
- Chodź kochanie, spróbujmy razem podejść do okna.
- Po co?
- Uchylimy je na sekundę i powąchasz zapach życia…
- Okej.
- No i?? Jak pachnie?
- Jak miasto. Spaliny, frytki, wilgoć.
Nie wiem kiedy mi pannę wypuszczą. Wiem na pewno, że za 3 tygodnie ma ściąganie szwów, albo za dwa, bo to info, które Łucja usłyszała gdy się wybudzała. Czyli dla mnie to wiedza, że szwy ma nierozpuszczalne i że WTEDY mamy wizytę. Gdzieś mi przeleciała informacja, że może wypis będzie w niedzielę, ale nie będę na to napierać, bo wiecie jak to jest z lekami w domu. Tam ma tych urządzeń masę i preparaty i takie i śmakie, a tu dostanę pewnie receptę na ketanol i to będzie wszystko. Zresztą w domu człowiek tak z lekami zawsze kombinuje (tak jak z gorączką). Nie boli? To może nie podamy teraz, a za godzinę. A tam walą jak w zegarku tak często jak się powinno. Z drugiej strony tu byśmy ją ułożyli i nudziła by się z NAMI. Czekamy więc dalej!

A wpadłyśmy dziś do Łucji we dwie – z Lilką. Zrobiłyśmy jej show w stylu Celeste Barber, żeby ją ubawić i chyba nam się nawet udało! A trasę urządziłyśmy sobie WCZEŚNIEJ konkretną: oddałyśmy dywan do prania, oglądałyśmy materace w dwóch sklepach (i chyba koniec końców kupujemy na Allegro) oraz wybrałyśmy pudła- szuflady pod ich łóżka. Zrobiła sobie Lilka dziś od szkoły wolne, bo jakby nie było, trzeba przyspieszyć wykańczanie pokoju!


