Bardzo były udane te święta! Było rodzinnie i pozytywnie. Mogło by być śnieżniej, ale biorąc pod uwagę, że dużo jeździłam, to ten wariant pogodowy był wygodniejszy… Dzieciom pod choinkami doszło sporo ubranek (i bardzo dobrze), Mieszko zarobił trochę KOLEJNYCH klocków, a panny kilka książek. Ja dostałam sweterek rozpinany i krem (obie rzeczy niezbędne!). W przedpokoju piętrzą się siatki do rozpakowania z jedzeniem i bambetlami… U dziadków kilka rzeczy dzieciom wyprałam, ale siatę do prasowania przywiozłam sobie do domu. Zaraz włączymy sobie Avengersów i wtedy rozstawię deskę! Mój tatar ze śledzia był porażką, ale za to moja zupa rybna była LEPSZA niż rok temu i Lutka zaproponowała, żeby za rok zrobić ją zupą Wigilijną. Żal mi barszczyku na zakwasie, który robi babcia, ale ustaliłyśmy, że barszczyk może być na drugi dzień świąt z… krokietami.
Hitem tegorocznych Świąt są też led-owe światełka. Dziadki dostały obiecanego jelonka, ale w sklepach było ICH tak dużo i było to takie tanie, że kolumny przed domem dziadków opletliśmy łańcuchami podpiętymi do bateryjek. U nas przed domem też więcej światła niż zawsze i to z tego samego powodu. Kupiłam takie małe girlandy na bateryjki, plus zestaw jakiś tanich bateryjek (te ledowe to prawie nic prądu nie zużywają) i nie dość, że wszystko mi się pali to nie mam sterty kabli przed domem.
W domu okazało się też, że osamotniona Miaustra zeżarła różę betlejemską. Coś mi się kiedyś obijało o głowę, że to chyba trujące dla kotów, ale nic jej nie jest, a sądząc po śladach zrobiła to jeszcze wczoraj.
W planach na dziś mieliśmy jeszcze spacer, ale mnie jutra od rana czeka obowiązkowy maraton po kolejnych urzędach (nieplanowany) i trochę mam stres, czy na pewno zdążę wszystko załatwić do końca roku. Jak załatwię to może dam radę się jeszcze trochę w tym 2018 rozprężyć 🙂
<>
Mix z wczoraj z dziś:

Tak, Lila ma kapelusik choinkę, a ja miałam kapelusik-kapelusik 🙂 I btw. nie dałyśmy rady użyć WSZYSTKICH naszych świątecznych ozdób, więc za rok znowu Was będziemy zaskakiwać 🙂

Po jedzeniu można było podwędzić babci komórkę, poinstalować co się da i razem z MAKOWCEM rozgryzać kolejne gierki 😉


Łucja spędzała czas głównie na czacie z koleżankami:

A młodsze rodzeństwo zgodnie bawiło się… klockami! 🙂


Ach i tegez… Mieszko podczas tych przejazdów w tę-i we wtę wyrwał sobie zęba. Siedział sobie, gapił się w okno i dokonał samodzielnej ekstrakcji. Tego co się bujał od lata. Na szczęście od lata Zębuszka była przygotowana! Ten to się dopiero obłowił na te święta! 🙂
