- Jest tego dużo… Pakując się tu na spotkanie z Panią przyszło mi do głowy, że system niestety wspiera takie egzemplarze jak ja, co całe życie nie mogą się określić co to chcą z życiu robić… Zacznę od tych najnowszych. Szkolenia z BHP i te, które robiłam w szkole? Wszystkie były bezwartościowe.
- To nie. Nie są związane z profilem wnioskowanej działalności… A dyplom ukończenia drugiej uczelni?
- Jest w tej teczce… O, po drodze byłam agentem ubezpieczeniowym, tu zaświadczenie.
- Nie jest nam potrzebne. Certyfikaty językowe?
- Tego będzie dużo. Tu coś jest. A nie, to nagroda dla rodzica od Rady Rodziców w szkole… TO może się przydać. To kursy o nowoczesnych mediach z których korzystają nastolatki (tik-toki, snapchaty)…Tu mam też dyplom z języka włoskiego ze szkoły w Pizie?
- Pani da, odbijemy. A angielski? To jest to?
- To jest jakieś szkolenie z wydawnictwa podręczników do angielskiego. Certyfikaty będą tu… Dyplomy z ukończenia kursu babeczek i pralin czekoladowych się przydadzą?
- O rany. Naprawdę lubi się Pani uczyć!
Złożyłam wniosek o dofinansowanie szkolenia. Musiałam jakiś bazylion papierków wypełnić i teraz czekamy! Co ciekawe, na schodach w Urzędzie Pracy gadało dwóch młodych gości, którzy TEŻ wnioskowali o dofinansowanie szkolenia, ale oni chcieli zostać trenerami personalnymi! Także każdy próbuje. I dobrze!
<><>
Miałam wczoraj górkę energetyczną, a dziś z powrotem katastrofa. Niemniej jednak spotkałam się z dziadkami, zdradziłam im niezłego lunchowego life-hacka (miejsce gdzie można zrobić zakupy i od razu zostać nakarmionym) i otrzymałam w zamian pomidorówkę w słoiku. DOSKONALE! Zoom na talerz! Lutowy dla domu?

