Jedne z najsłynniejszych lodowych rzeźb są w Harbinie, na północy Chin – tuż przy granicy z Rosją i Chabarowskiem. Dawno, dawno temu tam byłam. Pamięć jest zawodna, wydaje mi się, że RZEŹBY były podświetlone na biało, ale to co zapamiętałam bardzo wyraźnie to niewyobrażalnie przejmujące zimno. Tym niemiej jednak cieszę się, że MY, kraj PÓŁNOCY, takie rzeczy TEŻ tworzymy. To swojego rodzaju oswajanie ZIMY i podobnie jak świetlne iluminacje, punkt do obowiązkowego odwiedzenia w mroźnym sezonie! Od lat w górach powstają śnieżne pałace, w kilku miejscach Polski odbywają się Festiwale Ice-Carvingu, no i NASZE pierwsze lodowe rzeźby zobaczyliśmy i MY. TU MACIE ROLKĘ!
Zalinkuję Wam JESZCZE dwie, lecz tym razem nie-moje rzeczy (wiem, wiem, wiem – nikt nie lubi klikać w linki zewnętrzne, ale te dwa są zabawne). Pierwsze to filmik JAK zachowują się dzieci. Drugi to jak widzą MÓJ telefon (to bardzo złośliwe, ale mówią, że prawdziwe…). Ale do pierwszego: dokładnie TAK było u nas!!! Łucja jest zdyscyplinowana, Liliana zachowywała się identycznie jak ten koleś na filmiku, no a Mieszko to klasyczne, znudzone, trzecie kido. Chwilę postaliśmy przy tych rzeźbach, odeszliśmy na jakieś bubble tea i młody zapytał:
- Matko, a gdzie jest ta atrakcja dla której tu przyjechaliśmy?
- No, już była synu.
- Kiedy?
- Te rzeźby.
- Żartujesz. Poważnie?
