18 dawek później

O 10 rano zadzwonił telefon Łucji. Dlaczego ona dzwoni? Przecież telefon został w jej szafce?

  • Mamo? Bo ja już jestem na ogólnym. Już chodzę. Zjadłabym banany. I jakiś gluten.

Aha. 🙂 Szybko. Chodzę to dużo powiedziane, bo co wstanie to jej się kręci w głowi i wszystko robi powoli, ale może korzystać z toalety i wygląda nieporównywalnie lepiej niż wczoraj. Plecy bolą. W ciągu nocy strzeliła sobie 18 (!?!?) dawek bezpiecznej morfiny, ale lek został na intensywnej terapii, a teraz przeszła na rzeczy dużo łagodniejsze. Twierdzi, że gorsze. Jakby nie było ma w plecach dwa tytanowe pręty, dzięki którym jej kręgosłup ma być tam gdzie powinien być. Zostaną już w niej na zawsze. Operację przeprowadziło okazuje się nie trzech, a czterech chirurgów i wszyscy są w grupach kręgosłupowych bardzo dobrze znani (to że tak nam się trafiło, to był jakiś niewiarygodny zbieg okoliczności). Wczoraj jak się nad nią pochyliłam i ona była tak spuchnięta od płaczu to pomyślałam: O Bosze, Łucja, CO myśmy narobiły! Ale dzisiaj świat wygląda dużo lepiej. Panna jest wyższa. Nie wiem o ile, ale była w skarpetkach, a ja miałam buty na grubej podeszwie i byłyśmy podobnego wzrostu. Podobne ma wrażenie jak ja: utrata świadomości i kontaktu z rzeczywistością jest czymś strasznym. I żadna z nas nie rozumie jak ludzie dobrowolnie mogą sobie serwować środki, które na to pozwalają. Nie ma nic gorszego. CO DALEJ, jeszcze nie wiemy, ale dziś odwiedza ją ukochany, a ja dopilnowałam żeby coś zjadła i wróciłam do domu! Spójrzcie jaką mają fajną zastawę w szpitalu! To komplet: talerze i kubki! Nadgarstek został uwolniony z jednego wenflonu (ona miała dziury wszędzie, nawet w pięcie miała jakieś nadajniki) umożliwia, jak WIDAĆ, korzystanie z komórki!

<><>

A dlaczego wróciłam tak szybko? GDYŻ równolegle szykujemy w domu ICH pokój. Bo gdy pojawił się temat „operacja” zaczęłam się zastanawiać jak ONE mają spać. Nie chciałam, żeby Łucja dalej spała na piętrze, bo nie wiadomo kiedy ona tę sprawność odzyska, a Lilka na piętrze spać nie może (bo lunatykuje). Diabli uznał, że czas najwyższy, żebym oddała dziewczynom MÓJ pokój, ale ja na to się nie zgodziłam…

Początkowo wymyśliłam więc, że panny będą miały NOWE, szersze łóżko. Może to nieprawidłowe, żeby spały razem, ale one są blisko, miały by dwa komplety pościeli i na miejscu ich piętrowego łóżka stanęło by szersze o te 40 cm z dużym wezgłowiem z boku (wypadałoby to na ścianie), z pluszakami, jako taka duża siedząca miejscówka… I to łóżko miało mieć szerokie szuflady w obudowie w której mieściły by się skarpetki (które są teraz w pokoju Mieszka).

Lecz jak wiecie, projekt, który się przesuwa w czasie SIĘ zmienia… I tak ze 2 tygodnie temu doszłam do wniosku, że ROZDZIELĘ ich piętrowe łóżko na dwa i postawie tak jak było kiedyś. Wszystko trzeba poprzesuwać, jedna szafka musiałby wylecieć, ale można zabudować przestrzeń POD łóżkami. Okazało się wtedy, że dziewczyny nie chcą wspólnego łóżka i wolą DWA osobne!

A ponieważ na te kilka dni jest Diabli to było TO do zrobienia! Wczoraj rozdzieliśmy łóżka, a dziś ustawiam. Dywan już w aucie (czeka na wywiezienie do pralni), łóżka muszę podmalować, bo po odczepieniu drabinki widać miejsca bez farby, zmieniam im pościel i porządkuję biurka. Liliana ma obiecany nowy materac (jej składa się z dwóch starych materacy), no i jak widać na łóżku Lilki TRZEBA jeszcze przyciąć słupki (ale nie miałam piły do metalu).

before: jest bazjel, ale OGÓLNIE widać. łóżka piętrowe, w rogu szafka, na jednej ścianie biurka, przy wyjściu mała szafka (wyleciała całkowicie)
w trakcie: wyleciała już szafka, zdjęte materace, dywan jeszcze przed zrolowaniem
I to już stan po ustawieniu. Jak widać rama Lilki musi zostać przycięta, na łóżku Łucji są ślady po drabince (trzeba było przewiesić kaloryfer i jest ślad na ścianie (też do podmalowania. Przy okazji naprawiłam lampę i widać podwójny materac Lilki. Pod łóżka wjadą szuflady.