Czasem zdarzają nam się dni, o których z góry wiem, że będzie się działo, lecz jak przychodzi co do czego, to tematy się multiplikują… ALE wyszło poszło gładko, chociaż jak rano, po ósmej, ruszyłyśmy z Łucją z domu (Mieszko był już wyekspediowany do szkoły, a Bibi wyprowadzona), to wróciłyśmy po 12 godzinach… W tym czasie byłyśmy u ortopedy (tu pełen sukces, bo był rentgen i przez ostatnie 3 miesiące jest bardzo duża poprawa odcinka szyjnego i lepiej wygląda lędźwiowy – ten pierwszy, po operacji, był bardzo obciążony i Łucję to wszystko bolało), WCZEŚNIEJ wpadłyśmy do jednego sklepu na końcu świata (który jest w miarę niedaleko lekarza) i kupiłyśmy Mieszkowi krótkie spodenki na lato (sukces), po drodze miałam ważną rozmowę z moją koordynatorką (łudziłam się, że dotrę do domu, ale w końcu zrobiłam to z auta – zabrałam laptopa i znalazłam przestrzeń na rozmowę- miało być w takiej przestrzeni udającej cooworkingową, ale tam była STRASZNIE głośna muzyka!), odstawiłyśmy Mieszka z kolegami do kina (na Spidermana), zdążyłyśmy na rehabilitację ORAZ dotarłyśmy na odwiedziny do Lilki dowożąc jej czyste ubrania i zamówionego pączka… UFF….
Najważniejsza z tego wszystkiego jest Łucja i rehabilitantka patrząc na rentgena potwierdziła to co mówił lekarz. Jest LEPIEJ, dostosowywanie się ciała przebiega dobrze i warto ćwiczyć dalej. Za to wcześniej, gdy około 15-stej wstawiłyśmy kidosków do sali kinowej udałyśmy do pobliskiej kawiarni na kawę. Siadłyśmy w miękkich fotelach i siedziałyśmy bez ruchu PONAD godzinę dochodząc do wniosku, że mają NIEWIARYGODNIE wygodne siedziska i musimy sobie takie do domu sprawić 🙂
- Łucja, TERAZ jesteśmy odpowiedzią dlaczego MY nie mamy pieniędzy.
- Matcha na owsianym na gorąco?
- Iced Caramel Macchiato na migdałowym.

