RUMBA!

Tak nazywa się odmiana POLSKICH truskawek, które dziś kupiłam! Pewnie bym ich JESZCZE nie wzięła, lecz na zakupy na rynek zabrałam Łucję i ona jak przywarła oczami do tych PIERWSZYCH, to w końcu pękłam. Liczyłam na większe zakupy warzywne, ale jeszcze za bardzo NIC niezwykłego nie ma… Szpinaku naszego nie ma, jarmużu też nie widziałam, marchewki młodej też zresztą za bardzo nie było… Ponadto: dzień mamy ładny, więc w okienkach między lekcjami, dokończyłam mycie okien (brawo ja!) i coś co MUSZĘ jeszcze dziś zrobić, to poukładać bajzel na toaletce. Na razie wszystko jest zdjęte i leży na moim łóżku, a mam ambitny plan przejrzeć czy na pewno WSZYSTKO jest mi potrzebne! Wyżej macie fragment tego bezcennego rarytasu, który po wniesienie do domu po prostu zniknął, Lilkę, która demonstruje WAM, jak „najbardziej nie lubi jak ludzie jedzą truskawki” oraz moją odciążoną z gadżetów toaletkę!

Łucja spotkała się wczoraj z koleżankami i powiem Wam, że te dziewczyny to są nienormalne. Wyobraźcie sobie, że jedna postanowiła iść do liceum bez całego tego bagażu, czyli mieć pierwszy RAZ za sobą… No i datę zaplanowała na wakacje, gdy skończy 15 lat, bo to jakieś prawne ograniczenie, a jak wiadomo wszystkie nastolatki teraz są bardzo prawnie uświadomione. Wybranek też będzie miał wtedy skończone 15 lat i to żaden ukochany, tylko kolega z którym się tak umówiła. I w sumie to okej, ale wchodzi jeszcze wątek JEGO taty, który kupi prezerwatywy. No i to już moim zdaniem trochę za dużo. W sensie do ogarnięcia zdrowym rozumem…

W tym tygodniu…

Stałam w kolejce do rejestracji dzieci gdzieś tam i była przede mną „starsza pani”. Ponieważ byłam Lilką zagaiła, że MY, możemy z boku podejść. Nie było takiej potrzeby, więc odpowiedziałam, że jest okej i my sobie spokojnie zaczekamy. Na krzesełku obok kolejki siedział jej mąż. Ona zapisała siebie i zawoła JEGO. Zdzisław! On, też o lasce, podszedł i ona przez tę szybkę zaczęła zapisywać jego…. I mówi, że męża TEŻ na kontrolę biodra. Ta babka za szybą, nie usłyszała, więc Zdzisio fuknął NA żonę, że ma mówić DO okienka. I ona pogodnie się przesunęła bliżej okienka i… TO powtórzyła. A potem musiała podać jego datę urodzenia i podała 1932. [WOW!!] Robi wrażenie taki wiek!! Przetrwali, pewnie razem, drugą wojnę światową, PRL, a na koniec pandemię. I wiem, że nie było łatwo, bo związki to ciężka praca, a okoliczności jakie funduje nam rzeczywistość są niewyobrażalne. Dużo zdrowia dla takich dzielnych par!

Poniedziałek. Nowy tydzień! Coś tam mamy do załatwienia, przybyły zamówione sukienki moje i dziewczyn (tempo wysyłki mają te sklepy TERAZ niewiarygodne) i JEDNA moja jest do zwrotu… Na popołudniowych zakupach (po lekcjach, po karmę dla zwierząt) nabyłam w promocji płyn do czyszczenia o zapachu zimowego lasu i świątecznej pomarańczy (promocja limitowanej kolekcji była spora, a mi jest absolutnie wszystko jedno). Zamówiłam RÓWNIEŻ czekoladki na Komunię, a Lilka zrobiła wianek na drzwi na TEN dzień! Z rozpędu powstał też taki niebiesko-biały dla dziadków. Na deszczowe dni, chyba się nada? Te piankowe różyczki mamy z alika i chyba zamówimy jeszcze jakieś kolory!

<><>

Na psi spacer zabrałam Mieszka. I tak mu mówię:

  • Zobacz, jak pies wymusza komunikację. Każdy kto idzie i ten zwierz go ciągnie, musi się zatrzymać przy innym właścicielu psa. I gada się o niczym. Pies uczy komunikacji.
  • Pies to najlepsze ze zwierząt. Wpływa dobrze na hormon szczęścia i łagodzi jakiś tam inny hormon. Nie pamiętam jak się nazywa. Wymusza też na nas aktywność fizyczną.

:0

Główna zasada polityki: NIGDY nie zmarnuj dobrego kryzysu.

-„Ozark”. Trzeci sezon jest doskonały. Dla mnie to serial klasy Breaking Bad. Wszystko TAM jest!

Tak było zimno w nocy, że aż się obudziłam i ruszyłam na poszukiwanie koców… Przed świętami zmieniłam sobie pościel na cienką i chyba jest ZA cienka… Co gorsza sprawdziłam prognozy na lato i wygląda na to, że będzie chłodniej! Bo ostatnie lata przyzwyczaiły nas do upałów, a tym razem zapowiada się zwyczajne polskie lato ze sporą liczbą chłodniejszych i deszczowych dni.

Kolejny dzień z przysłowiową szmatą, więc u mnie sama poezja. Sprzątam, ogarniam i przeglądam. Przybył cudny Klarens z kolejną porcją strupów i odsypia ostatnie dwa tygodnie… ZA TO, mam fotki z wczorajszego biegania. Nasz trener miał urodziny, więc kupowaliśmy mu prezent i wyjątkowo dużo nas było! Lecz zryw był, bo to taki człowiek, któremu CHCE się, co tydzień rano, przyjechać na rowerze do tego lasu i mierzyć nam nasze mizerne czasy 🙂 Był więc czekoladowy torcik, kwiaty i sportowy voucher. Btw. ależ ludziom się chce tych spotkań! Zawsze się rozjeżdżamy kwadrans po zakończeniu trasy, a tym prawie godzinę jeszcze wszyscy gadali!

Cała ekipa
Bukiet: żonkile, borówki i szafirki w zielonym kaloszu! 🙂
Tu widać KAWAŁEK zepsucia Bibi. To jeden z jej chłopaków i ona daje mu się zagryzać…
Sączenie zielonej herbatki, bo ja oczywiście się zapchałam tym torcikiem.
Wbieganie na metę – jak widać, BIBS cały czas biegnie gdzieś obok mnie!

oświecenie

Sprzątam te kuchenne szafki i mam światło… Iluminati… Półki zapełnione stają się nagle puste… Wrażenie niezwykłe, wywaliłam kilka foremek i tortownicę, petardę dziecięcej zastawy mam przygotowaną do przekazania dalej, poleciały też plastikowe pojemniki i otwarte od wieków paczki z chrupkami do mleka. Lecz nastał moment, gdy mam zawaloną kuchnię i najchętniej bym już wywaliła WSZYSTKO co wyjęłam z szafek. Znaczy się czas na przerwę 😉

Zamówiłam stroje dla NAS – na komunię Mieszka; byłam w knajpie, która może nam dostarczyć katering, A teraz czekam na potwierdzenie od gości, czy będą? Jeśli nie uzbieram połowy z potrzebnych mi uczestników, przełożę świętowanie na letnie wyciszenie pandemii… Czyli będzie można przybyć pod kościół – aczkolwiek mamy info, że CHOCIAŻ sytuacja zmienia się dynamicznie, TO w wersji skrajnej musimy być gotowi, że do kościoła będą wchodzić pojedynczo dzieci z JEDNYM rodzicem chrzestnym.

Wrzucę Wam fotkę Moskwy. Tam kwiecień ukwiecony i słoneczny! Ależ chce MI się TAM pojechać!!!

Przestrzenie intymne

Są takie miejsca PRYWATNE… Takich, które są tylko nasze i NIE lubimy gdy ktoś nam je rusza. W pierwszej chwili przyszły mi do głowy TRZY: komórka, laptop i lodówka, ale w sumie każdy może mieć ICH więcej. Zamknięta szafa tworzy mentalny sejf, żeby JEJ nie otwierać. Podobnie jak torebka czy plecak! Fajnie kiedy ufamy komuś na tyle, by mu pozwolić w jednej z tych przestrzeni pogrzebać, ale zawsze jest nieprzyjemne GDY nam TAM zaglądają. Co ważne: niezależnie KTÓRE to miejsce: powód zawsze jest ten sam! TAM są moje SPRAWY i NIE musisz wiedzieć CO tam JEST!

Porządki w laptopie i telefonie robię zrywami czyszcząc z wiadomości i niepotrzebnych obrazów (rzadziej apek i kontaktów). Lodówkę zrobiłam tydzień temu i było to COŚ WIELKIEGO, a na TEN weekend… ostrzę się na kolejną stajnię Augiasza, czyli półki z mąkami i szuflady w kuchni. Nie wszystkie, chcę zrobić trzy szuflady i sześć półek. Cały tydzień NIE kupowałam makaronów, ale chyba nie wiele to pomogło… JEŚLI będzie ciepło, to MOŻE skończę z oknami? I na pewno mogę wyprać zasłony… Przed sekundą pies zrzucił firankę na dole i gdy ją odwieszałam pomyślałam, że jest nieźle zakurzona. Gdy tak ogarniałam lodówkę zrobiłam też czystki na niej. Przejrzałam karteczki poprzyczepiane magnesami i kilka wywaliłam, a część chowam. Miałam chwilę zadumy, czy zostawiać JESZCZE plany lekcji, ale dajmy IM szansę, może jeszcze się przydadzą? Plany na koniec tygodnia są więc SZALONE!

><

Pojechałam z Lilką na zakupy. Fajnie, że odkryłam KOLEJNY sklep, gdzie w stałej sprzedaży jest czosnek niedźwiedzi, bo mój w ogródku NIE urósł, a obie dziewczyny całkiem lubią masło z tym ziołem. Znalazłam też fajną marynatę i przyszło mi do głowy, że w tym roku może zrobić grilla? A potem wróciłyśmy z zakupami do auta i usłyszałam:

  • Dlaczego nasz samochód jest najbardziej obsranym autem na świecie?
  • Ptasie odchody to na szczęście, Lila!
  • W takim razie: dlaczego MOJE drzwi są najbardziej szczęśliwymi drzwiami na CAŁYM parkingu??!

się w kieszeni otwiera

Pojechałam jakieś urzędowe sprawy załatwiać i znowu Liliana się odłączyła na lekcjach i na dodatek równolegle zawaliło mi skrzynkę uwagami na Mieszka. Grrr… Ależ ja mam JUŻ tego dość… Gdy już wróciłam zajęliśmy się, z młodym, robieniem lapbooka o bocianach, co to BYŁ na wczoraj. Extra młody miał wykład, że jeżeli pani każe włączyć kamerkę, to nie może mówić, że nie ma, skoro wypożyczyliśmy ze szkoły naprawdę dobry sprzęt, który to kamerki MA. A teraz idę GO przewietrzyć z Bibsem, bo przecież od dwóch dni NIE wychodził z domu. No i jak wrócimy to pewnie pies będzie CAŁY w błocie, bo jakaś błotnista ta wiosna…

Niżej bociani lapbook, a wyżej nóż z klocków, który stworzył na angielskim (odmawiając włączenia kamerki)…

<><>

Żeby tak smętnie nie puentować, to zamówiłam coś tam z lepszej drogerii i lubię tam zamawiać, bo równolegle z TYM co miało być, mam pełny kartonik gratisowych próbek. I tym razem wybrałam sobie próbki aż czterech PERFUM i tak mi chodzi po głowie, że jak już to wszystko się skończy, to sobie jakieś SPRAWIĘ! Nie wiem czy to wystarczająco szalone, ale będę te nieracjonalne pomysły zbierać 😉

Melasa z owoców granatu…

wiosna w ujęciu Lilki (na plastykę) – gdyby być realistą, kwietniowy kot AD21 powinien polować w śniegu…

Obostrzenia przedłużone. W radiu się śmiali, że jak JUŻ nam po tym 3 maja otworzą hotele, to chyba się wszyscy wyprowadzimy do hoteli. Nawet nie muszą tych kapci i mydełek dawać, bo weźmiemy własne 🙂 Ja czekałam do połowy kwietnia, żeby móc ustalić co to z komunią Mieszka, ale w tej sytuacji dalej nic nie wiem…

ZA to obejrzeliśmy z Mieszkiem Ligę Sprawiedliwości Zacka Snydera! Zgodnie z tym co polecali w necie podzieliliśmy sobie to na dwa i podobało nam się. Wonder Women też sobie podzieliliśmy i druga połowa zdecydowanie lepsze. Ale o tych superbohaterach… Jest taki moment, kiedy Flash, który jest takim szczypiorkiem rozmawia z Cyborgiem. I pyta się go:

  • Jak myślisz, czy Wonder Women zainteresowałaby się MŁODSZYM?
  • Chłopie [Duke], ona ma 5 tysięcy lat. Dla niej wszyscy są młodsi 😀

Teraz czekam (ja) na Mare z Easttown, które wygląda wyjątkowo obiecująco. Kate Winslet to aktorka wybitna i tak naprawdę Titanic, to nie był film dla niej… A w międzyczasie utknęłam na daniach ze Stambułu. ZNOWU nie ma odpowiednich przypraw!!! A książka cudowna!! Wkleję Wam fragment:

Czy potrzebuje Pani, AŻ dwie osoby towarzyszące?

-usłyszałam i fuknęłam: „To ONE są pacjentki, ja jestem matką! I wchodzę z NIMI”.

Dziś miałam wizytę u ortopedy z dwiema pannami. Przez te pandemiczne obostrzenia, żeby wejść na teren szpitala, musiałam przejść przez wojskową kontrolę 🙂 No i ten młody żołnierz nijak nie mógł skleić, że my NIE na wycieczkę. I to MOJE córki, takie duże!!! Ale wizyta dobrze. To był dok od skolioz, który jednocześnie operuje. Bardzo się bałam tej wizyty, głównie dlatego, że gdybym uznała, że nie przemawia do mnie, jako LEKARZ, musiałabym rozpocząć wędrówkę od początku. Szukać KOGOŚ, kto jest specem w tej właśnie dziedzinie i wbijać się do niego na konsultację.

Nic na razie z kręgosłupem Łucji się nie wydarzy, ale wyszło na to, że ona ma jakąś taką ponadprzeciętną gibkość (niżej macie filmik z ćwiczeniem, które kazał jej wykonać i JA tak nie potrafię!). Co za tym idzie, rentgeny są nie miarodajne, bo ona MOŻE wyprostować kręgosłup i MOŻE też go skrzywić. Ot tak, o te 5-6% w każdą stronę. To dobra wiadomość, gdyby doszło do operacji, bo bardzo szybko się zregeneruje. Na razie jednak czekamy, ćwicząc i mierząc odchylenie. Jutro panna ma wizytę w naszej poradni, gdzie dostanie skierowanie na gorset, ale wstępnie mamy zaklepaną wizytę za pół roku. Lilka też jest skrzywiona (dziś zrobiłyśmy rentgen), ale u niej (NA RAZIE) może zatrzymać na tym poziomie. Panna młodsza musi ćwiczyć, pływać i być aktywna!

<><>

Wracając ZDOBYŁYŚMY donuty. Na małe i duże smuteczki są doskonałe!!! I tu zmiana leadera, bo DO tej pory za najlepsze uważaliśmy z matchą, a tym razem położył nas na kolana Krem Brulee (tak smak). Dowiozłyśmy to do domu, przekroiłam pierwszego na CZTERY części, włączyłam czajnik, pokroiłam drugiego, trzeciego i ZANIM woda sie zagotowała pączków JUŻ nie było…. Ale ten czajnik ceramiczny, to chwilę dłużej gotuje wodę 🙂

Koła DWA!

Sąsiedzi wynaleźli super usługę… Na jesieni ktoś przyjechał do nich dostawczakiem i zabrał wszystkie rowery. Fajnie, pomyślałam… Przechowalnia, która przyjeżdża po sprzęt! Nie musisz kombinować jak to przewieźć, no i pozbywasz się z domu klamotów na zimę. ALE, to tylko początek! Otóż wczoraj, ten sam van przyjechał i przywiózł im te rowery. I są wyczyszczone, łańcuchy wykąpane w oleju, a koła dopompowane. Jeszcze cała rodzina sprawdzała, czy wysokość siodełek jest okej i gość od razu z narzędziami zmieniał dzieciom i jej, bo chciała jakoś inaczej niż na jesieni.

U nas tak premium nie ma, ale rowery od dziadków JUŻ przywiezione wszystkie, a DZIŚ z Mieszkiem zrobiłam pierwszą trasę. Przejechaliśmy przez serwis rowerowy, gdzie nam dopompowano koła i gość kazał uzupełniać powietrze co 3 tygodnie. Ponadto „bziuknięto” nam W5 na przerzutki! A potem ruszyliśmy po bubble tea dla wszystkich! Odcinek był niedługi, bo 4 km w jedną stronę, jutro na dodatek straszą śniegiem, ale sezon rozpoczęty!

<><>

Archiwizacyjnie wrzucę, że szaleję dalej z mikserem, zrobiłam humus oraz tatara z suszonych pomidorów i HUMUS smakuje Lilianie. Nawet bardzo i jest to WYJĄTKOWO miłe, bo nareszcie mam wspólnika do jedzenia! 🙂

Hamulec!! Środkowy pedał!!!

Dramatycznie, ale z happy endem! Łucja mnie zapytała miesiąc temu, czy mogę ją uczyć jeździć autem? Tak, wiem, że to jeszcze kilka lat do prawa jazdy, ale pomyślałam, że raz w tygodniu, wracając od dziadków, na pustej przestrzeni, MOŻE spróbować. I znalazłyśmy miejsce doskonałe. Wielki i bezludny parking pod szkołą, którą mijamy po drodze… Pierwsza lekcja poszła średnio, bo jej to auto gasło… Ale obejrzałam kilka filmików na jutubie i byłam JUŻ mądrzejsza. Na drugiej więc, uczyła się na sucho puszczania sprzęgła i dodawania gazu. Bez włączonego silnika. Na trzeciej ruszyła. Zasada jest taka, że najpierw jeździ się na jedynce. No więc jeździła na jedynce ucząc się hamowania (w ogóle o tym się nie myśli, a hamowanie to też jest system: bo musi być i sprzęgło i hamulec, żeby nie było gwałtownie). No a dziś jeżdżąc na tej jedynce (wszystkie lekcje trwają ok 4 minut) musiała zakręcić. I wtedy właśnie krzyknęłam, żeby zahamowała, a w tych emocjach ONA zapomniała, który to pedał. Także jeżdżenia na jedynce przed nami jeszcze DUUUŻO….

<><>

Mam fotkę z wczorajszego biegania. Mieliśmy zawody, Kto znajdzie z lesie specjalny bukiet?. Bukiet był z polnych kwiatów i z marchewkami! No i razem ze mną, jak widać, wytrwale biega Mieszeczek… On podobnie jak dziewczyny, lubi się ubierać na jasno. Czasem wchodzę do domu z porannych zakupów i odkrywam, że ONI się już ubrali i cała ekipa śnieżbiała, jak u Kardashianów… Tylko, że u nas jakby… brudniej :DD Ale lodówka rozmrożona a sądząc po reakcji psa, który widział to po raz pierwszy, NIE robiłam tego od półtora roku… Odsunęłam ją, posprzątałam TEŻ za nią i tu mały bonus, bo nie znalazłam TAM śladów myszy. TO wspaniała wiadomość, oznaczająca, że uszczelnianie przeprowadzone dwa lata temu okazało się być skuteczne. Pewnie też pomogło, że sąsiedzi zagospodarowali garaż graniczący z moją kuchnią i bardzo się z tego cieszę. Ani jednego bobka! Umyłam też okna u dzieci (został mój pokój i strych) i zmieniłam SOBIE pościel! 🙂 Reszta ZA TYDZIEŃ…