- Mamo, KTOŚ pukał jak Cię nie było. A potem odjechał pomarańczowym samochodem. Bałam się!
- ŁUCJA, to był listonosz!!! Przez to, że NIE otworzyłaś mu drzwi, ja mam awizo do odebrania na poczcie!!!
- A dlaczego on nie był na rowerze?
- BO jest zima??? Bo oni czasem jeżdżą samochodem???!
Także doszła mi JESZCZE wyprawa na pocztę!! A tam lekko licząc 40 minut to schodzi za każdym razem… Szczególnie w grudniu!
DZIŚ dzieciaki miały szkolne Wigilie. Mieszko miał również warsztaty robienia bombek i mamy w domu KOLEJNĄ bombkę. Łucję odwiozły dziadki, panna weszła na godzinę do swojej klasy (ja akurat miałam korki) i najadła się z nimi różnorodnych świątecznych potraw! Lilka TEŻ śledzikowała? NIE. Ona po prostu NIE pojechała. Wiem, wiem, wiem, katastrofa, ale panna stwierdziła, że nie idzie. Myśl zaczęła jej narastać wieczorem, snuła się do północy po domu i rano kiedy ja pojechałam po ryby, panna zdecydowała, że nie pójdzie. Mieli losowanie, prezenty były już od poniedziałku w szafce u pani, ale NIE miało dla niej znaczenia, ani KTO ją wylosował, ani CO dostała. I tłumaczę, że życie składa się z różnych elementów i że czasem TRZEBA się dostosować i że TUS-y (Trening Umiejętności Społecznych) i relacje rówieśnicze są ważniejsze niż oceny, LECZ to wszystko jak grochem o ścianę… Nie miała ochoty na BYCIE tam. I to wcale nie jest tak, że coś nie tak ze szkołą, bo dzieciaki są wszędzie TAKIE same, ale ona wymiksowuje się z KAŻDEJ społeczności. Grr…
<><>
Dotarł materac Lilki (wieczorem wymienię) i chyba jutro wywiozę towarzystwo do dziadków. NIE mam kiedy zapakować prezentów. Myślałam, że dziś będę mieć chwilę BEZ dzieci, no ale NIE udało się.
Ogórkowo, bo ile można o tych świętach, wrzucę Wam linka. Zachwyciły mnie googlowe statystyki końca roku. Przeglądam świat i w zakładce MIEJSCA (zakładam, że chodzi o takie Instagramowe plenery, a nie wyprawy pobytowe) widzę, że w Europie zdecydowanie królowała Portugalia, ale np. taka miejscówka z Londynu, czy z Sevilli też wyglądają nieźle:


