Dzieci

Z okazji Dnia Dziecka na czole wyrosło coś co boleśnie przypomina jak strasznie było być nastolatkiem… To mści się masło orzechowe, które znalazłam podczas cukrowego plądrowania szafek… No cóż, nauczka musiała być! A poza tym Łucja w tym ważnym dniu uczy się do poprawy z matmy, Mieszko miał klasowy piknik na polach (rano w cukierni kupowaliśmy mini ptysie dla całej klasy), a Lilka jest NIE-Lilką. Wprost się jej dziś zapytałam: Czy NASZE problemy ją jeszcze interesują i jak możecie się domyślać otrzymałam SZCZERE „NIE”. Moje psie dziecko Bibi linieje, a moje kocie dziecko Miau obserwuje akurat ptaki na dachu i mam nadzieję, że ich NIE upoluje. Za bardzo nie świętujemy, bo wszędzie dziś straszne tłumy, a zresztą nie mam pełnego zestawu dzieci… Wszystko się więc płynnie przesuwa na połowę czerwca!

Mignął mi dziś artykuł kryminologa o jakiś idealnym dziecku, które okazało się bardzo „nieidealnym” dorosłym, sporo fotografii z dzieciństwa moich znajomych, góry zachwytów nad własnymi dziećmi (to macie ode mnie na co dzień) i wezwania do DBANIA o wewnętrzne dziecko (takich treści RÓWNIEŻ Wam nie żałuję). Pokażę Wam coś co Wam NIE mignęło… Baby-ogórka. W stercie z rynku by przyczepiony do większego egzemplarza!