Pełnia (wczoraj była!)

Z końcem zimy odkrywamy FRYTKI. Jak co roku, przypomina nam się ta potrawa i ziemniaki przetwarzamy w ilościach WIĘKSZYCH. To chyba niespecjalnie pomaga na łamiące się paznokcie, ale przyjemnie zapychają. Dziś np. Mieszko kroił kartofle, bo uznał, że to satysfakcjonujące, LECZ szybko zrezygnował, bo jak wiadomo, surowy ziemniak JEST twardy. Trochę za mocno je przyprawiam, ale właśnie się zorientowałam, że na jednej z przypraw pisze pikantne i stąd ta ostrość. Standardowo posypuję suszonymi pomidorami, ziołami kaukaskim lub transylwańskimi (nie wiem skąd taki mix mam) i właśnie tym czymś TROCHĘ za ostrym. A potem się pokłóciłam z Łucją, bo panna (podobnie jak jej ojciec) pije wodę prosto z pięciolitrowej butelki tłumacząc mi, że przecież nie dotknęła ustami, tylko TAK sobie wlała.

<><>

Włączyłam na chwilę wiadomości i przygniotła mnie wczoraj ta Turcja. Patrzyłam na prezenterów, kolejne informacje, raporty, transmisje i zbeczałam się jak bóbr. Podejrzewam, że oni zatykają sobie uszy, kiedy leci relacja stamtąd, bo nie da się na suche oczy tego oglądać i o tym mówić. Dzieci, noworodki i zrozpaczeni rodzice. Ja nie wiem, CZY to wszystko NIE może jakoś się uspokoić?? U nas dziś też wyszły jakieś dwa druzgoczące grafik tematy i z przyjemnością za chwilę wyskoczę na spacer z psem. Na oczyszczenie głowy!