pierwszy dzień po przejedzeniu

Okres między świętami a nowym rokiem jest taki dziwny. Zawsze powtarzam, że grudzień to najkrótszy miesiąc w roku, bo ma tylko 24 dni. Potem następuje ten dziwny moment, kiedy NIE wiemy co robić. Nieciekawie wypada w TYM roku jeśli chodzi o DNI. Po pierwsze, Wigilia nie powinna być w poniedziałek, bo tak naprawdę świętuje się już od soboty i jak to Lutka powiedziała: „za szybko kończy się jedzenie”. Po drugie, Sylwester w poniedziałek też jest bez sensu, bo 1-szy to wtorek i już w środę trzeba ruszać (lepszy jest układ, gdy jeszcze jest jakiś dzień zapasu).

Mamy trochę poplanowane, ale zobaczymy jak to wyjdzie… Dziś rano coś tam musiałam załatwić (być pierwszym klientem w urzędzie to niezły wyczyn), mam ochotę sprawdzić jak tam wyprzedaże, zrobić z dziećmi tour po szopkach, podjechać na lodowisko, no i zaklepałam jakieś kulturalne wydarzenia. Zobaczymy co z tego nam się uda, a dziś odbębniliśmy pierwsze!

Btw. zabawne było jak wracaliśmy i podjechaliśmy na stację benzynową po hot-dogi dla dzieci (ja cały czas jestem przejedzona) i okazało się, że maszyny do hot-dogów są odłączone, bo „OD 24-go klienci NIE kupują nic do jedzenia”, czyli cały naród ma TAK jak ja :))

><

Byliśmy na zajęciach o tym jak wyglądał stół szlachecki. Co jadano, na czym i w jaki sposób (Liliana by się tam odnalazła, bo ona też rękami je). Obejrzeliśmy i podotykaliśmy naczynia jakich używano i porozmawialiśmy kiedy różne świąteczne elementy się pojawiły (karp dość późno). Rozmawiałam później z babką, która prowadziła te zajęcia i powiedziałam, że czytałam ostatnio o pogańskich korzeniach Bożego Narodzenia. I ona (kulturolog i etnograf) to potwierdziła. Choinka była symbolem życia i płodności (bo nie traciła liści/igieł na zimę), a jedzenie po Wigilii zostawiano na stołach po Wigilii dla zmarłych (teraz to przeszło w ten symboliczny talerz dla wędrowca). A potem dzieciaki miały ZROBIĆ zastawę szlachecką!

Niżej to cukiernica. Na pewno coś w tym stylu widzieliście. Zamykano ją na klucz, bo cukier był bardzo drogi.

Niżej to komplet Dorota, albo Inka (?- drugiej nazwy nie jestem pewna). To był hitowy dizajnerski zestaw PRL-u. Jak dla mnie wzorowany na ludzkich narządach, ale podobno wyjątkowo dobry do użytkowania.

To był puchar. Tak zbudowany, że mogłeś go odłożyć dopiero gdy wypiłeś, bo tam gdzie jest stópka był pysk wilka. Trochę takie w stylu Wikingów 😉

A to było niezłe! Mlecznik w kształcie krówki. A niezłe bo, bo TEN sam wzór można kupić w fabrykach porcelany. Dziadki z Chodzieży przywoziły takie na prezenty znajomym.

I już warsztaty: