Here I am!

JEZDEM. Wróciłam ja i tylko ja, bo TYLKO ja wyjeżdżałam. W tym słusznym wieku doczekałam się bowiem pierwszego w życiu wyjazdu integracyjnego! NIE chciałam jechać, pomyślałam, że NIE, bo NIE, i bo zwyczajnie NIE, ale Diabli, który w korpo działał latami powiedział: MUSISZ. Chcesz tam dalej pracować to jedziesz. Potem zaczęły się te finansowe problemy Chmury i myślałam, że MOŻE odwołają, ale NIE odwołali… Wywiozłam więc w piątek psa oraz dzieci do dziadków i pojechałam! Pewna wyszła komplikacja i zamiast kolejką jechaliśmy autami, LECZ plus jest taki, że zamiast grubszy kawałek po północy do domu weszłam przed 22-gą.

I? Jak pewnie się spodziewacie, było naprawdę w porządku. Każdą społeczność tworzą ludzie i ci w TEJ, są wybitni. Pozbierały się w jednym miejscu osobowości Alfa, jednostki wywrotowe oraz twórcze, a każda osoba z którą rozmawiałam zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie (tak było). Właściwie to podobne odczucia miałam na moich drugich studiach, kiedy byłam w grupie, w której każdy wydawał mi się niesztampowy i nieprzeciętnie perspektywiczny. Były jakieś warsztaty, dziś przez półtorej godziny pływałam na kajaczku (jutro NIE ruszę rękami), były regularne posiłki (bezcenne) i świeże powietrze nad jeziorem. Śmieszna akcja, bo razem z nami byli tam koloniści i mieliśmy taki sytuacyjny żarcik, czy PSUJEMY im ten obóz mówiąc, że jesteśmy NAUCZYCIELAMI 😀 A na pytanie: KTO nas tu przysłał możemy odpowiedzieć: WASI rodzice! Gdyby ktoś nie widział to tu roleczka, a niżej kilka fotek!

mrużę oczy udając wrażliwego intelektualistę