Ale nie Van Gogha

Jednym z letnich trendów są zdjęcia w KWIATACH. Były pola rzepaku, potem maki a potem plantacje lawendy. Dwa ostatnie przegapiliśmy… Miałam nawet namierzone jakieś fioletowe łany, ale warto je odwiedzić w pierwszej połowie lipca, a wtedy mieliśmy inne atrakcje…

Dwa dni przed naszym wyjazdem (TYM) znajoma przysłała info, że pod Mrągowem ruszyła najgorętsza instagramowa miejscówka lata. Pola słoneczników, które właśnie zaczęły rozkwitać. Sprawdziłam, gdzie NA Podlasiu rosną słoneczniki i okazało się, że w Białymstoku jest przepiękne miejsce (Wysoki Stoczek), gdzie gnają wszyscy! Jest to tuż przy śnieżnobiałej świątyni i podobno ci co biorą tam latem ślub wychodzą z kościoła i od razu idą robić sobie zdjęcia na to kwietne pole!!! Jest gigantyczne, brzęczące i kwiatowe. I nie zadeptane!

Lilka od razu kręciła jakiegoś live-a, zrobiliśmy tam morze zdjęć, ale ogarnęła nas taka euforia, że większość się NIE nadaje. Na tych ze mną mam takie kretyńskie miny, że z trudem wybrałam JEDNO, gdzie ten amok jest złagodzony. No cóż, kolejne miejsce do powtórki! 😀

W krainie siorbetu…

Byliśmy już tu! Dokładnie 10 lat temu z samymi dziewczynami (4 i 2) oraz Mieszkiem w brzuchu (rodził się w styczniu) pojechałam do Supraśla. Ja kocham Podlasie. Mi się tam wszystko podoba. To zawsze są takie wyjazdy, gdzie dostaję dużo więcej niż planowałam!

Siorbet to granita. Stoczyłam dyskusję ze sprzedawcą, bo ja mówiłam granita, a on mnie poprawiał, że siorbet. I taki też malinowy pijaliśmy. Jedzenie było świetne, a pogoda dopisywała. Zaczęliśmy od Białegostoku, gdzie w biurze IT ubrano nas w foldery i rozpoczęliśmy od Pałacu Branickich, gdzie mieści się Muzeum Farmacji. Te 10 lat zwiedziliśmy też sale wykładowe Akademii Medycznej, teraz nie było to możliwe. Zaskakujące jest to miasto. Wszystkim nam się kojarzy z mekką homofobów, konserwatystów i narodowców. A na ulicach pokojowo koegzystują tu przedstawiciele różnych religii!! Po jednej stronie ulicy idą dziewczyny w chustach na głowach, a jezdnię akurat przemierza zakonnica. Babka w meczecie powiedziała nam, że nigdy nie doświadczyła złej sytuacji na ulicy, a mnich oprowadzający nas po klasztorze przyznał, że TU nie ma rodzin religijnie „czystych”. W każdej na przestrzeni NIEZBYT wielu lat zdarza się „inowierca”, któremu serce ucieka do TEGO o innym wyznaniu. W szkole w Sokółce (państwowej) jest klasa gdzie dzieci uczą się islamu i języka arabskiego.

Byliśmy też w dwóch meczetach i tu kolejny szok. Te 10 lat temu było pusto. Oprowadził nas chłopak, który pilnował meczetu. Otworzył go dla nas i przyznał się, że jego żona jest w ciąży i jak będzie dziewczynka to będzie Lila. TERAZ? Koniec świata, granica z Białorusią („Łucja, zablokuj wszystkim w telefonach roaming!”), a tam autokary, tłum aut i MASA ludzi. Dwie knajpy: tatarska jurta przeniesiona do domu kultury, oraz taka prowadzona przez tatarów. Stoliki wszędzie, na miejsce czekasz 40 minut. Ale to dobrze. Tam warto docierać, a te tłumy nastolatków towarzyszących rodzicom ożywiły trochę Łucję 😉

No i Supraśl – miasto doskonałe. Muzeum Ikon (Uwaga: posiadacze KDR -> tu nas BARDZO lubią!) i cudowna architektura. Tam się akurat odbywał Slow Festiwal, więc było dużo atrakcji dodatkowych (pokazy filmowe, albo nocne spacery po lesie w poszukiwaniu sów), a my wybraliśmy się na SPŁYW. To był pomysł Łucji i zrobiliśmy trasę max. Trzy godziny w kajakach… Panny razem, ja z Mieszkiem. One nie mogą dziś się ruszyć!

Białystok MURALAMI stoi. W tym biurze IT gość dał Lilce specjalną książeczkę z trasą po muralach. Tym razem obejrzeliśmy CZTERY!

Niżej Pałac Branickich i Muzeum Medycyny (gabinet dentysty). Z Parkiem, za Pałacem, jest niezła akcja… 10 lat temu rozpoczęto jego budowę, czyli WTEDY go nie było! Ja dmucham w te powietrzną harmonijkę 😉

Potem był Prawosławny Klasztor w Supraślu. Męski. Zapytałam, czy MAM czymś przykryć RAMIONA i usłyszałam, że TAK. I Że NOGI też.. ALE miałam chusty w aucie, to i się zestroiłam 🙂

Lilka polowała na WSZYSTKIE psy. Kolejnym razem zabieramy Bibi! Tam było takie modne towarzystwo, że były same kundle! Czuła by się tam doskonale!

widzicie, że na Liceum Plastycznym gniazdo uwiły bociany???

Muzeum Ikon. Ponad 80% zbiorów pochodzi z przemytu. Blisko granica!

I meczet. Dlaczego zielony? Bo Koran był tworzony na liściach i kwiatach. I w środku nie ma wizerunku świętych. Ale ogromna różnica w atmosferze świątyń!

Spływ!!! Łucja spojrzała na kajaki i powiedziała: PŁYŃMY!

Panny wkręcały młodego, że w rzece jest RUKOLA.

Btw. Dopłynęliśmy do cudownego miejsca, gdzie można jeździć się kąpać. Kolejnym razem, gdy weźmiemy kostiumy!

Na koniec jeszcze migawki. Z Tykocina i osady żubrów, z restauracji, gdzie były pyszne racuchy i wszytko podawano z KWIATAMI. Do zjedzenia! Moja sałatka z arbuzem i fetą była pyszna! Macie też Lilkę i Mieszka w ich ulubionej letniej pozycji oraz klasyczne cudowanie do zdjęć! 😀

Jego DNA musiało zostać silnie napromieniowane, skutkiem czego doszło do niesamowicie spektakularnej mutacji genetycznej.

Zrobiliśmy sobie wczoraj filmowy maraton. Najpierw był „Łotr 1”, czyli „Gwiezdne Wojny” i historia, która umiejscowiona jest pomiędzy III a IV częścią. Świetne! No a potem była ta z tytułu, czyli „Godzilla”, która też była doskonała!

Akcja wyjadanie – akcje pakowanie i jutro rano ruszamy znowu! Nie na długo – będziemy już w czwartek, no ale takie to lato… Dziś wieczorem jadę jeszcze do dziadków, żeby zawieźć im Bibi, bo jedziemy BEZ psa. Plan mamy napięty i tak będzie łatwiej. Spędziłam chwilę gdybając, gdzie to za rok będzie można pojechać, ale myślę, że ten wyjazd też będzie fajny 🙂 Nikogo tym razem nie załatwiłam do kotki. Rano będzie miała pełne miski, no a w czwartek już będziemy. W sumie to jak ktoś do niej przychodził, to też NIE codziennie.

A na obiad była pizza! Pojechałyśmy po nią z Lilką na rowerach, zamówiłyśmy, siadłyśmy w koszach przed wejściem, wzięłyśmy kombuchę i mrożoną kawę do picia i zaczekałyśmy aż nam zrobią!

Lato

  • Mamo, opowiem Ci jedną historyjkę. – zagaił Mieszko na porannym spacerze z psem.
  • Żarcik z tik-toka? Nie wiem czy on mnie ubawi, ale mów!
  • Mama woła syna: „Chodź na obiad!” – „Nie mogę, bo gram on-line!” – „To zrób pausę!”. A potem: „Mamo, chodź do mnie!” – „Nie mogę, synku! Robię obiad!”- „To zrób pausę!”

Dzielne, MY, że te się w tym orientujemy 🙂

Strasznie dziś gorąco, ale będę się upierać, że ta wakacje trzeba po prostu przeczekać! Można sobie robić jakieś wypady, szukać odludnych miejsc, ale tak z Lilką wspominałyśmy jakie intensywnie wakacyjnie było ubiegłe lato i TO takie nie będzie! Nadrobimy to wszyscy za rok!!! Migają mi zdjęcia znajomych, gdzie rekwizytem każdego miejsca jest TERAZ maseczka (przynajmniej zawieszona na nadgarstku) i mam wrażenie, że urlop w tym roku to sztuka dla sztuki. Grecka winnica i somelierka przedstawiająca wino w maseczce. Plaża w Czarnogórze na którą nie można wejść, bo już jest limit osób, siedzenie w pustej kawiarni do której wcześniej stałeś przez pół godziny (połowa stolików MUSI być nie zajęta) i ten spirytusowy zapach środka do dłoni (mi wysychają od niego ręce) unoszący się z muzeach. Słyszałam wczoraj rano w radiu audycję. Jak odzyskać pieniądze na wycieczkę, jeżeli organizator nie wywiązał się z zasad bezpieczeństwa.? Jeżeli w hotelu nie są wystarczająco przestrzegane obostrzenia, albo przewoźnik NIE zapewnił (a miał zapewnić) środków dezynfekujących? No więc, PO CO w ogóle jechać na wakacje, skoro się boimy? Po TO, żeby komuś udowodnić, że się nie postarał??? Że za mało się bał? Że olał zagrożenie? Bez sensu!

Wrzucę Wam przepis na sałatkę, którą jadam od tygodnia niemalże codziennie. Jest absolutnie cudowna, lekka i inna. Ja zastępuję cieciorkę soczewicą, bo mam jej jakoś dużo i podsmażam strączkowe na patelni. Daję również miętę zamiast kolendry. Sos tamaryndowy kupiłam. W słoiczku. Mieszam łyżkę takiej pulpy z wodą, cukrem i kuminem i polewam warzywa! Doskonałe!

Serników czas!

  • Po co tak w ogóle idziemy do sklepu?
  • Przecież chciałaś iść, Łucja.
  • Tak. Ale my nigdy nie chodzimy do sklepu w weekendy.
  • Fakt, ale babcia robi JUTRO imprezę imieninową dziadka i ponieważ będzie jedna weganka, to chciała, żebym jej kupiła kapustę pak-choi.
  • TA weganka? Fuj, to ona jakaś stara jest!
  • Linię brody ma lepszą niż moja 🙂

Tak poplotkowałyśmy o jednej znajomej dziadków, która ma kilka operacji plastycznych za sobą 🙂 A chwilę później, zamiast na niedzielny OBIAD, pojechaliśmy na sobotni, bo JUTRO goście oficjalni! Dzieci zapytane JAKIE ciasto zawieźć dziadkowi powiedziały, że SERNIK i taki też (z borówkami) szybko wczoraj przygotowałam. Zrobiłam także paschę, lecz z bakalii miałam tylko migdały, więc wrzuciłam RÓWNIEŻ wiśnie, które podsmażałam kilka dni temu. Wyszła bardzo dobra ->LETNIA wersja!

<><>

Projekt DOM na lipiec jest znowu w wersji minimum… Wiem, miała być szafka, no ale na razie przesuwa się w czasie. Jest więc młotek, czyli kolejny… symbol??? NIE! Mam znajomego, który ostatnio powiedział, że chciałby powiedzieć WSZYSTKIM twórcom polskich-filmów-historycznych, że film może się NIE składać WYŁĄCZNIE z symboli. Ba, to mogą być 3 lub 4 symbole, ale NIGDY cały film. WIĘC: Pewnie macie dość „usymbolizowywania” wszystkiego w moim życiu, czyli umówmy się, że nie chodzi o przybijanie wszystkich elementów by razem tworzyły stabilną całość, lecz o realną potrzebę. Młotek mi zaginął dwa miesiące temu, a czasem jednak jest potrzebny. Było tak: kupując piankę uszczelniającą zniosło mnie do działu narzędzi, gdzie wybrałam sobie TO cudo!

Chaos, styropianowe pudło, w które za chwilę będą zapakowane serniczki, torba z rzeczami od dziadków (jeszcze nie rozpakowana), pies za żółtą miednicą (wieszałam pranie), a na kanapie Lilka z Mieszkiem oglądający nie wiem który raz Gwiezdne Wojny…

Fin de semana

Przywiozłam dzieci od dziadków. TAM ambitnie jest realizowany program jednodniowe podróże, ale biorąc pod uwagę, że podrzucę im jeszcze towarzystwo pod koniec lata na dłużej, to żeby się seniorzy nie zmęczyli, trio zabrałam! Po odbiór dzieci pojechałam z kolejnym wynalazkiem kulinarnym. Odkryłam sos tamaryndowy i do letnich sałatek z bobem, ogórkami i jakimś strączkowym (u mnie było sporo soczewicy) pasuje doskonale (przepis był podobny do tego).

Za mną również kolejny sukces, bo udało mi się skombinować szczepionkę. Miała być za 3 tygodnie, była na dziś i naprawdę jestem pod wrażeniem, jak to wszystko sprawnie działa. Pamiętam czasy, kiedy wszyscy mieli wszystko gdzieś. Gdy jeśli czegoś nie mogłeś zdobyć był to tylko Twój problem. Tym razem nie musiałam ani nikogo poganiać, ani nikogo znajomego szukać. Po prostu zostawiłam receptę w aptece i poprosiłam, że jest to dla mnie ważne. Lek mam podany i zapas na kolejne ponad pół roku chłodzi się w lodówce.

Wyżej i niżej jedna z wypraw z dziadkami. Muzeum Tkactwa! Wszystkim się podobało!

Posiadał swobodę pozwalającą popełniać błędy.

„Wojna Makowa”

Wysłałam tych zgłoszeń do szkół naście… Lecz jedna podobała mi się wyjątkowo. I otóż z niej się odezwali i wygląda na to, że od września ruszam! Chciałam na nauczyciela rosyjskiego (takie mam wykształcenie), a oni chcą mnie gdzieś indziej. Nie szkodzi! Dostosuję się, chociaż ostatnie dwa tygodnie sierpnia będę miała szkolenia. Szkoła jest super, kawałek od domu, ale w kierunku niezakorkowanym. Jest prywatna, co tak naprawdę też jest ważne, bo przy moim wieku szanse na zdobywanie tych kolejnych stopni nauczycielskich i przywilejów związanych z długością pracy w zawodzie są dość odległe. Strasznie, ale to strasznie się cieszę – dziś rano wypełniałam u nich jakieś formularze i chyba ruszyło. CDN. Pytałam się tylko tej babeczki z którą rozmawiałam, czy są jakieś informacje jak będzie wyglądać nauka od września? Dowiedziałam się, że decyzję o tym czy będzie zdalnie czy nie, podejmuje szkoła! Sam wakat, na który ja wskoczyłam, zwolnił się dlatego, że mój poprzednik nie udźwignął nowych elektronicznych metod nauczania. Miejmy nadzieję jednak, że dzieciaki będą normalnie chodzić. To ważne też dla mnie, żeby w tym czasie kiedy mnie nie będzie, te moje uczyły się jednak w szkole, a nie w domu!

Lutka ma fryzjerkę i ta ma bardzo zdolną córkę, która w tym roku dostała się do dobrego ogólniaka. Jako jedyna ze swojej szkoły. I ta mama jej się martwi, żeby TYLKO nie było zdalnego nauczania. No bo jak uczyć się przez e-lekcje w nowym miejscu? Nie znasz klasy, nie znasz nauczycieli i NIKT nie zna Ciebie. Jest to rzeczywiście koszmarne. Dobrze, że TO akurat pokolenie siedzi na tych spottetach i tak się poznają. Te punkty są wokół szkół, mac-a, skateparków i dzielnic. Łucja będąc u dziadków sprawdzała nawet gdzie ona ma takie w okolicy!

Pogoda mamy chłodniejszą, więc korzystając z porannego doładowania, ruszam do budowlanego po piankę uszczelniającą! Bąble na palcach po sekatorze już wyglądają lepiej, czas więc zapaskudzić sobie dłonie na nowo 😀

Mam ochotę zabrać kogoś głupiego i przystojnego. Jedziesz ze mną?

„Perry Mason” – przytachałam z rynku łubiankę wiśni i zabrałam się za drylowanie. Dżemów z truskawek nie zrobiłam, ale może z wiśni będą dobre? Jakby nie było, do tej mechanicznej czynności, włączyłam kolejny serial. Dwa pierwsze odcinki bardzo dobre!

Zapaliłam mi się jakaś dziwna kontrolka na desce rozdzielczej, więc zadzwoniłam do serwisu.. Zapisali mnie i poinformowali o zasadach bezpieczeństwa, których muszę przestrzegać. Maseczka, dezynfekcja rąk, brak poczekalni i kącika kawowego. Wybrałam więc godzinę wieczorną, by zostawić im auto, wsiąść na rower, który wyciągnę z bagażnika i przyjechać sobie po odbiór rano. Genialne! Tylko wykombinowałam, że doleję sobie wcześniej płyn do spryskiwacza, bo skończył się tydzień temu. Z tym płynem jest tak, że ja go bardzo mało zużywam i ostatnio dolewałam na jesieni. Poza tym była pandemia i w ogóle się nie jeździło. Otworzyłam więc maskę po ponad półrocznej przerwie i odkryłam coś koszmarnego… Miałam w silniku myszy. Nie było ich w domu, to zagnieździły się w stojącym aucie. Ta ocieplina pod maską była w strzępach i leżała na silniku, a jeden z kabli był dość konkretnie poobgryzany. Taka więc fit (rower w bagażniku) i elegancka (cała ja) pojechałam wczoraj do warsztatu. Posprawdzali mi kable, zamocowali piankę chroniącą silnik na jakieś nity, wygasili kontrolkę (ona po prostu przypominała, że mam jechać na przegląd 🙂 Pokazali też, gdzie poupychać kostki wucetowe, by zapach odstraszał gryzonie. Odkryli również, że auto pije za dużo oleju, a ponieważ raz już taka diagnoza była i 3 próby olejowe były już rok temu wykonane, to być może będzie to jakaś większa robota. Auto rano dziś odebrałam (fit patent w drugą stronę zastosowany -> przyjechałam na rowerze, wyjechałam czterema kółkami), pokłóciłam się z jedną babką w kolejce od odbioru (miała racje i nawet chciałam ją później przeprosić, ale było mi głupio), czyli ogólnie wszystko wróciło do normy! Tzn. za 1000 km mam się pojawić na kolejny pomiar oleju, ale może znowu mi samochód umyją?

Miałam za to niesamowitą przygodę gdy jechałam… Otóż jadę i widzę w lusterku, że jedzie jakiś piękny samochód. Patrzę, a to Bentley… Stanął obok mnie na światłach. Auto wspaniałe, ale kierowca wcale nie gorszy. I z włosami! I nawet złapaliśmy kontakt wzrokowy! Tylko, że ja miałam w aucie komara. I tak mnie ciął w stopy i łydki, że nie szło wytrzymać. Chwilę wcześniej włączyłam na maxa klimę na stopy, żeby go trochę przymrozić i spowolnić. I chwila postoju na czerwonym to była doskonała okazja by go ZABIĆ. I udało mi się… lecz jak wynurzyłam się spod kierownicy, to Bentley już odjechał :((

Fiori

Przebudowują mi rynek… Ma być nowy i lepciejszy, a na razie sprzedający są pomiędzy koparkami i buldożerami. Zupełnie nie mogę się tam odnaleźć i tak błądzę w kółko… Tydzień temu znalazłam tę parę u której kupuję ziemniaki (którzy czasem przyjeżdżają z nastoletnim synem, który jest pszczelarzem) i gościa od czosnku. Dziś namierzyłam miejscówkę w moim ulubionym szpinakiem, ale tak krążąc odkryłam punkt, gdzie jest sama cukinia! Żółta, zielona i ciemnozielona. W różnych rozmiarach ORAZ taka z kwiatami! Marzyły mi się kwiaty cukinii od dawna i nareszcie je mam. Sprzedający miał i żeńskie (które są przyczepione do cukinii), i męskie, które kupuje się w takich bukiecikach. Kupujący przede mną przyznał się, że on ma restaurację, bo brał pełne siaty tych kwiatków (bałam się, że dla mnie zabraknie). NIE zabrakło, sprzedawca dał mi TEŻ gratis małą żółtą cukinkę i jutro będę robić! Mam mąkę ryżową, chcę zrobić tempurę (ciasto naleśnikowe bez mleka i z mąką ryżową), obtoczyć je, lecz wpierw nadziać je ricottą. Pewnie wymieszam ser z suszonymi pomidorami, bo lubię pomidory do cukinii. A potem usmażę! Ale to dopiero u dziadków, bo zapakuję TO do auta i im zawiozę. Dziadki dzielnie realizują program „małe podróże z wnukami” i jeżdżą po okolicznych pałacykach i kościółkach. Zasłużyli 😉

Zdecydowanie łatwiej było powielać wiarygodne kłamstwo, niż przekonywać niedowiarków do nad wyraz skomplikowanej prawdy.

-„Wojna Makowa” -> kolejna niesamowita książka! Dopiero zaczęłam, ale obiecująca!

W oczekiwaniu na kilka ważnych telefonów, ruszyłam z ogródkiem! Cięłam, kosiłam i zasypywałam. Skończyły mi się worki, złamał mi się sekator, zrobił i pękł odcisk na palcu. Skończyła mi się też ziemia w workach, którą zasypywałam doły zrobione przez Bibi. Sekatorów mam więcej, ale przerwa dopóki nie dokupię worków, ziemi i nasion trawy. Przycięłam bluszcz od sąsiada i znacznie powiększyłam nasłonecznioną część ogródka. Z każdej strony tak porosło, że plama światła jest krótko i wyłącznie na samym środku. Muszę też podwiązać porzeczkę… LECZ teraz przerwa technologiczna! 😉

Zawaliłam dzieci filmikami, które zrobiłam im w nocy na Vinkle. Sprawdźcie sobie tę apkę (już Wam ją polecałam), bo jest świetna 🙂 Na twitterze wkleiłam Wam HOT-Mieszka, a tu wrzucam Łucję: