przyszła ta babka co sprząta i zaczęła się do niego pruć. A on jej powiedział, że MY kopaliśmy te drzwi, a to nie była prawda! I ona mu odpowiedziała: A Ty to niby taki święty jesteś? I on jej wtedy powiedział: dziękuję.
🙂 Przekomiczni są ci chłopcy! Trudno ich zrozumieć, ale można się zawsze z nich pośmiać!
I kiedy tak ładnie już wszystko gna w uporządkowany sposób to… WTEM… pies w nocy ma biegunkę (po CZYM???) i cztery razy muszę do niego wstawać… Buuu….. Jakby nie było dzień jakoś jednak ruszył! Grasuje kolejna fala covid-u, w radiu powiedzieli, że mogą wrócić maseczki w szpitalach, pada coś co przypomina mrożony lód, który wylewa się na wszystko i skutecznie utrudnia każdorozowy przejazd autem. Kupiłam też dziś nowe czaso-wniki do kontaktów (puszczają prąd tylko w drugiej taryfie energetycznej), bo niektóre z poprzednich nie działają, a zimno na tyle, że trzeba grzać! Takie nasze zimowe kombinowanie z prądem, żeby nas ten rachunek w styczniu jeszcze bardziej nie łupnął.
<><>
Lila, dziadek mi przypomniał tę zabawną historię, że jak kiedyś dawno temu, gdy jeszcze Mieszka nie było byliśmy wszyscy w Rzymie, to przy tych Boca della Verita Ty złapałaś za nogę jakiegoś Japończyka bo Ci się pomyliło!
Pamiętam to. Chciałam uciec z tej patusiarskiej rodziny JUŻ wtedy. Ale oni mi tylko zdjęcia chcieli robić! 🙂