Też czujecie ten powiew GRILLA? Normalnie jakby wielkie wentylatory podłączono… My dziś dotarliśmy do dziadków, gdzie wcześniej dotarł mój brat z dziećmi i maluchy SADZIŁY szczypiorek ⭢ POTEM pojawiliśmy się my, więc JEDLIŚMY ⭢ teraz mam robótkę, a za chwilę lecimy do sąsiadów na grilla! [⭢mamy prawie 19-stą!!!] Zaproszenie przyszło NAGLE, więc z tego co mam w domu wykombinowałam ayran i zaraz ⭢będziemy biec!
Łucja tymczasem była dziś w… Danii! Jak spojrzycie sobie na mapę, to Hamburg leży właśnie… na wysokości Danii. Nie tej części z tą wyspą, gdzie jest Kopenhaga, ale tuż obok takiego długiego cypla z fiordami. I tam właśnie Diabli ich zabrał. Przy okazji zajrzeli do sklepów, bo w Danii niedziele handlowe są co tydzień i kupili PROWIANT na grilla, bo wieczorem TEŻ grillują! Btw. panna przed wyjazdem musiała sama wymienić pieniądze w kantorze. Przelałam jej na konto i kazałam WYMIENIĆ. Nie dać się naciąć (choć obecnie moim zdaniem, w Polsce, to się raczej nie zdarza) i się odważyć. Także taką jeszcze miała przedwyjazdową lekcję!
Majówka w szkole średniej trwa 11 dni… Chyba, że jesteś w klasie maturalnej, to klasycznie pięć… No ale trzy pierwsze klasy mają laby więcej niż na zimowe święta! I nie bardzo wiadomo co z taką ilością wolnego zrobić. Ubiegłoroczna wyprawa do Brukseli pokazała nam, że tak naprawdę podróżowanie od MAJA, sensu już nie ma. Wszędzie pełno ludzi, kolejki i ceny szybują w górę, jak w szczycie sezonu… Chociaż z drugiej strony temperatury jeszcze są przyjemne i można się niby porwać na jakąś podróż…
Łucja z Matim wybrali się więc do Niemiec! Bardzo to fajnie nam wyszło, że Diabli TAM postanowił zamieszkać, bo tworzy to zupełnie nowe możliwości urlopowe. Młodzi pojechali pociągiem do Berlina, on stamtąd ich ma zgarnąć (oni wcześniej mają zjeść jakąś pizzę) i zawieźć do Hamburga. Lubimy to miasto bardzo! Nasza zimowa wyprawa do Berlina była super, ale tak chodziliśmy i raz po raz ktoś mówił: No fajnie, ale szkoda, że to nie Hamburg. Tam jednak jest takie zróżnicowanie dzielnic, że czujesz się jakbyś miał do dyspozycji CAŁĄ Europę. Zresztą tego lata CAŁA ekipa wybiera się właśnie TAM (i też być może pojadą sami), bo PLAN jest taki, że będą tam chodzić na wakacyjne kursy niemieckiego!
Młodzi zabawią tam długo, bo aż do przyszłej niedzieli, a w drodze powrotnej chcą zajrzeć do Futurium w Berlinie. Jeśli zaś chodzi o Hamburg to w planach mają nadbrzeżną dzielnicę, Fishmark w niedzielę, wyprawę nad morze, Muzeum Prototypów i Kuntz Halle, bo Łucja uważa, że Mati powinien tam pójść skoro to mają za darmo (do 18-roku życia). Z technicznych rzeczy chcą kupić sobie ten słynny bilet, który testowaliśmy na wakacje rok temu, który sprawia, że wszędzie dojadą. I miejską komunikacją i międzymiastową. Czyli jeśli postanowią sobie zrobić wycieczkę do Lubeki, albo na wyspę Sylt to już w ramach biletu dojadą. A TA wyspa jest połączona koleją z lądem i trasa biegnie po specjalnej grobli stworzonej jeszcze przed II wojną światową! No i ponieważ będą długo, to pewnie jeden dzień spędzą na włóczeniu się po okolicy… Chata w której mieszka Diabli jest na takiej romantycznej (idyllicznej i uporządkowanej) niemieckiej wsi, gdzie wszyscy mają konie i owce 🙂
Pannę odwiozłam do miasta, potem już pojechała sobie na pociąg SAMA i wróciłam do domu. Z pozostałym towarzystwem zrobiliśmy sobie rowerową wycieczkę do strefy food trucków, a teraz każdy łapie oddech, bo PIERWSZE (każdej wiosny) rowerowe trasy to człowieka wykańczają CAŁKOWICIE…
Rano na spacerze z Bibs się wywaliłam. Prawa noga mi się poślizgnęła i poleciała (PO błocie) w LEWO. Nawet nie było jak łapać równowagi! NIC mi się nie stało, spadając podparłam się ręką (pochopne) i nawet bardzo się NIE pobrudziłam. Szybko wstałam, rozejrzałam się czy NIKT nie widział MOJEJ porażki (wiem, głupie), po czym ogarnęła mnie rozpacz, że to CHYBA starość. I że KIEDYŚ bym się TAK nie wywaliła. Bzdura, fiknęłabym tak samo, ale reszta spaceru minęła mi na dramce, że CZAS leci… Wiem, wiem, smętnie tak zaczynać weekend, ale jakoś tak mi wyszło..
Tymczasem Łucja szykuje się na Majówkę (jutro ruszają z Matim), Lila szykuje się na sanatorium (dzwonili, że ją biorą w połowie maja), a Mieszko dziś do szkoły potrzebował na technikę rolkę papieru toaletowego. Było z tym zamieszanie, bo ten co mieliśmy w domu się NIE nadawał, bo był w DELFINKI, a on chciał gładki, za to dziś jak wychodził powiedział, że w sumie to potrzebna mu była TYLKO ta tekturka ze środka.
<><>
I pojechałyśmy wczoraj z Lilą na zakupy, gdzie pokłóciłyśmy się o sztuczną inteligencję. No bo to taki głośny temat, który z każdym można poruszyć, a każda z nas miała swoje przemyślenia. Ogólnie ja, chwilę wcześniej, byłam po spacerze z Bibs, gdzie akurat inny spacerowy psiarz jaki mi się nawinął to był informatyk i on twierdził, że JEGO branży IA NIE wyprze. Nie kłóciłam się z nim, lecz uważam, że wyprze. Podobnie jak tłumaczy, grafików i copywriterów. Odchudzi agencje reklamowe i branżę fotograficzną. No i Lilka twierdzi, że fotografia z aparatami i gadżetami foto zrobi się jeszcze bardziej niszowa, a ja uważam, że JEST rosnący trend na rodzinne fotografie, czego wysyp miałam na moim news feedzie w mediach społecznościowych w okolicach Bożego Narodzenia… I tak miło oraz żywiołowo gadając kupiłyśmy sobie lody o smaku ptasiego mleczka oraz jeżyków. I tak jak tych drugich NIE znoszę (fuj karmel i rodzynki), to lody jeżykowe są pycha!
Wczoraj przyjechał do nas kolega Mieszka. Na rowerze, z prezentem dla niego. Wielką anime poduszką… To takie poduchy rozmiarowo dochodzące to realnego rozmiaru w wizerunkiem któregoś bohatera (nasza jest mniejsza bo około 130 cm). Nadruk jest z obu stron… Duży prezent i chyba (?) kosztowny.
Ojej, dziękujemy Antek! Jaka twarda ta poduszka!
Włożyłem tam moją kołdrę.
No i tak czekałam do nocy, czy zadzwoni jego mama, że, syn NIE ma się czym przykryć i NIE zadzwoniła.. Mamy więc kolejny klamot w domu! I zbliżamy się do końca tygodnia! Czwartek to koraski (nie zlikwidowałam ich, bo skoro mogę poprzesuwać grafik, to zawsze coś tam extra jednak wpadnie) i cd dalszy wielkich porządków! Dziś, w tak zwanym międzyczasie, zrobiłam ŁAD z kurtkami i szalikami. Co niektóre będą wyprane, ale w tej chwili przestrzeń w okolicach wieszaka jest już PRZESTRZENIĄ. No i na fali tego żywiołu odkryłam, że w dzbanku w kuchni schowałam sobie przed Wielkanocą czekoladowe jajeczka, które miałam rozsypać przy gniazdkach Zajączka. I o tym WTEDY zapomniałam, tak więc DZIŚ sama sobie je do herbatki zjadłam! 😀
Doszłam do ściany z wieczorną lekturą… I NIE mam co czytać! Zawsze w okolicach Dnia Matki lądowałam na Targach Książki, ale a)nie podoba mi się obecny organizator i miejsce jest nietrafione b)dorzuciłam sobie do puli obowiązków egzaminy pisemne, co to są w weekendy (za to pojawiają się okienka niemalże całodniowe, lecz na tygodniu)… Zamówiłam więc sobie lekturę! Bardzo miałam ochotę na Babel i ostatnio w księgarni (kupowałyśmy zagubiony podręcznik dla Łucji) rozmawiałam ze sprzedawczynią i ona BARDZO polecała. Bo na tę książkę wszyscy czekali, czytałam wcześniejsze rzeczy autorki i WIEM, że będzie to dobre. LECZ jest to niewiarygodnie grube i TYM razem tego nie wzięłam. Do odbioru będę mieć natomiast Chołod, który leżał mi w schowku, chyba od premiery, Zanim wystygnie kawa, bo jakoś wpada mi ostatnio literatura japońska i pasuje oraz Schronisko. To ostatnie to podobno bardzo obiecujący debiut i tak sobie myślę, bo kiedyś usłyszałam, że „każdy człowiek ma w głowie jedną książkę”, że często debiut jest lepszy niż wszystko co przychodzi później. W kolażu macie też Lekcje Chemii, które Łucja dostała od Zajączka u dziadków, a była to książką z mojej listy czytelniczej. JUŻ przeczytane i całkiem przyjemne!
Łucja ma dziś randkę, więc pewnie wróci późno. Lila miała robione klasowe zdjęcie i ponieważ wszyscy byli zebrani przed szkołą panna założyła, że fotka będzie z drona, lecz fotograf po prostu wszedł na trzecie piętro i robił z góry (panna ma niewłaściwy obraz budżetu takich imprez 🙂 Za to Mieszko ma jutro dzień robienia zapiekanek i ma przynieść SALAMI do szkoły. NIKT nie zauważył umytych okien, ale pamiętam, że moja mama też się SAMA musiała upominać o komplementy za wykonanie TAKIEGO zadania!
Znam jedną babkę co ma w opisie: Mam trójkę dzieci. TAK, jestem Uberem i to jest bardzo trafne. Jednak przy takim stadzie ciągle gdzieś kursujesz. Nawet jeśli nie codziennie, to w taki dzień jak dzisiaj, kiedy nieustannie pada, odstawiasz TO do szkoły, albo na przystanek. Ja wiem, że mogą SAMI, ale to taki obieg zamknięty. Jak NIE zmokną i nie przesiedzą cały dzień w mokrym, to się NIE przeziębią, a to zawsze wszystko komplikuje. I jestem bardzo szczęśliwa, że cały ten rok tak mogę ich CZASEM podrzucać.
I niemniej jednak (POMIMO deszczu) umyłam okna. KOLEJNE. Tym razem te w moim pokoju oraz zawiesiłam firany. Fikusowi zrobiłam kąpiel w wannie, no i BY umyć okno za toaletką (oraz lustro) musiałam ruszyć różne moje SKARBY. I powiem Wam, że jako zbieracz mam w domu mnóstwo magicznych przedmiotów. Klocki, muszelki, kamyki. Są rzeczy kupione i są znalezione. Ogólnie nic nie ma tam cennego, ale wszystko jest bezcenne. Gdybym gdzieś nie skręciła, to bym tego nie znalazła, gdyby coś tam, to tego bym nie miała, itd. Tak sobie myślę, że jak już mi pamięć zacznie szwankować (a mam nadzieję się jednak starzeć i starzeć latami) to każdy z tych przedmiotów będzie moje wspomnienia ratował. A na razie nie do ogarnięcia jest poziom zakurzenia na nich…
Okna do umycia zostały w pokojach dzieci i na strychu! 🙂 No i tak patrząc z góry, to gdyby przestało padać, to muszę podłubać chwilę w ogródku. I skosić trawę, bo jak szalona rośnie!
Chyba tak. Ale u mnie teraz to głównie oczy reagują, za to mocno.
Tak wiele osób ma. Przepiszę Pani krople.
Muszę sobie chyba w końcu sprawić okulary przeciwsłoneczne, bo jednak tych alergenów będzie wpadać mniej, ale kolejna dawka odczulania za mną! Załatwiłam to rano, wróciłam do domu i poszłam na spacer z Bibs! Ktoś mi ostatnio mówił, że poranny spacer z psem jest skuteczniejszy niż kawa. Pobudza, stymuluje i ten stan utrzymuje się duuużo dłużej!
Poniedziałek. W sobotę zaczyna się wielkie narodowe święto (MAJÓWKA!) i wtedy Łucja wyjeżdża z Matim na kilka dni. Do tego czasu ja muszę wyprasować górę rzeczy, wyprać co niektóre i skończyć MYĆ okna! BARDZO dużo zrobiłam w ten weekend, bo wywiozłam opony, przywiozłam MÓJ rower ORAZ przekopałam się przez szafy dzieci. Odzież dziewczyn, piżamy, stroje galowe i garderobę Mieszka. Oni musieli mierzyć i tradycyjnie coś tam wędrowało pomiędzy… Niektóre spodnie Łucji wpadły do Lilki, t-shirty Mieszka kupowane na WYROST, przejrzała Łucja i zabrała mu TRZY, a spodnie piżamowe Lilki trafiły do młodszego brata. Sweterki, golfy, ciemne bluzy i spodnie zostały schowane, a na półkach pojawiły się krótkie spodenki. Mamy trzy torby rzeczy do przekazania DALEJ, a dziś dojdą kolejne bo chcę przejrzeć MOJĄ szafę. Górę rzeczy do prasowania powiększa spora ilość strojów letnich, które się wygniotły i nałożone wyglądają jakby w tej szafie leżały latami, a nie pół roku… W tym tygodniu marzy mi się też myjnia, bo auto mam tak obs_ane, jakbym parkowała w kurniku.
Pokażę Wam mix naszych urodzinowych wspomnień. Tort u dziadków przypomniał dzieciom ICH torty z wczesnego dzieciństwa. Mieszko pamięta tort-wóz strażacki, Lila motyla, a Łucja tort arbuzowy. Grzebiąc w historii przypomniałam sobie, że był okres, że niektóre z tych tortów ja SAMA robiłam. Wow, ależ ja byłam ambitna! 🙂 Poniżej kolaż z 2014-go!
Równo 50 lat temu Krzycho z Lutką wzięli ślub. I tyle lat wytrwali razem! To jest wyczyn nadludzki (SERIO). Wydaje mi się, że są ostatnim pokoleniem, które daje radę coś takiego zrobić, zresztą pamiętacie na pewno rozmowy Waszych rodziców i wiecie, że DALEKO nie zawsze było milusio i gładko. Ale trwali razem na dobre i na złe! Teraz ludzie, albo zmieniają związki, albo ich nie formalizują i NAWET gdy związek trwa dekady, to taki nie ostateczny jest. A ta rocznica to przecież nie jest data od pierwszej randki, lecz od zawarcia związku! Pamiętam jak z Diablim odliczaliśmy te rocznice, no i co tu kryć do cynowej nie dotarliśmy… A oni pięć razy dłużej zdołali osiągnąć! To jest duża praca… Jak byłam młodsza wydawało mi się, że to proces za którym stoi głównie kobieta, ale mężczyźni też często się dostosowują BARDZO by związki utrzymać.
Stawiliśmy się MY (dzieci), no i WNUKI, których to dziadki doczekały się aż PIĘCIORO! Babcia wyszykowała premium obiad, słodkości dowieźliśmy MY i ten ciepły dzień minął nam wspaniale!
Na szafce stała fotka z ich ślubu i dziewczyny powiedziały, że dziadek wygląda jak JA.
Młodsze wnuczęta były dość aktywne…Za to starsze GŁÓWNIE leżały…
Mam taką refleksję, że TO jak obchodzone jest TO święto jest w większości szkół wariantem chybionym. Bo mamy konkursy na zabawkę z recyklingu, pokazy mody z odpadów albo warsztaty biżuterii ze śmieci. W mojej poprzedniej szkole jedna dziewczynka przyszła w tym dniu w stroju syreny (stworzonym z folii bąbelkowej). Widać było tam ogrom pracy rodzica i ja też się kreacją zachwyciłam. I dziewczynka opowiadała mi, jak tata musiał kupić TAKĄ folię, a potem jak ją łączyli. No i NIE. To nie chodzi o to, żeby jeszcze więcej tego plastiku przerabiać, ale by COŚ dla tej Ziemi zrobić! I tu np. moja przedostania szkoła urządziła wczoraj prace w ogródku. Uczniowie z palet zrobili kompostownik, grabili, sprzątali oraz zasadzili maliny, porzeczki, pomidory, mięte i oregano! I w tę stronę powinno to iść. Akcje wielkiego sprzątania i nasadzania! Przerobię to WAM wszystko jak JUŻ zostanę ministrem edukacji, a na razie dzisiejszy dzień spędziłam z moimi (czterema, bo z Matim) dziećmi! 🙂
Najpierw z dziewczynami przerzuciłam ICH półki odzieżowe (och, jak pusto na nich teraz! NIC nie mają panny na lato!), potem coś musiałam zrobić, a potem pojechaliśmy do muzeum! Łucja z Matim mieli bezpłatne wejściówki na wystawę o bunkrach i kryjówkach w getcie i to zdecydowało GDZIE dziś jedziemy. Mati bardzo lubi te nasze muzealne wycieczki i nigdy NIE oponuje… Potem zjedliśmy humus w, przylegającej do muzeum, knajpie żydowskiej i podskoczyliśmy do China Town na bubble tea! Nie wiem KIEDY kolejny raz wyrwiemy się do miasta, bo ta ilość ludzi wszędzie jest niewyobrażalna!
Miałam dziś jakiegoś tam lekarza z Mieszkiem… Tak sobie wszystko ułożyłam, żeby nam nie zabrakło czasu, no i NIC nie załatwiliśmy! Bo? Bo w tym okresie, kiedy zapisywałam dzieciaki na wszystkie zaległe kontrole i wizyty co to je przed pandemią robiliśmy, NIE zapisałam GDZIE to ja go zapisałam. Miałam dzień i godzinę i stawiliśmy się TAM, gdzie nikt na nas nie czekał. Za to sprawdzono nas w komputerze i byliśmy zapisani, ale w innej placówce medycznej. Trudno. I tak miałam dzwonić do lekarza po pewne skierowanie dla niego i po prostu wezmę dwa.
ALE skoro pojawił się taki ZAPAS czasowy to rozpoczęłam mycie okien! Czasem samo zaczęcie to sukces i w sumie to TA sytuacja. Za mną PRAWIE 1/3 i na dziś to koniec. Bo mycie okien u nas, to nie takie proste i logiczne jak na kreskówkach: Ach, przetrę sobie szybki, bo jak w każdym domu, trzeba ruszyć parapety, firanki i robi się z tego DUUUŻY proces.
<><>
Miau miała jakiś skok rozwojowy, bo WCZORAJ przyszła naskarżyć na Bibs. Kroiłam pierś kurczaka, tam zawsze jest COŚ co dostaje zwierzyniec i oboje mnie pilnowali. Kotka łapką ściągała frykasy z deski, pies w milczeniu patrzył na MNIE i czekał AŻ i on dostanie… Starałam się dzielić po równo, jedli synchronicznie, lecz kotka JEDEN swój upolowany kawałek zrzuciła na podłogę (i zeskoczyła do niego). A tam mięso pożarła psa! Kotka wskoczyła z powrotem do mnie i się rozżaliła, że miau, miau, miau! Nie wiedziałam, że koty potrafią naskarżyć 🙂 Dostała więc kawałek extra na pocieszenie!