Lubię myśleć o nas, że jesteśmy apolityczni… Może poglądowo w jakimś tam jednym kierunku, ale są rzeczy w tym kierunku przez nas/przeze mnie NIE akceptowalne. Niemniej jednak kiedy Lutka trzy tygodnie temu zapytała mnie, czy pójdziemy z nią na marsz zgodziłam się. Absolutnie nie miałam pojęcia o jaki marsz chodzi, na dodatek marsze organizowane odgórnie mają dla mnie powiew marszu narodowców, tudzież marszów 1-go maja, LECZ z mamą pójdziemy wszędzie! No a poza tym MARSZE, parady i demonstracje lubimy. Te atmosfera, która się niesie między ludźmi jest zawsze wspaniała… I poszliśmy! Dojeżdżając rozdzieliliśmy się, bo ja szukałam miejsca do zaparkowania przy park&ride na rogatkach (na samym parkingu miejsc nie było myślę, że od rana), a Łucja JUZ pojechała by przejąć babcię. Babcia dojeżdżała do centrum kolejką z innego kierunku i mieliśmy ją powitać. Potem ja z Mieszkiem staliśmy w kolejce po bilet miejski 20 minut, by do NICH dojechać… A potem na samej stacji NIE weszliśmy do dwóch pociągów. Wsiedliśmy w pociąg jadący w przeciwnym kierunku i cofnęliśmy się o cztery stacje. I TAM udało nam wsiąść w TEN jadący do centrum. Mieszko BARDZO był poruszony taką ilością ludzi. Jakieś starsze babki go zaczepiły mówiąc: IDZIEMY dziś, dla CIEBIE. 🙂
W mieście spotkaliśmy Łucję z babcią i dalej poszliśmy razem! Było wspaniale, chociaż organizatorzy dali klapę po całości. NIKT chyba się takich tłumów NIE spodziewał! Marsz miał iść przez 5 km (?) a całą trasa marszu, wraz z przylegającymi ulicami była pełna ludzi. WIĘC nie było gdzie iść, bo WSZĘDZIE byli ludzie. Mówią, że było nas 500 tysięcy? I jeśli uda się z tego impreza cykliczna, to za rok RÓWNIEŻ idziemy!

