Pociągiem na nie-dziki zachód!

W Berlinie byliśmy jeszcze przed pandemią… I wiedzieliśmy, że miasto zaczęliśmy i należy tam wrócić! Powodów było kilka (o tym za chwilę), ale Berlin reklamy nie potrzebuje. Blisko, łatwo i trochę jednak inaczej. Tematem głównym miał być Poczdam i ten Poczdam… wyszedł nam najsłabiej. To po prostu jest dużo atrakcji w jednym miejscu i gdy zapytałam panią w biurze IT od czego zacząć od razu odbiła: For how many days? A to, że my na kilka godzin wywołało u niej zniesmaczenie i odpowiedź, że MOŻE zdążymy zwiedzić Dutch District. Na dodatek to był dzień, kiedy było bardzo słonecznie i to słońce nas zmuliło. W parku Sussie Mieszko położył się na ławce i powiedział, że on zostaje. I absolutnie NIGDZIE dalej nie pójdzie, a mówił to serio. Gdy w końcu wróciliśmy do Berlina, gubiąc po drodze jego ulubiony komin (tak, wracaliśmy po niego, nie znaleźliśmy, ale poszła na to kolejna godzina) i za miejscówkę jedzeniową wybraliśmy lokal w pobliżu dworca Zoo, sądziłam, że i JA nie dam rady dalej 🙂

Pozostałe dni były GŁADSZE. Udało nam się dotrzeć do dwóch miejsc, które NIE były możliwe do zwiedzenia wcześniej, bo towarzystwo było za małe. Muzeum Terroru mieszczące się na miejscu dawnej siedzimy Gestapo oraz Muzeum Stassi. W tym pierwszym unosiła się podobna aura jak w Oświęcimiu, czyli czułeś, jak wiele zła było w tym miejscu, za to w tym drugim ulokowanym dokładnie w tej samej placówce co w czasach NRD można był się zapoznać jak dokładnie działał mechanizm inwigilacji obywateli. Obie te rzeczy polecam.

Byliśmy również w Neues Muzeum, czyli obiekcie należącym do grupy Pergamonu. Tam jest ich kilka i za każdym razem w Berlinie będziemy wpadać do kolejnego. Wtedy był to Pergamon i Panorama, a teraz oddział związany ze starożytnym Egiptem. Trochę tego Egiptu ostatnio było i wydawało mi się, że będzie to fajne poszerzenie. BYŁO.

Tym razem NIE przegapiliśmy wizyty w Reichstagu i na odwiedziny w niemieckim Parlamencie gorąco Was namawiam! Doszły nam też dwie atrakcje NOWE. Dark Matter to przestrzeń immersyjna, czyli coś co jest bardzo modne i wszyscy w kółko o takich miejscach mówią. Mix dziwnej muzyki, temperatur, zapachów, form, świateł, przesuwających się elementów. Dzieciom podobało się to zdecydowanie bardziej niż MI, ale to jest inne pokolenie… No i NIGDZIE w Berlinie nie było takich tłumów jak tam (rolka). Z segmentu rzeczy nowoczesnych wpiszcie też sobie do notesu Futurium. Mieści się to tuż przy dworcu, w dniu wyjazdu zostawiliśmy w schowkach plecaki i tam się udaliśmy. I jest to rewelacja. To coś w stylu Centrum Nauki, wejście jest bezpłatne, cała masa tam multimediów i dla Lilki było to najlepsze z odwiedzonych miejsc. Dwie godziny do odjazdu pociągu? Ruszacie na Futurium!

Pochwalę po raz kolejny dziewczyny. One nas nawigowały. Ja nie rozróżniłam s od u (typy kolejek), a one wiedziały wszystko. Jeśli chodzi o jedzenie, to szukały polecanych knajpek i tam nas prowadziły. Na Walentynki na kilka godzin do Berlina wpadł z Hamburga Diabli i też był w szoku. Powiedział do mnie: Ja nie wiem GDZIE my jesteśmy, więc odpowiedziałam, że ja TEŻ nie wiem, ale ONE wiedzą. Razem byliśmy pod Chackpoint Charlie oraz Bramą Branderburską, gdzie chwilę wcześniej odbywał się ONE Billion Raise, który jest flashmobem przeciwko przemocy. Mieszkaliśmy we Wschodnim Berlinie i tam też szukaliśmy studia piercingu, bo Łucja zgubiła kulkę od kolczyka. To taka ciekawa i niezaplanowana atrakcja, ale byliśmy w miejscu kosmicznym i Lilka zażyczyła sobie zrobienie tam kolczyka na 16-ste urodziny (tu rolka)! PONADTO W Berlinie jest Legoland, LECZ otwierają go od marca do listopada. Całe szczęście bo wjazd kosztuje ZA dużo. Śmieszna akcja, bo z klasy Mieszka na ferie, do Berlina jechała AŻ trójka dzieci i w planie a)zakładałam, że podrzucę młodego innym rodzicom i w ten sposób zapłacę TYLKO za jeden bilet. Niemniej jednak obiekt w tej chwili jest zamknięty i bardzo mi to na rękę. ZA to byliśmy w Lego Store i Mieszko ma specjalny paszport, gdzie zbiera pieczątki! Tak więc zdobył KOLEJNĄ!

Dlaczego Berlin? Bo jest blisko i łatwo tam dotrzeć (pociągiem). Dotrzemy tam też TANIO, pod warunkiem, że kupimy bilety przed DB, a nie przez PKP. Po mieście dzieci DO 15 roku życia nie płacą. Bilety dobowe kupowałam ja i Łucja, ale młodsi (pod warunkiem, że są z nami) płacić JUŻ nie musieli. Cała masa atrakcji jest do 18 roku życia za DARMO. Za hotel (rewelacyjny Ibis Treptov) płaciliśmy MNIEJ niż za pokój we Wrocławiu rok temu (WTEDY był wąski pokój z czterema tapczanami w hotelu robotniczym oraz łazienka jedna na DWA piętra). Inflacja tam NIE galopuje, czego przykładem jest np. cena drożdżówek oraz kawy i tu mamy dokładne przełożenie z dworca w Polsce (13 lutego) i w Berlinie (17 lutego), gdzie za TE same rzeczy w Niemczech zapłaciliśmy 30% mniej!!!! Czyli Berlin będzie jeszcze kiedyś grany? O tak! Na liście obowiązkowej mamy JESZCZE: Muzeum Żydowskie; kolejny obiekt z grupy Perghamon (Altes?); Hummoult Gallery; Boros Fundation, Anne Frank Museum, Muzeum Historii Medycyny i pewnie duuużo się jeszcze pojawi! Jedzenie jest tam dobre. Pyszne są neapolitańskie pizze, Mieszko na „małego głoda” jada tam kebaby (jest ich dużo i zawsze Turek na hasło, że ŻADNYCH warzyw, tylko mięso, robił dla młodego GÓRĘ tych mięsnych kawałków), trafiliśmy do doskonałej knajpy żydowskiej, gdzie NIE było miejsc, ale mogliśmy zjeść przy barze ORAZ wszędzie można się napić niezłej kawy albo imbirowych napojów (koniecznie!). Udało nam się z pogodą, na początku wydawało nam się, że TROCHĘ chłodno i musimy wejść do Primarka po kalesonki, LECZ potem się ociepliło. No i żeby było śmieszniej, po każdej wyprawie do Berlina LISTA rzeczy do zobaczenia, TYLKO rośnie!

Wyżej nasz hotel, niżej Neues Museum. Egipt, sarkofagi, rzeźby. Jak widać Łucja ma ten brzuch na okrągło GOŁY, więc sami rozumiecie, że utrata CZĘŚĆI kolczyka, to był DRAMAT!

Niżej jakieś bubble tea, co to MUSIELIŚMY do niego dotrzeć, metro, Muzeum Stassi i Brama!

Poczdam!

Reichstag. Wejście jest bezpłatne, ale trzeba zarezerwować miejsce i lepiej to zrobić tym co najmniej tygodniowym wyprzedzeniem.

Dark Matter

I to już Futurium! Zwróćcie uwagę na Lilkę głaszcząca interaktywną foczkę. 😀