Kwiecień!

W ramach przygotowań do Świąt pojechaliśmy na SPACER! Porządki porządkami, jutro ma być brzydziej, a trzeba TEŻ przygotować ZRELAKSOWANEGO siebie 🙂 Pojechaliśmy nad rzekę, którą musieliśmy ODCZAROWAĆ, bo ostatnio byliśmy TAM w Sylwestra i zginął nam tam pies…

Żarcik Prima Aprilisowy? Zrobiliśmy dwa. Pierwszy był dla Bibi, kiedy się ubraliśmy i wyszliśmy BEZ NIEJ… 🙂 A potem otworzyliśmy drzwi z powrotem krzycząc: Prima Aprilis! Nie zrozumiała, ale się ucieszyła, bo przecież co to za SPACER bez niej? Drugiego nie wdrożyliśmy w życie… Wracając z takich spacerów zawsze zatrzymujemy się w którymś drive- throw. W tym, który dziś wybraliśmy są wybitne danie z serii: Kuchnie Świata (kubełek z ryżem i kurczakiem teriyaki rewelacja!). No i wymyśliliśmy, że złożymy DUŻE zamówienie, a potem przy kolejnym oknie, gdzie trzeba płacić rzucimy: Prima Aprilis i uciekniemy! Śmieszny? Umiarkowanie, więc żarcika NIE wykonaliśmy. Zresztą byliśmy ZBYT głodni na takie czerstwe dowcipy.

Spójrzcie na tę wspaniałą relację CHŁOPIEC-PIES. Oni naprawdę bardzo dobrze się dogadują!

Tutaj LILKA zajęła się rzucaniem (taki mem ostatnio był: RZUĆ, ale NIE ZABIERAJ 🙂

Ale głównie była PLAŻA. Mało Łucji, bo ona od razu się rozebrała do biustonosza, żeby się opalać. ROZEBRAŁ się też Mieszko i od tej białości CUD, że słońce nie oślepło…

no dobra, nałożę tę koszulkę, ALE ją podwinę

I NA koniec mam dla WAS zdjęcie ZABAWNE. Gdyby nie marvelowe buty młodego, ono mogło by być w kategorii: Rosyjskie Portale Społecznościowe (musieliście to widzieć). Chodzi o mnie, która w tej panterze do różu jakoś wygląda dziwnie i kogucią klatę Mieszka. Że też go nie zdmuchnęło z tej belki…