Jaki szampan, kochani?

Pojechałam z Lilką na ostatnie tegoroczne zakupy i panna musiała wybrać szampana. Wiśnia, poziomka, kiwi czy borówka? W końcu napisała do rodzeństwa, po czym wybrała za nich!

My w biegu przed NOCĄ, zaraz pewnie przyjedzie Mati, a około 16-stej ruszymy puszczać lampiony. Siedział już u nas WCZORAJ i wtedy zrobiłam wielki gar spaghetti, żeby było na DWA dni. Już strzelają i z Bibi od wczoraj spaceruje się źle. Co huk, to psa histeryzuje. Ostatni spacer dziś będzie około 15-stej, a potem opuszczamy rolety, żeby jak najmniej widziała. Na lampiony jej NIE zabieramy, bo za duże ryzyko. Postaramy się po prostu jak najszybciej do niej wrócić. Mamy szampan, rozwiesimy serpentyny, z Lilką chcemy zrobić DWA ciasta i może odpalimy rzutnik oraz coś obejrzymy?

CIEPŁO (słabe), ale sucho (akurat dobrze). Wydaje mi się, że większość tematów, które miałam zaplanowane na tę końcówkę załatwiłam… Ach, nie, zapomniałam o jednym telefonie i muszę pamiętać, żeby zapłacić za korki z matmy za grudzień. Btw. to też nowość od września i tak już chyba zostanie do końca szkoły średniej – korzysta z tego Łucja, ale też trzy lekcje miała też Lilka, gdy pojawia się temat, którego nie ogarnia.

Ruszam z tymi serpentynami i do SIEGO ROKU! Żeby ten 2023 był lepszy! JESZCZE lepszy 🙂

2022?

Gdybym miała dać mijającemu rokowi hasło, użyłam słowa OŚWIECENIE. Zimny prysznic, otrzeźwienie albo przebudzenie. Wszystko co się w nim wydarzyło było jak wyciągnięcie z Matrixa. I co gorsza mam wrażenie, że ten szok przeżyliśmy wszyscy. Skończy się pandemia, będzie jak dawniej. A nie! Bo przecież może być wojna. Może być inflacja. Ludzie mogą tracić pracę, albo na skutek minionych lat dochodzić do wniosku, że nie chcą być w tym miejscu gdzie dawniej. Jest nas osiem miliardów i przyrostu nic nie zatrzymuje. Jest jak podczas okupacji. Po okresie gdy dzieci było mniej mamy znowu boom. Oczywiście ja, podobnie jak Wy jesteśmy w tym 1% procencie uprzywilejowanych, ale CZY to nie czyni całego obrazu jeszcze bardziej makabrycznym?

W skali micro mój świat mi pokazał, że coś NIE tak sobie wykombinowałam… Że NIE dam rady wszystkiego. To jak bardzo zawaliłam poprzedni rok szkolny, jest niewyobrażalne. Nie wiem jak kobiety dają sobie radę by objąć wszystko i dłuższą chwilę zakładałam, że to TYLKO moja nieudolność połączenia pracy i życia domowego. ALE spotkałam wczoraj rano znajomą, która przeszła dokładnie to samo i osiągnęła ten etap, że postanowiła ODDAĆ dzieci byłemu mężowi. Powiedziała: Ja chcę je raz na 2 tygodnie. Przysyłaj mi informacje, kiedy mam jakiegoś lekarza z nimi, albo wywiadówkę. Ja będę wpisywać sobie do kalendarza i będę tam jeździć. Nie dam rady wszystkiego ciągnąć dalej. Tego po prostu jest strasznie dużo. Wyszykować rano wszystkich, wyprowadzić psa (przed wszystkimi), zaopatrzyć dom, zajrzeć na pocztę czy do jakiegoś urzędu, dopilnować badań lekarskich, ugotować, posprzątać, pouczyć się z dziećmi, porozmawiać z nimi, pomalować się i zaplanować weekend/wakacje/zakupy i do tego przejść przez pracę, która od Ciebie wymaga, jest czasowa i stresująca. I nie olać szkoleń, zebrań i samorozwoju. To było za dużo. Moja decyzja ze środka lata, żeby odpuścić, przynajmniej do momentu operacji Łucji była jedyną sensowną opcją.

Oczywiście JEST trudno i bardzo się boję CO dalej oraz jak mam to wszystko poprowadzić, ale nie żałuję, bo operacja Łucji miała jednak wysoką emocjonalną wagę, co dotarło do mnie dopiero gdy się odbyła. Btw. wybuchła wojna i miałam bardzo duży dyskomfort, że nie mogę się w to włączyć. Myślałam, że skoro językowo bym się przydała i łatwo komunikuję się z obcymi ludźmi to TAM, na granicy mogłam pomagać. Co więcej gdzieś taka propozycja się pojawiła: organizacja kursów j.polskiego. TYLKO, że NIE mogłam. Nie mogłam, bo nie miałam jak. Bo gdzieś byłam przywiązana i nie było opcji bym to rzuciła, by robić coś ważnego. I takie wewnętrzne szamotanie towarzyszyło mi długo. Z drugiej strony pamiętajmy (jako pozyw), że w tym roku okazaliśmy się PRZYDATNI jako naród. Pomagaliśmy uchodźcom i chyba nie będzie przesady, jeżeli powiem, że zmienił się całkowicie obraz Polaka na świecie.

Zatruta została Odra, w Stanach był huragan, w Azji powódź, a w Europie susza. Za to w Iranie kobiety się zbuntowały (OŚWIECENIE) i zdjęły chusty. Pandemia przycichła, ale nie odeszła. Mutuje i pomimo trzech dawek, nie wykluczam, że będę robiła kolejne szczepienia. Gugiel wyszukiwarka mówi, że szukaliśmy Johny Deppa (każdego ciekawiło o CO chodzi w tym jego procesie), a z takich śmiesznych rzeczy to na hasło KTO w polskim necie królowało: KTO zginął w Hamlecie (widzicie tych licealistów, którzy na lekcji pod stołem guglają odpowiedź?).

Za nami pierwszy pełny rok porannego wstawania. I z tym potrafimy funkcjonować. Pobudka o 5:30 jest trudna, ale DA radę. Dobrze, że pierwszy semestr Lilki mogłam ją podrzucać na autobus. Cieszę się, że nadgoniłam ze sobą i z dziećmi badania lekarskie. Łucja jest już po dwóch dawkach dodatkowej szczepionki na HPV, Lilka po jednej i w styczniu będzie druga. Udały nam się podróże. Zaczęliśmy korzystać z tego udogodnienia, że Diabli jest za granicą i dwukrotnie go w tych Niemcach odwiedziliśmy. Byliśmy też w Brukseli, a wakacje w Polsce, wyszły nam bardzo fajnie (Kraków, Lublin i morze). Łucja była w Szwajcarii i letnia nowość, że jeździmy z KIMŚ przeszła na rok szkolny. Zabieramy ze sobą albo chłopaka Łucji, albo kolegów Mieszka.

Łucja ma chłopaka. Przeraziło mnie tempo tego związku, ale działo się to w momencie, gdy wszystko mi uciekało, LECZ to dobry chłopak, bardzo lubię jego mamę i niewiarygodnie nam pomógł przy operacji Łucji. Wchłonął się w naszą ekipę i jest naszym wyjazdowym kompanem. Panna ma lepszą samoocenę i zrobiła się pewna siebie. Bilans relacji jest zdecydowanie na plus i wspaniale, że jest. Lilka dostała się do szkoły średniej i DAJE sobie radę, a Mieszko chodzi na zajęcia garncarskie i jestem zachwycona, że go tam wcisnęłam. Ja znowu zaglądam na siłownię.

Doskonałe kulinarne zestawienie 2022 macie u Basi Stareckiej, a nasze odzieżowe rewolucje są na szafie.

W KATEGORII NAJ

Przepisy – Tik-Tok. Co jakiś czas któreś mi brzęczy, że „widział TAKI przepis”, po czym TO robimy. Przed chwilą np. Mieszko chciał zrobić mini-pizze w bułkach. To raczej są porażki smakowe, ale cieszę się, że jest w nich chęć wymyślania jedzenia!

Osobowość– Zelenski. I tu właściwie nie ma konkurencji. Gość przeszedł taką drogę w tym jak się go postrzega i świat go kocha. Wiem, wszyscy już jesteśmy tą wojną znużeni, ale obiektywnie patrząc na niego jednomyślnie czujemy podziw i szacunek.

Influencer: w tym roku obserwowałam całą masę osób. Niektóre Wam na bieżąco linkowałam, inni byli dla mnie inspiracją. Prezenterka z Stanów; babka, która robi kolaże z drewna; twórczyni przepięknych broszek (locamonrosa); ludzie tworzący biżuterię z barwionego bursztynu (amber doris); niesamowity podróżnik (JanJanusz); gość, który pokazuje jak POZOWAĆ na zdjeciach (Mr.Desante); różni fotografowie; goście, którzy robią show ze złotą płachtą (siegfriedundjoy), itd… W kategorii satysfakcja wygrał na pewno Francuz, który robi desery. Nazywa się Cedrig Grolet, jest np. na Instagramie i patrzenie JAK pracuje jest hipnotyzujące.

Spec od sociali- Muzeum Narodowe. Ja nie wiem KTO robi tę stronę, czy jest to jedna osoba, czy grupa osób, ale nie ma innego muzeum, które miało w tym roku TAKI PR! Wystawa o Witkacym? Zrobimy nakładkę na Insta! Albo ta obecna o „Przesileniu”? To pierwsza wystawa, którą mamy w planach na 2023!

Wtopa kosmetyczna: maski algowe i żele do ciała… Używam dużo kosmetyków. Naprawdę sporo. Nie są złe, efekt końcowy (czyli JA), jakoś się trzyma, a nie ma w mojej kosmetyczce nic drogiego. Trzycyfrowych nie ma w ogóle, a w obrębie dwucyfrowych nie ma chyba również takich z cyfrą pierwszą większą niż 4. Za to jest ich NIE mało i zdarzają się porażki. Tegoroczne to maski algowe (zużyje do końca, ale mam dosyć tego skubania) i żele do ciała, po których się mam wrażenie kleję.

Marka i kosmetyk: najwięcej kupiłam kosmetyków Apisa (żele do twarzy, maseczki, kosmetyki do kąpieli), ale przebiło wszystko zapachami Uzdrovisco (ich maseczka z rokitnikiem). Tołpa również dostała drugą szansę i ich maseczki w saszetkach są cudowne.

Kanał filmowy: Amazon Prime. To był rok kanałów filmowych. Mamy ich MORZE do wyboru. W moim świecie wszyscy kombinują jak podłączyć się pod Apple TV oraz amerykańskie Hulu, ale maMY i (sherowanego) Netflixa, HBO, Disneya i Prime Video. Dzieciaki siedzą na Disneyu, a ja kocham Amazona. Każdy, absolutnie każdy film i serial stamtąd był strzałem w 10-tkę. No i nie mieli tak jak HBO.

Nurt filmowy: prequele: Ród smoka i Pierscienie Władzy. Czyli co było PRZED. Mi oba te seriale się podobały, ale chyba wolę o tym co było PÓŹNIEJ.

Apka: zmiany na Instagramie, że stał się on platformą promująca wyłącznie filmiki wymusiły nauczenie się tworzenia pionowego Video. Umówmy się, że nie jest moim celem stworzenie liczebnego w followersów konta, ale nie lubię uczucia, że wszyscy COŚ już potrafią, a ja NIE. Lilka zainstalowała mi CAPCAT-a i na nim przycinam filmiki, żeby je połączyć w całość. Ja wiem, że cały czas nie jest to produkt premium, ale jest dla mnie miłe, że UMIEM 🙂

Piosenka: wykopałam w tym roku Davida Guettę. Czy wiecie, że on ma 54 lata? Gość jest DJ-em od zawsze. Utrzymuje się w tym i kocha to. Ma rodzinę (syna w wieku Łucji) i ma pasję. Obserwuję jego profil na Insta i naprawdę zazdroszczę, że podążył za czymś tak mocno i tam z tym trafił. Jego piosenka: I’m good and I’m feeling alrigtht jest podobna bitem do Blue -hitu sprzed 20 lat, ale była chyba najczęściej używaną piosenką jako ścieżka do rolek.

Domowa innowacja: w sumie to żaden Einstainowy produkt nie przychodzi mi do głowy. Chwalę sobie niemiecką chemię, ale temat porządków porywa mnie średnio… Odkryłam wczoraj na insta dziewczyny, co inspirująco sprzątają i mam plan wyszorować FUGI i pralkę. ZA to, w 2022 zaczęłam dzielić KOLORY na dwa prania. Kolory czerwone, różowe i żółte RAZEM (bluzy z Biedry to sprawiły, bo fajne są, acz farbują), a jasne zielenie, błękity, fiolety i krateczki OSOBNO.

Książka: dużo było bardzo dobrych! Zaczęłam czytać dopiero na wakacje, ale nadganiam szybko! Rok zamykam „Marzeniem pani Benson” i chyba właśnie historie o kobietach i rodach kobiecych pasowały mi najbardziej („Samotność znaczy Soledad”, „Stan zdumienia”) W kwestii audiobooków też był wysyp świetnych… Podobał mi się „Czarny Łabędź”, „Służąca”, „Dziobak Literatury” i „Adwokat”… Najlepsza jednak chyba była Cherezińska i jej losy Hardej!

Kierunek: Niemcy: 2x w ciągu całego roku! – i tendencja pewnie się utrzyma!

Serial: Świetny był Peritheal. I Amazowe seriale z tą równoległą rzeczywistością bardzo mi pasowały. Nocne Niebo, Wolf like me, Expanse, Absentia i Devils Hour. Naprawdę każdy był wciągający. Spoza universum Amazona doskonała była Wielka Woda czyli story o powodzi we Wrocławiu. Moi rodzice mają Sylwestrowy Plan: maraton właśnie z Wielką Wodą. Łucji bardzo podobała się Wednesday, a Mieszko obejrzał chyba CAŁE anime świata.

Skam, czyli coś NIEPOTRZEBNEGO: kominki zapachowe z woskami. Kupiłam tego cały zestaw i jest to zawracanie głowy. Świeczki zapachowe są zdecydowanie lepsze!

Lek: krople do oczu! Strasznie mi wysychają oczy. Okulista powiedziała, że musiałam się dosyć mocno przez wiele miesięcy odwodnić, bo to wysuszenie jest nieodwracalne. Tak było, krople pomagają.

Słowo: NPC. To taka szara ludzka masa. Nasze słowo roku i może GigaChad, bo często się z tego nabijamy!

ZWROT: „MAM głowę w pralce”. Zaczęłam to ja, kiedy coś robiłam w łazience i wkładałam pranie do pralki, pochylałam się i NIC nie słyszałam, a ONE do mnie coś mówiły. Któreś coś mówiło. I tak już zostało. Zawsze gdy coś ktoś woła i inne nie słyszy, odkrzykujemy: MAM głowę w pralce!

Film: Podobali nam się z Lilką ci niekomfortowi kanibale w „Do ostatniej kosteczki”, na którym byłyśmy w kinie, LECZ „Avatar” to przełom w kinematografii! Mieszko za najlepszego uznał Spidemana.

Auto: DACIA. Pomimo problemów z moim autem, kolejne też będzie tej marki. Dołaczyłam do grup Dacio-lubów i nowe Dacie w kolorach straży granicznej są przepiękne. No i mam serwis, który mi moje auto ogarnia i jest to pewnego rodzaju tegoroczne odkrycie!

Mem? Wklejałam go Wam. O tym jak wygląda duchowy przełom. O tym jak myślimy, że wygląda i jak wygląda naprawdę. Pokażę Wam też mema, którego zrobiła Lika na fizykę. Dostała za niego szóstkę! 🙂

POST gigant! Plany na 2023 w przyszłym roku! 😀

2022 dla domu

Zaczynamy podsumowania! Na początek… DOM! Zmiany, rewolucje, dodatki? No… Tak naprawdę DUŻO mniej niż w 2021 i sporo to rzeczy zastępujące te, co się zużyły. Jest nowa pralka, jest nowy toster, nowy aparat stacjonarny i jest nowe żelazko. Najważniejszą zmianą jest POKÓJ dziewczyn, gdzie zniknęło łóżko piętrowe i są dwa rozłączone łóżka (doszedł materac Liliany – za duży). Kolejna wymuszona zmiana to ogródek. Na wiosnę runęły dwa drzewa, dwa kolejne zostały wycięte oraz trzy sąsiada ciachnięte do połowy (re-aranżacja plus zmiana ilości światła w ogródku). Obnażony płot wymagał pomalowania i przy okazji zostały pomalowane donice na kwiaty ORAZ kubeł na śmieci. Nowością jest duża ilość CERAMIKI wykonanej przez nas. Mieszko robił figurki, ja zrobiłam miskę i są to rzeczy ustawione TAK, by było je widać!

Dużo się działo w strefie technologii. OBIE panny mają swoje laptopy, Łucja ma kolejny telefon, no i ja po kilku miesiącach karania się za zgubienie poprzedniego zakochałam się w aparacie kupionym w przedostatni dzień poprzedniego roku. Doszedł też STICK podczepiony do telewizora dzięki któremu możemy odbierać wszystkie te kanały filmowe. Z rzeczy średnio potrzebnych, lecz przydatnych doszły kolejne sztućce, kubki, sporo garnków (całą poprzednią flotę powinnam wywalić), mały czajnik turystyczny, który panny miały w sanatorium i kolejne torby termiczne, które panny noszą do szkoły. Mamy również segment tekstyliów, czyli górę koców, które dostała w tym roku Łucja (ze trzy!!), sporą ilość poszewek na poduszki i nową pościel. Ach i doszedł ROWER Lilki, bo to podchodzi pod dom i jest jedynym sprzętem sportowym w TYM roku… Listę zamykają obrazki namalowane przez Mieszka i mnie, który cały rok stoją na stole i kolaż z Festiwalu Języka Polskiego ORAZ rzeczy świąteczne: papierowy lampion-gwiazda i SKRZATY!

pokój dziewczyn, xiaomi-stick, pomalowana donica, poduszki, garnek i sztućce
ogródek, laptop Lilki, czajnik turystyczny, żelazko, kolaż
obrazki ze smokami, termiczne lunch-boxy, nowy aparat stacjonarny, pościel, świnka skarbonka i ZNOWU moja komórka (ona w sumie ubiegłoroczna, ale wejście w nią to działania tegoroczne)
papierowy lampion gwiazda, a na pierwszym planie ceramiczny wąż Mieszka i jego ceramiczny lampion choinka, nowa pralka, kubasy, garnki, toster i skrzaty

Co się nie udało? Niezmiennie NIE wycyklinowałam podłogi w dużym pokoju, nie wymieniłam drzwi tarasowych i nie kupiłam wieszaka na ubrania. I CAŁY czas nie ma regału na książki na dole i BARDZO tego brakuje. Fajnie, że ogarnięty jest sprzęt komputerowy dziewczyn i niezwykle się cieszę z tego co zostało zrobione w ich pokoju. Coś jest nie tak z lodówką. Już od dawna. Ona się sama rozmraża czasami. Agonia trwa już od kilku lat i MOŻE być tak, że nagle gruchnie ostatecznie. Marzy mi się mop parowy i absolutnie konieczna jest nowa deska do prasowania, bo w poprzedniej wypaliłam dziurę na wylot (ale nie kupuję nowej, bo nie rozumiem, czemu kawał żelastwa jest taki drogi??). Na milion procent na 2023 przechodzi również ocieplenie poddasza. TRZEBA to koniecznie zrobić. Na wiosnę czeka nas kupno roweru dla Mieszka – obecny jest zdecydowanie za mały. Strasznie mnie cieszą nowe garnki i jak mi dojdą jeszcze ze dwa to wywalę wszystkie z tym zużytym teflonem. Chętnie przygarnę też kilka kolejnych miseczek, bo my je zużywamy oraz z dużą pasją zobowiązuję się do upiększania ogrodu! – btw. w tym roku doszło mi dużo sadzonek oraz drzewko oliwkowe! No i muszę podmalować ściany na dole, ale to większa kombinacja bo nie wiadomo JAKI to był kolor.

Jakby nie było DOSTATEK się przyda, więc nie zapomniałam włożyć do portfela karpich łusek! 😀

Istota OBRAZU

Nowy Avatar („Istota wody”) jest nie tylko sequelem opowieści znanej nam sprzed 10 lat, ale też zupełną technologiczną nowinką. Zastosowano tam technologię HFR gdzie płynność obrazu jest dwukrotnie wyższa od zwykłej. Film jest długi i niesamowity! Zresztą są rzeczy, które trzeba obejrzeć w kinie, bo w domu i ekran nie taki, i zmęczyć ciągiem TRZY godziny jest trudno. Trailery wypadały słabo, ale to dlatego, że tam bardzo dużo się dzieje. To widowisko rodzinne, momentami bardzo wzruszające i ani razu nie spojrzeliśmy na zegarek ILE jeszcze. Wariant wybraliśmy 3D właśnie w tej nowatorskiej technice i był to sztos!

Jak spojrzałam do historii to widzę, że właściwie co roku w tym okresie przed-Sylwestrowym lądujemy na tanich środach w kinie, ale w tym roku rzeczywiście JEST co oglądać. Chętnie bym też zobaczyła Fabelmanów, których cała masa osób zaliczyła do filmu roku, no ale Avatar był obowiązkowy! Poszliśmy całą ekipą (z Matim) i podobało się wszystkim! 2023 kusi naprawdę obiecującymi premierami (druga Duna, nowy Antman, kolejny Shazzam, Oppenhaimer ma wgniatającą zapowiedź, może Babilon, kusząca Barbie albo piąty Indiana Jones?), czyli czyżby skończył się ten zastój w kinach? A na Avatara idźcie, chociaż ostrzegam, że w kinach pełno ludzi!

<>

Za to rano byłyśmy z Łucją w poradni pedagogicznej. Panna musi mieć opinię o funkcjonowaniu w szkole i otwartą kartę terapeutyczną, żeby były podstawy do wydania opinii: CZY nadaje się na nauczanie indywidualne? Musiała dziś wypełnić testy i ankiety określające jej mocne i słabe strony ORAZ znalazło się tam pytanie: O czym marzy?? I jeśli myślicie, że była to jakaś wizja miłości czy czegoś ważnego, to się mylicie. Odpowiedź brzmiała: BUTY. Btw. te o których marzy POZOSTANĄ w strefie marzeń 😀

To scenka z Avatara!

wyprze

  • Bardzo jestem Ci wdzięczna mamo, że nie jesteś „almond mum”.
  • Kto to taki Łucja?
  • To takie matki, które uważają, że nie należy robić przekąsek. I jak dziecko do nich przychodzi, że jest głodne to mówią: „Może z nudów chcesz jeść? Ja zjadłam pół migdała”. Mówią jeszcze na nie „half-almond mums”. Dużo ich na Tik-toku.
  • No wiesz, ja uważam, że ogólnie macie wszystkiego za mało. Żyjemy deficytami i w moim odczuciu zdecydowanie nie dostajecie wszystkiego co chciałabym, żebyście dostali.
  • Ale zawsze z nami gdzieś siadasz i jak coś jemy to Ty TEŻ zamawiasz dla siebie.
  • Mogłabym dorobić do tego ideę, że w taki sposób Wam pokazuję, że należy w życiu o siebie dbać, ale chyba robię to automatycznie…

Pojechaliśmy dziś kupować zimową kurtkę Łucji! Tak miała obiecane, że na wyprzedażach dostanie, ale jednocześnie wczoraj wieczorem Mieszko nas poinformował, że dziś ma urodziny kolegi (on uwielbia wszystko ogłaszać chwilę PRZED). Lilkę zabraliśmy również, bo w domu rozpoczęliśmy DOJADANIE (ryż na mleku tworzy wybitne kombo z kutią, której dziadek narobił jak na pluton) i obiecałam, że coś przy okazji zjemy. Siedzieliśmy więc nad frytkami, skrzydełkami, michą chicken masali oraz smażonymi warzywami, z papierową torbą z przecenioną zimową kurtką i tak nam wyszła rozmowa. A w galerii handlowej TŁOK. Chyba wszyscy w tym okresie POMIĘDZY mają wolne i w takiej naszej ulubionej miejscówce zakupowej, gdzie zawsze jest pusto, TERAZ jest pełno ludzi. I tak naprawdę, chociaż takie kolejki do kas czy przebieralni są wkurzające, to tryb bezmaseczkowy rozluźnia ludzi do złotej epoki sprzed pandemii.

Świąt dzień drugi!

Diabli ma dużą i zabawową rodzinę. Nie ma go tu, więc dziś na „turę do niego” stawiłam się z dziećmi ja. Dzieci było morze. Pięć rodzin (w tym jedna bez dzieci i dwie składające się tylko z jednego rodzica) i 10 dzieci. Szok. W tym trójka dzieci francuskojęzycznych. I co niesamowite wszystkie te dzieci były w podobnym wieku, co niewiarygodnie ułatwiło komunikację (dziewczynki korzystały z gugiel translatora próbując się czegoś od siebie nauczyć, za to chłopcy przeszli na międzynarodowy język gamerów i odpalili GRĘ). Dorośli, w dużym pokoju, plotkowali przy muzyce i jadle. I nie wchodząc w szczegóły impreza była cudowna ⮞⮞⮞ ekipa jest bardzo zgrana i spędziliśmy tam ponad pięć godzin! Będziemy się jeszcze w tym odcinku pomiędzy świętami a Nowym Rokiem widzieć, ale dziś o czymś innym!

OTÓŻ dzieci na tych świętach zrobiły mi milowy skok jeśli chodzi o jedzenie (progres miał miejsce u dziadków). Cały czas NIE jest idealnie, ale wyobraźcie sobie, że KAŻDE dało sobie w tym roku nalać barszczu. Lila zjadła JEDNO uszko a Łucja swoje ugryzła. Panny barszcz zjadły, Mieszko oblizał łyżkę. Btw. francuskie dzieci, choć wszystkożerne ogórków kiszonych NIE jedzą (a to przecież comfort food każdego małego Polaka! 🙂 DALEJ: wszystkie w TYM roku skubały smażonego karpia. Rozdziabały go, ale JADŁY. I były święta Bożego Narodzenia ZAWSZE świętami grzanek, a w tym roku nastąpił PRZEŁOM.

Polska kuchnia na siódmym miejscu na świecie!

Widzieliście ten ranking najlepszych kuchni świata? Pierwsze miejsce zajęły Włochy, ale MY jesteśmy na siódmym! Lista ma koło setki krajów i wyprzedziliśmy kuchnie tajską i indonezyjską (np.). I BYŁ to jeden ze świątecznych tematów! Gdybyście mieli przygotować polskie danie gdzieś na drugim końcu świata (umówmy się, że bez limitu składników, bo UPC wysyła wszystko wszędzie) to CO by to było? Ja nie potrafię robić pierogów, które wszyscy przypisują Polsce, ale mogłabym zrobić LENIWE. Dałabym sobie też radę z pieczenią i zupą rybną, jeżeli założymy, że przepis Kuronia czyni potrawę polską. Lutka mogłaby podać barszcz, bo jej wychodzi wybitnie, podobnie jak buraczki czy gołąbki. Dziadek doszedł do wniosku, że on mógłby zaserwować kutię, ale babcia powiedziała, że to danie kresowe, a tam serwują kuchnie wschodnie… LECZ tak naprawdę rozmowa była trudna, bo głównie przez te DWA dni uciszaliśmy szczekającą Bibi! Bo dziadki mają kotka i ten Mruczek jest straszny prowokator!

Poza tym JEDLIŚMY, byliśmy na spacerze i rozpakowaliśmy prezenty! Święta były książkowo-szalikowe, ale ja dostałam też od dziadka akumulator i jest to wyjątkowo potrzebny prezent! 🙂 Dzieciaki dostały też słuchawki od Diabla, a ja zarobiłam TOSTER! Mamy też z pannami po małej porcji kosmetyków i jest to coś CO zużywamy i zawsze nas cieszy!

Jakby połowa świąt za nami! ⮞⮞⮞MAMY jeszcze CO jeść!!!! 😀

WESOŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA!

Pamiętacie, że rok temu był taki trend, żeby włożyć do pudełka z bombkami życzenia dla SIEBIE? Na przyszłe święta… Tak też zrobiła moja znajoma i tak jak wszyscy o tej karteczce zapomniała. Wyjęła ją w tym roku w połowie grudnia przeczytała i zaczęła się śmiać. „Prawda, że to był wspaniały rok?” No bo tyle się wydarzyło, że żadnym algorytmem nie można to nazwać wspaniałym. Wojna, inflacja, ach no i przecież cały trwa pandemia… ALE wydarzyło się też wiele dobrego. Znam osoby, które się zakochały i znam takie, które zostały rodzicami. I MAM wrażenie, że pomimo wszystko atmosfera na święta jest lepsza niż rok i dwa lata temu. W sklepie można pożartować stojąc w kolejce po ryby, albo pośmiać się z randomem w kolejce do kasy. Z taką starszą parą co garnki kupowała śmieliśmy się, że kasjerka niepotrzebnie je rozpakowała. Ona też się śmiała i NIE było tak rok temu, że się siebie NIE boimy.

Święta. Wiecie, że je lubię i wszystkich, którzy grzmią, że niepotrzebne, SŁUCHAĆ nie należy! Podobno przed zmianami nas najbardziej blokuje myśl, że stracimy to co MAMY i na pewno na święta z zadowoleniem rozejrzymy się wokół, że to co NAS otacza jest piękne. Kochamy i tych ludzi wokół i to będziemy jeść. I to jak wygląda nasz dom i to jak to pięknie zorganizowaliśmy!

Wkleję Wam fragment wiersza, który zacytowała moja znajoma. Oryginał należy chyba do Młynarskiego (DZIĘKUJĘ za zwrócenie uwagi! 💙). Sam wiersz jest długi, a to ostatnia zwrotka:

Nim się kłopotów zwali tyle,

Co zawsze były, są i będą

Otwórz swe serce i na chwilę

Spróbuj podleczyć je kolędą…

CIESZMY się! To przepiękne święta i wyjątkowy czas! Wesołych Świąt Bożego Narodzenia!

[wyżej macie moją zupę rybną- już gotowa, zaraz ruszam do dziadków, a niżej kolaż sprzed 11 lat. Nie chciałabym ponownie tych 11 lat przechodzić, ale cudnie wtedy było!]

Karmazyn, dorsz, halibut oraz łosoś

W tej kolejności zaczynam sprawianie ryb do zupy rybnej. Obserwują mnie psie i kocie oczy i każdy kolejny gatunek ryb wywołuje coraz większą ekscytację. To zajęcie BEZ przerwy. Gdy zaczynam NIE mogę się oderwać, bo PILNUJĄ. Żeby zrobić coś innego musiałabym umyć dokładnie ręce, czyli odwrócić OCZY i też nie mogę sobie na to pozwolić… Wywar ze skór i ości już się robi, pokrojone kawałki ryb stoją w misie w lodówce, a finiszować będę pewnie JUTRO rano. Do tej czynności muszę wywieźć dzieci z domu, bo zaczyna się DRAMAT „Czemu tak śmierdzi rybą?”??. Więc wywiozłam do dziadków ⮆ Koło południa maluchy (z Lilką rano byłam RANO na rynku, bo NIE miałam marchewki), a Łucja dojechała później kolejką, bo dziś jeszcze miała randkę i wręczanie sobie z ukochanym PREZENTÓW.

Ja JUŻ zapakowałam. Pod naszą domową choinką są też prezenty od Diabla, także jest tam tłoczno od pakunków!!! Mało mam dla dziadków… Ich prezenty zawiozę im jutro, LECZ udało mi się zamówić skrzata (są fajne i przecenione w Juli) i MOŻE jutro będzie w paczkomacie?

Jakieś porażki? A jakże! Zwinęłam wczoraj stare materace, na których spała Lilka (ona miała dwa leżące na sobie cienkie dziecięce materace) z założeniem, że będziemy je wozić pod namiot (genialne – nareszcie nie będzie schodzić powietrze!) ORAZ rozwinęłam NOWY. I uwaga: kupiłam za DUŻY!!! Łóżka dziewczyn mają 190×80, a ja kupiłam 190×90. Dlaczego NIE zmierzyłam przed zamówieniem???!! 10 centymetrów różnicy na szerokości!!! Co robimy? NIC. Będzie taki. Trochę wystaje z każdej strony, jak będę mieć kiedyś kasę to wymienię. Albo kupię nowe łóżko, bo to chyba będzie tańsze. Na jutro zostało mi kupno sernika w cukierni (chyba pojadę rano BEZ Bibi, bo któż to wie ILE będę stać w kolejce?), ogólne ogarnięcie domu i wybranie SOBIE stroju na Wigilię! Dziś już TYLKO prasuję!

RYBY ->MAM!

  • Mamo, KTOŚ pukał jak Cię nie było. A potem odjechał pomarańczowym samochodem. Bałam się!
  • ŁUCJA, to był listonosz!!! Przez to, że NIE otworzyłaś mu drzwi, ja mam awizo do odebrania na poczcie!!!
  • A dlaczego on nie był na rowerze?
  • BO jest zima??? Bo oni czasem jeżdżą samochodem???!

Także doszła mi JESZCZE wyprawa na pocztę!! A tam lekko licząc 40 minut to schodzi za każdym razem… Szczególnie w grudniu!

DZIŚ dzieciaki miały szkolne Wigilie. Mieszko miał również warsztaty robienia bombek i mamy w domu KOLEJNĄ bombkę. Łucję odwiozły dziadki, panna weszła na godzinę do swojej klasy (ja akurat miałam korki) i najadła się z nimi różnorodnych świątecznych potraw! Lilka TEŻ śledzikowała? NIE. Ona po prostu NIE pojechała. Wiem, wiem, wiem, katastrofa, ale panna stwierdziła, że nie idzie. Myśl zaczęła jej narastać wieczorem, snuła się do północy po domu i rano kiedy ja pojechałam po ryby, panna zdecydowała, że nie pójdzie. Mieli losowanie, prezenty były już od poniedziałku w szafce u pani, ale NIE miało dla niej znaczenia, ani KTO ją wylosował, ani CO dostała. I tłumaczę, że życie składa się z różnych elementów i że czasem TRZEBA się dostosować i że TUS-y (Trening Umiejętności Społecznych) i relacje rówieśnicze są ważniejsze niż oceny, LECZ to wszystko jak grochem o ścianę… Nie miała ochoty na BYCIE tam. I to wcale nie jest tak, że coś nie tak ze szkołą, bo dzieciaki są wszędzie TAKIE same, ale ona wymiksowuje się z KAŻDEJ społeczności. Grr…

<><>

Dotarł materac Lilki (wieczorem wymienię) i chyba jutro wywiozę towarzystwo do dziadków. NIE mam kiedy zapakować prezentów. Myślałam, że dziś będę mieć chwilę BEZ dzieci, no ale NIE udało się.

Ogórkowo, bo ile można o tych świętach, wrzucę Wam linka. Zachwyciły mnie googlowe statystyki końca roku. Przeglądam świat i w zakładce MIEJSCA (zakładam, że chodzi o takie Instagramowe plenery, a nie wyprawy pobytowe) widzę, że w Europie zdecydowanie królowała Portugalia, ale np. taka miejscówka z Londynu, czy z Sevilli też wyglądają nieźle:

Sky Garden, Londyn
Setas, Sevilla