Przeczytałam pierwszą z tych STARYCH książek, które ostatnio przygarnęłam. To kryminał i sumie dość ciekawy, bo akcja rozgrywa się w 1968 roku, kiedy główny bohater zbliża się do 40-stki. Jest niezły fragment, gdy zaczyna studia, jest 1949 i on NIE wie na jaki kierunek iść. Przeżył wojnę i nie wie TAKIEJ prostej rzeczy… Myśli o historii, ale tata mu mówi, żeby szedł na politechnikę… Czad. Pokolenia mijają, a ci absolwenci szkół średnich DALEJ nie wiedzą co chcą robić! Pamiętam, że kiedyś omawiałyśmy z Lilką Kochanowskiego, że nie przypadkiem jego PIERWSZY ważny utwór nosi tytuł: Czego chcesz od nas Panie?, bo większość ludzi, która stoi na początku drogi życiowej jest po prostu rozdarta wyborami 🙂
Nieważne. Jest tam też frapujący moment, gdy narrator podróżuje pociągiem z Wrocławia do Wawy i wygłasza tezę, że pod koniec TEGO stulecia w krótszym czasie, niż ta JEGO podróż, będziemy okrążać cały świat. A funfact jest taki, ze ten sam odcinek zajmuje obecnie PKP więcej czasu… ALE skończyłam i chwyciłam za Chołod Twardocha. ALEŻ to jest premium literatura!

<><>
Jechaliśmy do dziadków (z kolejnym BUKIETEM polnych kwiatów) i w radiu poleciał hit (sądzę sprzed lat dwudziestu):
- Just give me one night in Ibiza… Łucja, czy Majorka lub Ibiza są na Twojej liście do odwiedzenia, zanim DOROŚNIESZ?
- Nie. I Bułgaria też nie.
- Ale dlaczego Bułgaria? Tam akurat fajnie.
- Do Bułgarii się jeździ imprezować. Bo tam nikt nie sprawdza ID przy kupowaniu alko. Dlatego większość obozów dla młodzieży 15-17 jest do Bułgarii.
- Aaaaha… Taka Tajlandia Europy?
- Dokładnie.
