w upale

Nowy tydzień rozpoczęłam od dwóch wizyt lekarskich. Po pierwsze zaaplikowałam sobie kolejną porcję odczulania, a po drugie dotarłam na kontrolę do dermatologa. Przed pandemią miałam rytuał cyklicznych kontroli, ale wszystko się wstrzymało. No a dziś rozpoczęłam na nowo. Wszystko okej – co bardzo mnie cieszy i kolejna wizyta za rok!

Panny już do szkoły NIE chodzą. Łucja chce iść jutro, a potem w czwartek, LECZ Lilka powiedziała, że NIE. Mamy grupę rodzicielską i właściwie to żadne dziecko z klasy panny środkowej DZIŚ do szkoły nie poszło. Moim zdaniem się jej NUDZI, no ale cóż… Podsłuchiwała jak ja się uczę migowego i była to jej jedyna dzisiejsza atrakcja. Łucja przynajmniej zrobiła sobie z Matim wycieczkę i pojechali nad jakiś zalew! W tym tygodniu mamy jeszcze zakończenie roku, a Mieszko ostrzy się na nowy serial (chyba to serial?) Marvela na Disneyu. Żeby obejrzeć specjalny (poszerzony) trailer „Tajnej Inwazji” musiał pobrać unikalny kod z jakiejś tajnej strony, ale rzeczywiście wygląda to obiecująco (premiera w środę)!

Wyrobiłam sobie kolejną kartę walutową, przekopywałam ofertę półkolonii, na które można by wysłać Mieszka (bez tego zapuści korzenie przed kompem) i byłam w sklepie po dwa baniaki pięciolitrowej wody. Lilkę wyślę do biblioteki na rowerze by oddała książki, jutro pojadę na rynek (przepadał nam w ubiegłym tygodniu), a na obiad zrobię może naleśniki z owocami?