–Blady Król
To jedna z tych książek, którą leży na stercie koło łóżka i czytam ją po kawałku. Akcji tam nie ma żadnej, ale jest tak naszpikowana słowami, że trzeba to powoli wchłaniać. Co strona, co pół strony jest kolejne stwierdzenie, albo mix słów, który chciałoby się wpleść we własny świat. Kilka akapitów wcześniej jest o „destylacie życia”. I z całą pewnością destylatem 2020, destylatem roku którego nie ma, będzie lęk i obawa.
Ciachnęłam dziś fikusa. Rósł sobie koło toaletki jakoś tak dziwnie. Nie mieścił się wykuszu, więc się zagiął i z góry zaglądał do okna… I liście zaczynały się na wysokości 1,60 Lutka powiedziała, że TAK się robi, więc przycięłam go i wsadziłam do szklanki z wodą. GDY puści korzonki to go wsadzę do ziemi. CD nastąpi:

Mam dla Was fotkę Bibi. Trochę z opóźnieniem (mogłam to dać na 1-go maja), ale TERAZ szukałam w komórce zdjęcia fikusa PRZED ciachnięciem i znalazłam PIERWSZĄ fotkę Bibi. Tę, którą zrobiliśmy jak ją wstawiliśmy do auta i jechaliśmy szukać weterynarza!

<>><<>
Oglądamy Dr. Strange. Towarzystwo na kanapie obok siebie – od najstarszego, do najmłodszego. Ja na fotelu obok. Patrzę raz na nich, raz na ekran. Koniec filmu, przekąski się już skończyły, wszyscy siedzą pod wielkim kocem. WTEM: MOMENT (tak ja to nazywałam jako dziecko, a chodzi o wyczekiwany i napięty moment POCAŁUNKU). Patrzę na nich i widzę: Łucja przymyka oczy, Lilka zaczyna rolować ekran w komórce, a Mieszko robi skrzywioną minę. :DDD
