W krainie siorbetu…

Byliśmy już tu! Dokładnie 10 lat temu z samymi dziewczynami (4 i 2) oraz Mieszkiem w brzuchu (rodził się w styczniu) pojechałam do Supraśla. Ja kocham Podlasie. Mi się tam wszystko podoba. To zawsze są takie wyjazdy, gdzie dostaję dużo więcej niż planowałam!

Siorbet to granita. Stoczyłam dyskusję ze sprzedawcą, bo ja mówiłam granita, a on mnie poprawiał, że siorbet. I taki też malinowy pijaliśmy. Jedzenie było świetne, a pogoda dopisywała. Zaczęliśmy od Białegostoku, gdzie w biurze IT ubrano nas w foldery i rozpoczęliśmy od Pałacu Branickich, gdzie mieści się Muzeum Farmacji. Te 10 lat zwiedziliśmy też sale wykładowe Akademii Medycznej, teraz nie było to możliwe. Zaskakujące jest to miasto. Wszystkim nam się kojarzy z mekką homofobów, konserwatystów i narodowców. A na ulicach pokojowo koegzystują tu przedstawiciele różnych religii!! Po jednej stronie ulicy idą dziewczyny w chustach na głowach, a jezdnię akurat przemierza zakonnica. Babka w meczecie powiedziała nam, że nigdy nie doświadczyła złej sytuacji na ulicy, a mnich oprowadzający nas po klasztorze przyznał, że TU nie ma rodzin religijnie „czystych”. W każdej na przestrzeni NIEZBYT wielu lat zdarza się „inowierca”, któremu serce ucieka do TEGO o innym wyznaniu. W szkole w Sokółce (państwowej) jest klasa gdzie dzieci uczą się islamu i języka arabskiego.

Byliśmy też w dwóch meczetach i tu kolejny szok. Te 10 lat temu było pusto. Oprowadził nas chłopak, który pilnował meczetu. Otworzył go dla nas i przyznał się, że jego żona jest w ciąży i jak będzie dziewczynka to będzie Lila. TERAZ? Koniec świata, granica z Białorusią („Łucja, zablokuj wszystkim w telefonach roaming!”), a tam autokary, tłum aut i MASA ludzi. Dwie knajpy: tatarska jurta przeniesiona do domu kultury, oraz taka prowadzona przez tatarów. Stoliki wszędzie, na miejsce czekasz 40 minut. Ale to dobrze. Tam warto docierać, a te tłumy nastolatków towarzyszących rodzicom ożywiły trochę Łucję 😉

No i Supraśl – miasto doskonałe. Muzeum Ikon (Uwaga: posiadacze KDR -> tu nas BARDZO lubią!) i cudowna architektura. Tam się akurat odbywał Slow Festiwal, więc było dużo atrakcji dodatkowych (pokazy filmowe, albo nocne spacery po lesie w poszukiwaniu sów), a my wybraliśmy się na SPŁYW. To był pomysł Łucji i zrobiliśmy trasę max. Trzy godziny w kajakach… Panny razem, ja z Mieszkiem. One nie mogą dziś się ruszyć!

Białystok MURALAMI stoi. W tym biurze IT gość dał Lilce specjalną książeczkę z trasą po muralach. Tym razem obejrzeliśmy CZTERY!

Niżej Pałac Branickich i Muzeum Medycyny (gabinet dentysty). Z Parkiem, za Pałacem, jest niezła akcja… 10 lat temu rozpoczęto jego budowę, czyli WTEDY go nie było! Ja dmucham w te powietrzną harmonijkę 😉

Potem był Prawosławny Klasztor w Supraślu. Męski. Zapytałam, czy MAM czymś przykryć RAMIONA i usłyszałam, że TAK. I Że NOGI też.. ALE miałam chusty w aucie, to i się zestroiłam 🙂

Lilka polowała na WSZYSTKIE psy. Kolejnym razem zabieramy Bibi! Tam było takie modne towarzystwo, że były same kundle! Czuła by się tam doskonale!

widzicie, że na Liceum Plastycznym gniazdo uwiły bociany???

Muzeum Ikon. Ponad 80% zbiorów pochodzi z przemytu. Blisko granica!

I meczet. Dlaczego zielony? Bo Koran był tworzony na liściach i kwiatach. I w środku nie ma wizerunku świętych. Ale ogromna różnica w atmosferze świątyń!

Spływ!!! Łucja spojrzała na kajaki i powiedziała: PŁYŃMY!

Panny wkręcały młodego, że w rzece jest RUKOLA.

Btw. Dopłynęliśmy do cudownego miejsca, gdzie można jeździć się kąpać. Kolejnym razem, gdy weźmiemy kostiumy!

Na koniec jeszcze migawki. Z Tykocina i osady żubrów, z restauracji, gdzie były pyszne racuchy i wszytko podawano z KWIATAMI. Do zjedzenia! Moja sałatka z arbuzem i fetą była pyszna! Macie też Lilkę i Mieszka w ich ulubionej letniej pozycji oraz klasyczne cudowanie do zdjęć! 😀