Dramatycznie, ale z happy endem! Łucja mnie zapytała miesiąc temu, czy mogę ją uczyć jeździć autem? Tak, wiem, że to jeszcze kilka lat do prawa jazdy, ale pomyślałam, że raz w tygodniu, wracając od dziadków, na pustej przestrzeni, MOŻE spróbować. I znalazłyśmy miejsce doskonałe. Wielki i bezludny parking pod szkołą, którą mijamy po drodze… Pierwsza lekcja poszła średnio, bo jej to auto gasło… Ale obejrzałam kilka filmików na jutubie i byłam JUŻ mądrzejsza. Na drugiej więc, uczyła się na sucho puszczania sprzęgła i dodawania gazu. Bez włączonego silnika. Na trzeciej ruszyła. Zasada jest taka, że najpierw jeździ się na jedynce. No więc jeździła na jedynce ucząc się hamowania (w ogóle o tym się nie myśli, a hamowanie to też jest system: bo musi być i sprzęgło i hamulec, żeby nie było gwałtownie). No a dziś jeżdżąc na tej jedynce (wszystkie lekcje trwają ok 4 minut) musiała zakręcić. I wtedy właśnie krzyknęłam, żeby zahamowała, a w tych emocjach ONA zapomniała, który to pedał. Także jeżdżenia na jedynce przed nami jeszcze DUUUŻO….
<><>
Mam fotkę z wczorajszego biegania. Mieliśmy zawody, Kto znajdzie z lesie specjalny bukiet?. Bukiet był z polnych kwiatów i z marchewkami! No i razem ze mną, jak widać, wytrwale biega Mieszeczek… On podobnie jak dziewczyny, lubi się ubierać na jasno. Czasem wchodzę do domu z porannych zakupów i odkrywam, że ONI się już ubrali i cała ekipa śnieżbiała, jak u Kardashianów… Tylko, że u nas jakby… brudniej :DD Ale lodówka rozmrożona a sądząc po reakcji psa, który widział to po raz pierwszy, NIE robiłam tego od półtora roku… Odsunęłam ją, posprzątałam TEŻ za nią i tu mały bonus, bo nie znalazłam TAM śladów myszy. TO wspaniała wiadomość, oznaczająca, że uszczelnianie przeprowadzone dwa lata temu okazało się być skuteczne. Pewnie też pomogło, że sąsiedzi zagospodarowali garaż graniczący z moją kuchnią i bardzo się z tego cieszę. Ani jednego bobka! Umyłam też okna u dzieci (został mój pokój i strych) i zmieniłam SOBIE pościel! 🙂 Reszta ZA TYDZIEŃ…

