Pojechaliśmy wczoraj z Mieszkiem na klopsiki. Byłam z Łucją, miałam zaległe z nim. Dzień pasował, bo byliśmy w dwójkę, gdyż Lilka w sanato, no a Łucja z Matim poszli na Spidermana... Wiem, wiem, ja byłam z kidoskami dzień wcześniej na TYM wybitnym filmie, lecz okazało się, że MATI też CHCE to obejrzeć. Zjedliśmy (tu takie małe zaskoczenie, bo ja od lat walę osiem klopsików, a młody JUŻ jest na etapie dwanaście) i wróciliśmy. Wchodzimy, a tu dzwoni telefon. Stacjonarny. No więc bieg, szukanie słuchawki, podniosłam, a tam szloch i spazmy. Usłyszałam:
- Gdzie Ty byłaś???! Miałam wypadek!
- Boże, Łucja, CO się stało???
- Przechodziłam przez jezdnię tam gdzie nie wolno i potrąciła mnie autem kobieta.
- JAK mogłaś być taka bezmyślna!!! WIESZ, że masz uważać!!! Wszystko w porządku??? Gdzie jesteś???
- Mam złamaną rękę i jestem na komisariacie.
- O Boże… Którym?? Jadę do Ciebie.
- Nie. NIE. Bo ta babka ona wjechała w słup, żeby mnie nie rozjechać i z nią nie jest dobrze.
- GDZIE jesteś??
- I oni strasznie tu mnie krzyczą.
- CÓRKO, GDZIE jesteś?? JADĘ do Ciebie!
- Mamo, ale prokurator jest wściekły i powiedział, że to będzie kaucja potrzebna.
- Mówisz serio?? Jaka znowu kaucja?
- Oni mnie nie wypuszczą bez niej. Ile pieniędzy mamy w domu?
- No NIC nie mamy. Przecież wiesz, że NIC.
Z tamtej strony nastąpiła cisza i ja WTEDY powiedziałam do stojącego obok mnie, przerażonego Mieszka: To jakaś ściema. To się kupy nie trzyma. Jaki prokurator? Jaka kaucja? Do tego jest potrzebne orzeczenie sądu. Zresztą ona jest nieletnia. No i co to za pytanie: Ile mamy? Wie tak samo jak Ty, że jedyne co mamy to Twoje kieszonkowe od dziadka? Coś Ci zostało z tych dziesięciu złotych? I zaczęliśmy się śmiać. A potem zaczęłam dzwonić do Łucji, LECZ panna nie odbierała (KINO). Zadzwoniłam do Lilki, która ma w znajomych Matiego i mówię: Napisz do niego na komunikatorze, może ON ma włączony telefon... Ale nie miał…. Dwadzieścia minut później Łucja napisała: JESTEM w kinie. Wszystko ok. O co chodzi??? Powiem Wam, że akcja szok, bo ta panna miała taki sam głos jak Łucja. I jak dzwoni Ci dziecko i płacze to NIE myślisz. Spisałam więc zeznanie i dziś pojechałam na komendę, żeby złożyć oświadczenie o próbie popełnienia przestępstwa, lecz życie to nie Raport Mniejszości i domniemanie karalne NIE jest. Nie mówiąc już o tym, że policjant mi tłumaczył, że te numery są rejestrowane na jedną osobę czterdzieści różnych. Czyli nawet wniosku NIE przyjęli… Tyle, a stan przed-zawałowy to chyba u mnie chroniczny zostanie.

