„od faktu istnienia do blasku, jaki odczuwamy gdy ogarnia nas radość”

Udała mi się jedna rzecz dziś. Nie to, że ważna, albo na coś wpływająca, ale satysfakcja jest. Chełpiłam się przed Lilianą:

  • Troche takie nieoczekiwane, chociaż w sumie oczekiwane i z całą pewnością zasłużone…
  • Oczekiwane i nieoczekiwane. W mojej biografii napiszę, że miałam niezrównoważoną matkę.

Sobota, dziś ZIMNO, mamy grad oraz wiatro-grad, no i Matiego. Obiad i ciasto… Dziś upiekłam coś dziwnego, bo sypnęło mi się za dużo kasz i mąk nietypowych i już zwykła mąka się NIE zmieściła… To CO wyszło nazwałam czekoladowy FIT-cake i TAK sprzedane zostało zjedzone. A potem pojechaliśmy na wystawę. W sumie miało być jedno muzeum, ale przed wejściem była kolejka!!! Więc dotarliśmy w inne miejsce, na wystawę, co to ją miałam na liście DO ZOBACZENIA. Wystawa rzeźb metalowych w gmachu opery brzmiała dobrze i sumie była taka trochę inna. Chodziło o „istotę człowieczeństwa, a zdeformowane figury to historia ludzkiej złożoności z ich wewnętrznym bagażem”. Brawa dla dzieciaków bo całkiem dobrze i od razu zamysł artysty złapały. Szybciej chyba niż ja 🙂