Wielkanocne jedzenie dojedzone, od rana mamy dworzec (każdy nadaje z innego pokoju na swojej własnej lekcji), a po świętach zostały świąteczne dekoracje i ziąb na dworze. U nas dziś był ŚNIEG!!! Pojawiają mi się nowe WYZWANIA (muszę rozmrozić lodówkę, bo przymarzły szuflady, ale zaczekam z tym do OCIEPLENIA) i naprawdę cieszę się, że połowa okien jest UMYTA. Świetnie też, że w SŁONECZNE dni podsypałam trawę, a Lilka z Mieszkiem wysiali taki mini-szklarnie z bratkami i rukolą, które pojawiły mi się w domu, po którychś zakupach. Obostrzenia przedłużone (nikt chyba nie sądził, że będzie inaczej?), dziadkom przesunęli termin drugiej dawki szczepienia na 26 kwietnia (wcześniej i dokładnie TEGO samego dnia, co MOJA druga dawka). Ach, i znowu NIE mam co czytać… Na święta skończyłam jakiś przerażający thriller i okazuje się, że idealnie wpasowałam się w Påskekrim, czyli norweską tradycję czytania na Wielkanoc kryminałów! Kryminały publikowane są w prasie, w radiu, telewizji, a nawet na kartonach mleka… Zwyczaj ma prawie sto lat i więcej o tym możecie poczytać TU.
Niżej macie maluchy sprzed pięciu dni, gdy mi sadzili te bratki z rukolą!

<><>
Listonosz przyniósł jakąś większą paczuszkę dla Łucji (większą, czyli nie kolejne koraliki). Zaniosłam jej do pokoju, a po chwili zajrzałam:
- Co tym razem sobie kupiłaś Słońce?
- Crop-topy na ramiączkach w kolorze nude. Ten był za 99 centów, a drugi był gratis.
- JAK to zrobiłaś? Przecież już nie masz przywilejów dla nowych kupujących??
Na to, do pokoju weszła Lilka:
- Mamo, przecież Łucja już założyła ze 20 nowych kont.
- Łucja!!!
Ależ Karyna… Przecież wszystkie te paczki na jeden adres idą! Za sprytne te dzieci! :DDD
