się w kieszeni otwiera

Pojechałam jakieś urzędowe sprawy załatwiać i znowu Liliana się odłączyła na lekcjach i na dodatek równolegle zawaliło mi skrzynkę uwagami na Mieszka. Grrr… Ależ ja mam JUŻ tego dość… Gdy już wróciłam zajęliśmy się, z młodym, robieniem lapbooka o bocianach, co to BYŁ na wczoraj. Extra młody miał wykład, że jeżeli pani każe włączyć kamerkę, to nie może mówić, że nie ma, skoro wypożyczyliśmy ze szkoły naprawdę dobry sprzęt, który to kamerki MA. A teraz idę GO przewietrzyć z Bibsem, bo przecież od dwóch dni NIE wychodził z domu. No i jak wrócimy to pewnie pies będzie CAŁY w błocie, bo jakaś błotnista ta wiosna…

Niżej bociani lapbook, a wyżej nóż z klocków, który stworzył na angielskim (odmawiając włączenia kamerki)…

<><>

Żeby tak smętnie nie puentować, to zamówiłam coś tam z lepszej drogerii i lubię tam zamawiać, bo równolegle z TYM co miało być, mam pełny kartonik gratisowych próbek. I tym razem wybrałam sobie próbki aż czterech PERFUM i tak mi chodzi po głowie, że jak już to wszystko się skończy, to sobie jakieś SPRAWIĘ! Nie wiem czy to wystarczająco szalone, ale będę te nieracjonalne pomysły zbierać 😉