Skończyłam Watahę (cudo) i całą noc mi się śniło, że jestem przemytnikiem… Zawijałam w ubrania grube węgierskie ometkowane salami i przewoziłam w walizce… A z powrotem sałko omotane białym papierem… Zabawne! Może i dlatego, DZIŚ na parkrunie zrobiłam 9 km (!!!) i mam nogi wbite w pośladki…. Ale weszłam do domu i zrobiłam sobie śniadanie MISTRZÓW… Sałatkę z krewetkami! Powód? Rozmrażam lodówkę 😉 Zamrożone koperki i pietruszki wywalam i robię ogólny przegląd tego co tam jest!
Pochwalę się Wam moimi talerzami… Wiem, wiem, że już były, ale KAŻDE danie prezentuje na nich doskonale! Czy to cukinie w tempurze (Łucja to jada), czy ciasto figowe (które wygląda średnio, ale jest pyszne) czy JUŻ zapakowane monte z kaszy jaglanej, które to zawieziemy do dziadków! Ach, no i mój nowy mixer ma taki pojemnik, który nie wiedziałam DO czego używać… A gdy wrzuciłam tam składniki do deseru (orzechy, daktyle, miód i ugotowaną kaszę) to NARESZCIE nie miałam tego porozrzucanego po całej kuchni!

<><>
Pytałam się moich uczniów, co będą robić w weekend. I Eryk powiedział:
- Ja jadę do dziadka!
- Cieszysz się?
- A kto by się nie cieszył z wyjazdu do dziadka! Dziadek ma staw i będę łowił ryby!
Fajnie, nie? A może by się tak nauczyć wędkować? Nic nie można robić, a takie wędkowanie może być super!
