- Liliana jestem taka zmachana, że nie mam siły iść do wanny.
- Idź. Potem zaparzysz mi pokrzywkę.
- Nie dam rady. Weź mnie umyj. Gąbką. Ja na tym łóżku zostanę…
- Ale my nie mamy gąbki.
Zrobiłyśmy dziś z Lilką wianek na drzwi do dziadków, odwiozłyśmy książki do biblioteki na rowerach, a potem miałam ostatnie tegoroczne koraski. Kidoski przyszły z czekoladkami, a po lekcjach zapakowałam towarzystwo i pojechaliśmy zobaczyć co słychać na wyprzedażach. Czekały tam na nas dziadki, bo babcia chciała coś wnukom kupić, lecz poszło tradycyjnie: Łucja chce wszystko, Lilka nic, a Mieszko dostał t-shirta. Na jutro rano zapisałam się do warsztatu, bo chyba moje auto wypiło cały olej… Ach, po drodze była listonoszka i odchodząc spod drzwi ŻARŁA nasze czereśnie. Jak to Łucja powiedziała: mam nadzieję, że wszystkie były robaczywe i pewnie były, bo na ogół są. Btw. Gdybyście szukali info o samozbiorach to sporo adresów jest tu. Jest tego więcej, ale ta akurat fundacja uruchamia coraz to kolejne gospodarstwa i te podpięte pod nich można łatwo namierzyć. Zbiory borówki będą pod koniec lipca.

