Stałam sobie na balkonie w kościele, niżej Mieszko miał próbę komunijną i doszłam do wniosku, że podoba mi się nasz kościół. Na oknach są witraże, chociaż jak przyjrzałam się bliżej, to były rysunki na szkle. Ksiądz powiedział straszną bzdurę tłumacząc etymologię słowa „bistro” i odnosząc je do komunii, ale za to bardzo ładnie uczył dzieci jak zrobić znak krzyża, co wcale nie jest takie oczywiste. Wspominał o zasadach bezpieczeństwa jakie wdrożyli jako placówka sakralna i to jest TO, co dostrzegłam JUŻ na Wielkanoc, że Kościół, który jest postrzegany jak bardzo skostniała instytucja, TEŻ się do TEJ sytuacji próbuje dostosować. Dziewczynki jak to dziewczynki są przejęte uroczystością i strojami, a chłopaki podczas próby śpiewania urządziły sobie pogawędkę z tyłu. W tej monotonii jaką serwuje nam rzeczywistość od dwóch lat, taka Komunia jest wydarzeniem WAŻNYM i może nawet ważniejszym niż to było w trybie przedpandemicznym. Są przygotowania, będzie impreza, dorośli są przejęci organizacją i logistyką, matki szukają fryzjerów, którzy ruszają od poniedziałku, grafiki mają zapchane na miesiąc, ale MOŻE uda się tam wcisnąć całą rodzinę?
Dzieci miały odpalić od wielkiej świecy swoje świece z chrztu i pewnie WAS nie zdziwi, że Mieszkowi ksiądz pomagał 🙂 A potem te dzieci szły z tą świecą przez kościół, przy drzwiach łapali rodzice i dziecko miało ją zdmuchnąć z jakąś intencją. Szedł ten mój gapcio i pokazuję MU, żeby osłonił płomień, żeby nie zgasł, ale NIE rozumiał, więc to głośno powiedziałam, a potem wyszliśmy przed kościół, stanęliśmy z boku, ja myśląc o tym, żeby ta jego intencja nie była z pokemonami i ON zaczął zdmuchiwać. I DMUCHA, I DMUCHA, aż w końcu jedna matka z boku mówi: NIECH ZDEJMIE maseczkę. :DDD
<<>>
Staliśmy i gadaliśmy z rodzicami z klasy Mieszka. On ma super rodziców w klasie i tak omawialiśmy jak-kto planuje obiad komunijny, przeglądanie odzieży zimowej, które TEŻ już wszyscy zrobili, kto będzie wychowawcą w przyszłym roku (mam nadzieję, że wychowawczyni Łucji weźmie ICH klasę) i w CO my się mamy ubrać. Tata jednego chłopca powiedział, że jego żona się nie odchudza, bo zawsze jak się odchudza to zachodzi w ciążę (oni mają już czwórkę), a potem jedna babeczka, która wcześniej pracowała w kateringu (a teraz w kosmetyce) i mówiła, że do 20-stu to impreza jest łatwa, ale przy 50 gościach robi się trudniej, powiedziała:
- Wiecie co? Ja NIE mogę w tej maseczce. Jestem ozdrowieńcem, więc ściągam.
Inna rzuciła:
- Ja jestem zaszczepiona, więc też ściągam.
Ja powtórzyłam jej słowa i też zdjęłam. Potem jej zresztą dopytałam i ona pracuje w administracji w jakiejś katedrze hematologii i ich szczepili, a potem ten tata czwórki TEŻ zdjął, tłumacząc, że on nie przechodził, ale skoro MY jesteśmy bezpieczne, to on się przy nas NIE boi. Także taka nam rewolucja wyszła! Ach, a propos rewolucji, później obejrzałam z maluchami Terminatora Genesis i BARDZO nam się podobał! I ARNI jest CUDOWNY!!! Wiedzieliście jego filmik z osiołkami?
