Istota OBRAZU

Nowy Avatar („Istota wody”) jest nie tylko sequelem opowieści znanej nam sprzed 10 lat, ale też zupełną technologiczną nowinką. Zastosowano tam technologię HFR gdzie płynność obrazu jest dwukrotnie wyższa od zwykłej. Film jest długi i niesamowity! Zresztą są rzeczy, które trzeba obejrzeć w kinie, bo w domu i ekran nie taki, i zmęczyć ciągiem TRZY godziny jest trudno. Trailery wypadały słabo, ale to dlatego, że tam bardzo dużo się dzieje. To widowisko rodzinne, momentami bardzo wzruszające i ani razu nie spojrzeliśmy na zegarek ILE jeszcze. Wariant wybraliśmy 3D właśnie w tej nowatorskiej technice i był to sztos!

Jak spojrzałam do historii to widzę, że właściwie co roku w tym okresie przed-Sylwestrowym lądujemy na tanich środach w kinie, ale w tym roku rzeczywiście JEST co oglądać. Chętnie bym też zobaczyła Fabelmanów, których cała masa osób zaliczyła do filmu roku, no ale Avatar był obowiązkowy! Poszliśmy całą ekipą (z Matim) i podobało się wszystkim! 2023 kusi naprawdę obiecującymi premierami (druga Duna, nowy Antman, kolejny Shazzam, Oppenhaimer ma wgniatającą zapowiedź, może Babilon, kusząca Barbie albo piąty Indiana Jones?), czyli czyżby skończył się ten zastój w kinach? A na Avatara idźcie, chociaż ostrzegam, że w kinach pełno ludzi!

<>

Za to rano byłyśmy z Łucją w poradni pedagogicznej. Panna musi mieć opinię o funkcjonowaniu w szkole i otwartą kartę terapeutyczną, żeby były podstawy do wydania opinii: CZY nadaje się na nauczanie indywidualne? Musiała dziś wypełnić testy i ankiety określające jej mocne i słabe strony ORAZ znalazło się tam pytanie: O czym marzy?? I jeśli myślicie, że była to jakaś wizja miłości czy czegoś ważnego, to się mylicie. Odpowiedź brzmiała: BUTY. Btw. te o których marzy POZOSTANĄ w strefie marzeń 😀

To scenka z Avatara!