Mam ochotę zabrać kogoś głupiego i przystojnego. Jedziesz ze mną?

„Perry Mason” – przytachałam z rynku łubiankę wiśni i zabrałam się za drylowanie. Dżemów z truskawek nie zrobiłam, ale może z wiśni będą dobre? Jakby nie było, do tej mechanicznej czynności, włączyłam kolejny serial. Dwa pierwsze odcinki bardzo dobre!

Zapaliłam mi się jakaś dziwna kontrolka na desce rozdzielczej, więc zadzwoniłam do serwisu.. Zapisali mnie i poinformowali o zasadach bezpieczeństwa, których muszę przestrzegać. Maseczka, dezynfekcja rąk, brak poczekalni i kącika kawowego. Wybrałam więc godzinę wieczorną, by zostawić im auto, wsiąść na rower, który wyciągnę z bagażnika i przyjechać sobie po odbiór rano. Genialne! Tylko wykombinowałam, że doleję sobie wcześniej płyn do spryskiwacza, bo skończył się tydzień temu. Z tym płynem jest tak, że ja go bardzo mało zużywam i ostatnio dolewałam na jesieni. Poza tym była pandemia i w ogóle się nie jeździło. Otworzyłam więc maskę po ponad półrocznej przerwie i odkryłam coś koszmarnego… Miałam w silniku myszy. Nie było ich w domu, to zagnieździły się w stojącym aucie. Ta ocieplina pod maską była w strzępach i leżała na silniku, a jeden z kabli był dość konkretnie poobgryzany. Taka więc fit (rower w bagażniku) i elegancka (cała ja) pojechałam wczoraj do warsztatu. Posprawdzali mi kable, zamocowali piankę chroniącą silnik na jakieś nity, wygasili kontrolkę (ona po prostu przypominała, że mam jechać na przegląd 🙂 Pokazali też, gdzie poupychać kostki wucetowe, by zapach odstraszał gryzonie. Odkryli również, że auto pije za dużo oleju, a ponieważ raz już taka diagnoza była i 3 próby olejowe były już rok temu wykonane, to być może będzie to jakaś większa robota. Auto rano dziś odebrałam (fit patent w drugą stronę zastosowany -> przyjechałam na rowerze, wyjechałam czterema kółkami), pokłóciłam się z jedną babką w kolejce od odbioru (miała racje i nawet chciałam ją później przeprosić, ale było mi głupio), czyli ogólnie wszystko wróciło do normy! Tzn. za 1000 km mam się pojawić na kolejny pomiar oleju, ale może znowu mi samochód umyją?

Miałam za to niesamowitą przygodę gdy jechałam… Otóż jadę i widzę w lusterku, że jedzie jakiś piękny samochód. Patrzę, a to Bentley… Stanął obok mnie na światłach. Auto wspaniałe, ale kierowca wcale nie gorszy. I z włosami! I nawet złapaliśmy kontakt wzrokowy! Tylko, że ja miałam w aucie komara. I tak mnie ciął w stopy i łydki, że nie szło wytrzymać. Chwilę wcześniej włączyłam na maxa klimę na stopy, żeby go trochę przymrozić i spowolnić. I chwila postoju na czerwonym to była doskonała okazja by go ZABIĆ. I udało mi się… lecz jak wynurzyłam się spod kierownicy, to Bentley już odjechał :((