RUN (rodzic-uczeń-nauczyciel) był „POZYTYWNY”. Mieszko jest lubiany, nie wchodzi w konflikty, a nawet je zażegnuje. Gdy atmosfera w klasie narasta, rzuca żart, albo mówi: dobra, spokój. Wychowawczyni uważa nawet, że ma pozycję lidera oraz, że nie sposób go wyprowadzić z równowagi. Czasem koledzy zabierają mu buta i wtedy po prostu chodzi BEZ (on twierdzi, że oni są stópkarzami). Z minusów GADA, bo zdarza się, że problem z przerwy przynoszony jest na lekcję, gdzie omawiają go dalej. No i charakter pisma to katastrofa, lecz to WIEMY.
Dziś Mikołajki (zdałam sobie sprawę, że TO któryś rok z rzędu, gdy mój biorytm budzi mnie TEJ nocy w ŚRODKU nocy i mogę bez stresu podrzucić prezenty) i przybył Diabli. Pojechali już z Łucją do szpitala (panna zapakowała sobie nowy dres i świąteczne skarpetki, które przyniósł jej Mikołaj do dziadków w niedzielę), tam będzie miała kolejne badania przez zabiegiem, a ja ogarniam pozostały kocioł. Wczoraj po tym zebraniu chciałam Mieszka nagrodzić i pojechaliśmy razem na zakupy, ale nie było to łatwe. Raz, że tłumy wszędzie, dwa, młody NIC nie chce. Oooo, drugie opakowanie pierniczków za 60%! – Nie, matko, nie potrzebujemy ich. – Synku, a może ptasie mleczko! Tylko też wpadało by dwa opakowania, bo będzie taniej!- NIE. Możemy już wyjść? Także Mikołaj NIE dostał pierniczka… 😦 Ale Młody zdradził mi też, że NIE czuje klimatu świąt w tym roku!!! Rzeczywiście ZAWSZE na Mikołajki w pokojach ustawiałam MAŁE choineczki… No cóż, umówiłam się więc z ekipą, że zanim wróci do nas Łucja, MUSIMY postawić choinkę!
Pokażę Wam, jaki kalendarz adwentowy dostał od nas Diabli. Cyferki przyklejała Lilka i widzę dziś w necie, że taki pomysł miało dużo osób. GŁÓWNIE dorosłych i to naprawdę świetne! 🙂 Chyba RÓWNIEŻ sobie taki sprawię! 🙂

