Po jod!

Wakacje możemy zacząć TYLKO w jeden sposób… Nad morzem! Wrzucam mix fotek, za chwilę północ i na dziś TYLE. Alergia nam przeszła, zmieniliśmy kemping (inny niż rok i dwa lata temu) i wprowadziliśmy kilka ulepszeń. Po pierwsze nie płaciliśmy za prąd, bo nie mamy żadnych urządzeń typu lodówka, a komórki można ładować przy aneksach (dzięki temu zapłaciliśmy za nocleg MNIEJ niż w 2022) ORAZ wzięliśmy materace z łóżek dziewczyn do spania. Przy zmianie Lilce stwierdziłam, że nie wywalam, bo zawinięte w rulony będą kilka razy wygodniejsze niż dmuchańce (i BYŁY). Bibi morze LUBI, a nawet UWIELBIA. Było z nią ŁATWIEJ niż rok temu… Spała w przedsionku w namiocie i chociaż patrzyła na nas z przerażeniem ⮕ jak na trzy świnki (właściwie to pięć świnek), które wybrały domek z TRZCINY, ale pilnowała nas ORAZ dzielnie znosiła łańcuch utworzony z kilku smyczy, by NIE łaziła po parkingu. Spuszczaliśmy ją kiedy tylko dało radę, ale TAM pilnowaliśmy by była koło nas. Lasy wydmowe są przepiękne, dziś wyciągnęła mnie na spacer o TRZECIEJ rano (poszłam potem spać) i w takim lesie się zgubiłam. Pomógł mi dwuletni koziołek (mąż sarny), który skakał wzdłuż drugi i zaprowadził mnie do latarni. UDAŁO nam się również dotrzeć na specjalną plażę dla PIESKÓW! 😀

tu widać wspaniałe rodzeństwa zabawy. Podczas gdy Mati KOPAŁ dół do Chin, ci pokazują sobie PALCE… Pięknie…

Tura 1-sza!

  • Lila, weź daj kawałek batonika. Matce daj…
  • Nie. There is no WE in chocolate.
  • PWEnce POLO! Właśnie, że jest!
  • Za późno.

Odebrałam dzieci i Bibs, za to zostawiłam dziadkom MIAU. Jutro rano PIERWSZA wakacyjna tura, którą kocica spędzi zaopiekowana PRZEZ dziadków! Mamy TERAZ akcję PAKOWANIE i zaraz zasiądę do prasowania razem z Mieszkiem (włączymy Nicka Fury). Miałam rano tur po szkołach dzieciaków, bo musiałam pobrać jakieś zaświadczenia, NIE skosiłam trawy, ale mamy zupę od babci i przynajmniej NIE muszę gotować. Wracamy w piątek!

Here I am!

JEZDEM. Wróciłam ja i tylko ja, bo TYLKO ja wyjeżdżałam. W tym słusznym wieku doczekałam się bowiem pierwszego w życiu wyjazdu integracyjnego! NIE chciałam jechać, pomyślałam, że NIE, bo NIE, i bo zwyczajnie NIE, ale Diabli, który w korpo działał latami powiedział: MUSISZ. Chcesz tam dalej pracować to jedziesz. Potem zaczęły się te finansowe problemy Chmury i myślałam, że MOŻE odwołają, ale NIE odwołali… Wywiozłam więc w piątek psa oraz dzieci do dziadków i pojechałam! Pewna wyszła komplikacja i zamiast kolejką jechaliśmy autami, LECZ plus jest taki, że zamiast grubszy kawałek po północy do domu weszłam przed 22-gą.

I? Jak pewnie się spodziewacie, było naprawdę w porządku. Każdą społeczność tworzą ludzie i ci w TEJ, są wybitni. Pozbierały się w jednym miejscu osobowości Alfa, jednostki wywrotowe oraz twórcze, a każda osoba z którą rozmawiałam zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie (tak było). Właściwie to podobne odczucia miałam na moich drugich studiach, kiedy byłam w grupie, w której każdy wydawał mi się niesztampowy i nieprzeciętnie perspektywiczny. Były jakieś warsztaty, dziś przez półtorej godziny pływałam na kajaczku (jutro NIE ruszę rękami), były regularne posiłki (bezcenne) i świeże powietrze nad jeziorem. Śmieszna akcja, bo razem z nami byli tam koloniści i mieliśmy taki sytuacyjny żarcik, czy PSUJEMY im ten obóz mówiąc, że jesteśmy NAUCZYCIELAMI 😀 A na pytanie: KTO nas tu przysłał możemy odpowiedzieć: WASI rodzice! Gdyby ktoś nie widział to tu roleczka, a niżej kilka fotek!

mrużę oczy udając wrażliwego intelektualistę

Zakończenie ROKU szkolnego

Dobry był ten rok. Na koniec wszyscy otrzymali promocję do kolejnej klasy, a Łucja NAWET ma nagrodę! Jej świadectwo było, jeśli chodzi o średnią, czwarte w klasie! Mamy więc solidny dokument z którym może łatwiej znajdziemy nową szkołę? Mieszko nie dał rady paska, chociaż się starał, niemniej jednak to TEŻ jest bardzo ładne świadectwo, no a i Lilka ma lepsze oceny niż w podstawówce. Mam niezła robotę w edukacji i do sporej ilości można się doczepić, ale daje mi tak niewyobrażalną elastyczność, że byłabym głupia gdybym narzekała. Nie tylko był czas na BONUSOWE: wyprawy na jagody, kino i stworzenie fotoksiążki dla klasy Mieszka, ALE TEŻ czuję, że w tym roku niewiele rzeczy mi uciekło. W miarę regularnie ogarnialiśmy wszystkie medyczne sprawy, lektury były PRAWIE czytane, nie przegapiałam zebrań i DAWAŁAM radę odstawiać RANO panny na transport publiczny. Łucja miała nauczanie indywidualne i wyszło to całkiem zgrabnie. LECZ ponieważ ja pracuję z domu, WIEM, że nie ma opcji, żeby przeszli na edukację domową. Namiastkę miałam dziś rano, gdy miałam coś tam on-line i Lilka urządziła dramat, że ona nie WIE czy na pewno tę bluzkę nałożyć, którą torbę wybrać i tak w ogóle to ona NIE idzie, bo oczy jej spuchły. PO to WCZORAJ wybierane były stroje, które prasowałam, bym rano mogła się ODŁĄCZYĆ od domowych problemów! A spuchnięte oczy to alergia. MÓWIŁAM, że NIE ma spania przy otwartych oknach! Ja wiem, że gorąco, ale rano trzeba móc oddychać. Skończyło się tak, że musiałam się rozłączyć by ją wyprawić…

Na wakacje mamy zaplanowaną jedną dużą inwestycję turystyczną (!), dzieciaki czeka również wyprawa z ojcem, no i musimy znaleźć nową szkołę dla Łucji (taką, żeby była bliżej, bo jednak za bardzo ją wykańczają półtora godzinne dojazdy – gdy jej NIE odwożę i sama drałuje na kolejkę to czasem w jedną stronę trzeba liczyć 2 h). Ja mam przez te dwa miesiące pracę, więc MOŻE uda się wepchnąć Mieszka gdzieś na jakieś półkolonie? Częściowo, partiami będę robiła doroczny przegląd auta (dziś dolałam olej – zmieściły się dwa litry), no i niezmiennie marzę BY COŚ zrobić z podłogą na dole… Planujemy TRZY imprezy cykliczne i na dwie mamy już wejściówki. Mało i mało konkretnie? PRAWDA…No, ale z drugiej strony to nie są pierwsze wakacje, które zaczynamy BEZ planu!

Część pierwsza zaczyna się JUTRO rano! Znikamy do poniedziałku i wtedy relacja! 🙂

po Nocy Kupały

  • Liliana jestem taka zmachana, że nie mam siły iść do wanny.
  • Idź. Potem zaparzysz mi pokrzywkę.
  • Nie dam rady. Weź mnie umyj. Gąbką. Ja na tym łóżku zostanę…
  • Ale my nie mamy gąbki.

Zrobiłyśmy dziś z Lilką wianek na drzwi do dziadków, odwiozłyśmy książki do biblioteki na rowerach, a potem miałam ostatnie tegoroczne koraski. Kidoski przyszły z czekoladkami, a po lekcjach zapakowałam towarzystwo i pojechaliśmy zobaczyć co słychać na wyprzedażach. Czekały tam na nas dziadki, bo babcia chciała coś wnukom kupić, lecz poszło tradycyjnie: Łucja chce wszystko, Lilka nic, a Mieszko dostał t-shirta. Na jutro rano zapisałam się do warsztatu, bo chyba moje auto wypiło cały olej… Ach, po drodze była listonoszka i odchodząc spod drzwi ŻARŁA nasze czereśnie. Jak to Łucja powiedziała: mam nadzieję, że wszystkie były robaczywe i pewnie były, bo na ogół są. Btw. Gdybyście szukali info o samozbiorach to sporo adresów jest tu. Jest tego więcej, ale ta akurat fundacja uruchamia coraz to kolejne gospodarstwa i te podpięte pod nich można łatwo namierzyć. Zbiory borówki będą pod koniec lipca.

Najdłuższy dzień/najkrótsza noc!

Wraz z momentem wkroczenia słońca do znaku Raka, czyli już o świcie 21 czerwca, zaczyna się astronomiczne lato. Tak, więc DZIŚ, dzień rozpoczęliśmy po letniemu! Bo pojechaliśmy na plantację Jagody Kamczackiej na zbiory! Przez dwa tygodnie ci, którzy uprawiają eko-gospodarstwa czekają na zbieraczy z własnymi koszykami, którzy mogą zrobić własne zapasy, zanim wpuszczą tam maszyny zbierające! Przy niektórych są punkty, gdzie można OD RAZU kupić soki, dżemy, nalewki, wina i ciasta z tym rarytasem, inni udostępniają tylko wielkie pole, na krawędzi którego, ktoś w namiocie ma wagę i rozdaje wodę i kawę.

Chcieliśmy dotrzeć tam RANO, zanim rozpoczną się te zapowiadane na dziś 30stopniowe upały i razem z nami pojechał Mati (nie było za to Mieszka, który prawidłowo jest w szkole) ORAZ Bibi, bo w takie miejsca można jeździć z psami.

Jagoda kamczacka ma dużo witamin, jest polecana przy cukrzycy, chorobach krążenia, sercowych oraz ma duże właściwości przeciwzapalne. Właściciel opowiadał, że była jedna babka, która przyjechała i wykrzyknęła: SMAK dzieciństwa! Zdziwił się, bo to stosunkowo nowa roślina uprawiana w Polsce, ale okazało się, że babka dorastała na Kamczatce i TAM zrywali ją w lasach! Była duża grupa ludzi z Kazachstanu, a w weekendy regularnie przyjeżdżają tam ekipy rowerzystów. Zerwaliśmy 4,5 kg i jest to DUŻO. Owoce nie są duże i zajęło nam to półtorej godziny… Nie jesteśmy jednak wytrawnym zbieraczami, bo były dwie babki z małą dziewczyną i one taką są ilość miały w tym samym czasie, ale na JEDNĄ osobę! Bardzo nam się podobało i to kolejna atrakcja, którą wpisujemy do corocznego obowiązkowego grafiku!

Są warzywa, będą bowle!

  • Wiesz mamo, oglądałam takiego kidoska, który podróżuje jako ekspert kulinarny. Taki trochę podobny do Jaguara
  • Fajne, Lilciu. A gdzie był? Ma wujka?
  • NIE. Był w Wietnamie i mówił: To bardzo dobra zupa Pho. A teraz je w Polsce i je pierogi. Trochę mi się nie chce GO oglądać jak jest tutaj.
  • Bywa. Najlepsze, że oni próbują sami te pierogi robić, stąd taki wysyp tutoriali obcojęzycznych. Gdzie je je? W Krakowie?
  • Nie. We Wrocławiu. I dziś jadł bigos z fioletowej kapusty…

Lilka nałożyła dziś krótkie spodenki 😀 To zabawne, że dopiero teraz… Takie wybielone zimą nogi oślepiają! Nie to, że moje są jakieś inne, ale te powiewy wiatru jednak je trochę dotleniły. Mieszko oddał podręczniki, dziś na nockę mamy Matiego, a z rynku przywiozłyśmy GÓRĘ smakołyków. Obiad szykuje się wiec JARSKI!

w upale

Nowy tydzień rozpoczęłam od dwóch wizyt lekarskich. Po pierwsze zaaplikowałam sobie kolejną porcję odczulania, a po drugie dotarłam na kontrolę do dermatologa. Przed pandemią miałam rytuał cyklicznych kontroli, ale wszystko się wstrzymało. No a dziś rozpoczęłam na nowo. Wszystko okej – co bardzo mnie cieszy i kolejna wizyta za rok!

Panny już do szkoły NIE chodzą. Łucja chce iść jutro, a potem w czwartek, LECZ Lilka powiedziała, że NIE. Mamy grupę rodzicielską i właściwie to żadne dziecko z klasy panny środkowej DZIŚ do szkoły nie poszło. Moim zdaniem się jej NUDZI, no ale cóż… Podsłuchiwała jak ja się uczę migowego i była to jej jedyna dzisiejsza atrakcja. Łucja przynajmniej zrobiła sobie z Matim wycieczkę i pojechali nad jakiś zalew! W tym tygodniu mamy jeszcze zakończenie roku, a Mieszko ostrzy się na nowy serial (chyba to serial?) Marvela na Disneyu. Żeby obejrzeć specjalny (poszerzony) trailer „Tajnej Inwazji” musiał pobrać unikalny kod z jakiejś tajnej strony, ale rzeczywiście wygląda to obiecująco (premiera w środę)!

Wyrobiłam sobie kolejną kartę walutową, przekopywałam ofertę półkolonii, na które można by wysłać Mieszka (bez tego zapuści korzenie przed kompem) i byłam w sklepie po dwa baniaki pięciolitrowej wody. Lilkę wyślę do biblioteki na rowerze by oddała książki, jutro pojadę na rynek (przepadał nam w ubiegłym tygodniu), a na obiad zrobię może naleśniki z owocami?

Żółta energia

Odporny na nasze namowy i indoktrynacje, MATI wczoraj z nami NIE poszedł. Dziś zadręczaliśmy go historiami KOGO spotkaliśmy (ja tych sław tik-tokowych NIE znam, ALE on znał) i efekt taki, że za rok MOŻE z nami pójdzie!

Bardzo dużo się działo w ten weekend… Czerwce zawsze chyba zresztą takie są. Część znajomych dotarła na Pyrkon, ktoś tam biegał i nawet dziś jadąc do dziadków (z Matim) wrąbaliśmy się w zamkniętą ulicę – bo BIEG. Sporo tych, których obserwuję ja, bawiło się w Łodzi na SeeBlogers, czyli najważniejszym evencie dla twórców Internetowych… Przyszły weekend to Wianki, Zakończenia Roku i Noce Kupały! Różne miasta i gminy obchodzą swoje dni, kuszą zaproszeniami plantacje truskawek, lawendy i jagody kamczackiej… Nie będzie łatwo wybrać!

<><>

Zbieramy siły przed poniedziałkiem (tydzień końca roku szkolnego będzie obfitował w atrakcje), więc zdradzę Wam patent na mango-lassi. Kupiłam paczuszkę musu z mango (bo byłam w niemieckim sklepie na A i wszyscy brali 100% przecier z mango, a BRALI po całe kartony, więc wzięłam saszetkę i ja) i zmiksowałam z jogurtem! Brakuje kardamonu, ale bardzo w porządku wynalazek!

Czerwiec miesiącem parad

Dwa tygodnie temu maszerowaliśmy, ale tak naprawdę od bardzo dawna ostrzyliśmy się na DZISIEJSZĄ paradę. Bo są Parady Równości czymś wspaniałym! Źle iść ze mną, bo mnie przy tych ludzkich spędach zawsze jakiś żenujący wzrusz dopada, ale jak szła babka pchając wózek z kartką: Mój wnuk ma dwie mamy i go kocham, albo inna z transparentem: Mój syn gej jest okej, to jak tu się nie wzruszyć? Albo te tłumy osób jakoś nienormatywnych, które idą w odzieży, w której czują się najlepiej albo przynajmniej za rękę? Z platform leciała Abba, Money M i Madonna. Rozdawano wodę, owoce i żelki, a w konkursie kosmetyków wylosowałyśmy dwie butle wody micelarnej (AKURAT mi się kończy!). Mamy górę naklejek i wlepek do ozdabiania laptopów, Łucja z Lilką przyniosły skądś plakat a Mieszko nudził się MNIEJ niż rok temu! Były bardzo krótkie przemówienia (po dwa zdania) i Ambasador Francji zaprosiła nas wszystkich na Paradę Równości do Paryża 🙂 Właściwie to czemu nie? Niżej trzy samotne foteczki, a jak komuś się chce to 40 sekundowa rolka do obejrzenia tu!

„Don’t hide Your Pride” oraz „Proud Allies For All” to dwa tegoroczne hasła. Oba mówią o tym samym. Że mamy prawo być dumymi z tego kim jesteśmy oraz, że jesteśmy dumni z tego, że wspieramy. No bo tak!