
- Matko – powiedział nagle Mieszko, gdy przytuliłam się do niego przed snem – Jutro mamy Wigilię na angielskim. I każdy coś musi przynieść.
- SYNU, nie ma szans. Nie będę teraz w nocy galaretek nastawiać. Może zdążę rano do cukierni po pierniczki, ale to zależy ile mi czasu w warsztacie zejdzie.
- Okej. Jakby co to mam angielski na trzeciej lekcji. Możesz przywieźć na przerwie.
Mogłam, ale NIE zdążyłam. Za późno mi powiedział i NIC nie miał…. BO utknęłam w warsztacie… Coś mi się sypie to moje auto, wszystkie systemy się rozregulowały i chyba muszę pojechać do ASO (buuuuu…), lecz nie zrobię tego PRZED świętami… Dobrze, że w ogóle JEŹDZI, gdyż dziś mieliśmy ściąganie szwów u Łucji! Tak naprawdę, NIE były to klasyczne szwy, ale takie metalowe zszywki, zrobione specjalnym medycznym „takerem”. Jeśli oglądaliście Greys Anatomy, to tam tego używają. Dzięki temu Łucji plecy wyglądały jakby miała na nich SUWAK (dość kosmiczne – coś w stylu Beksińskiego, chociaż ONA tak tego nie postrzegała 😉 Ciekawa byłam jak to będą ściągać i nawet proponowałam Łucji, że w sumie to JA mogę jej wyjąć (Mieszko dawno temu sam sobie nitki wyjął z pozszywanego palca). NIE chciała i wyjęte zostały przez lekarzy! Co DALEJ? Jeszcze chwilę BEZ kąpieli, a kolejna wizyta za miesiąc. Zeszło nam DUŻO czasu w szpitalu i wracając kupiłyśmy na obiad pizzę! Przy okazji sprawdziłyśmy, czy są jeszcze SKRZATY, bo Lutka doszła do wniosku, że ŁADNE i że w sumie to chce pod choinkę, LECZ już NIGDZIE ich nie ma!!! Tak więc: skrzaty to HIT tegorocznych dekoracji świątecznych!
Stoi już jelonek! Tak wiem, dekoracja z ośnieżonego roweru Mieszka słaba, ale nie pozwolił wywieźć na jesieni, a teraz to chyba rozwaliliśmy jego pojazd do końca… W bonusie wyżej macie też naszą TRÓJczubową choinę!

