- Niczym takie święta nie różnią się od zwyczajnych dni – burknęła Łucja jak jechaliśmy wczoraj autem.
- Różnią się. Gdybym wprowadziła elementy kościelne, czulibyście to jeszcze wyraźniej. Bardzo bym NIE chciała, żebyś stała się jedną z tych osób, które świąt nie lubią, a na święta zawijają się w kocyk i starają się je przespać. Duża strata.
- Co może być fajnego w chodzeniu do kościoła w nocy?
- Jak jeździliśmy do babci, gdy byliśmy mali, to Wasza babcia uwielbiała chodzić na Pasterkę. To była najważniejsze wydarzenie kościelne i chyba zresztą jedyne w jakim regularnie brała udział. Szła zawsze z braćmi, gadali sobie po drodze, spotykała dużo znajomych i chyba czasem nie czekała do końca mszy, do czego się nigdy nie przyznała.
- Je się w kółko to samo…
- Fakt, dzieci mało jedzą na święta, ale dorośli NA te potrawy, które są na Wigilię czekają cały rok. Niefortunnie się składa, że te zimy byle-jakie się zrobiły, bo zawsze pomiędzy jednym posiłkiem a kolejnym szło się na spacer.
- My ciągle siedzimy w samochodzie.
- Tak wyszło. Ludzie łączą się w pary bo wyznają podobne wartości. Logistycznie było by łatwiej gdyby zakochiwali się w sobie miłośnik świąt i ktoś kto ich nie obchodzi. Ale jest na odwrót. Czyli ktoś dla kogo święta są ważne, łączy się z tym, dla kogo też są ważne. Dlatego tak kursujecie z przyjęcia na przyjęcie.
Czytałam niezły artykuł Gesslerowej (ale nie tej od loczków 😉 żeby nie zmuszać dzieci do jedzenia świątecznych potraw. Bo one JE polubią same. Z czasem. Z dań wigilijnych uwielbiają wyłącznie susz, która Lutka robi doskonały. Pisało zresztą, że to wyjątkowo pyszny oraz zdrowy napój i powinniśmy go pić częściej. Podobno w najlepszych restauracjach podaje się go jako deser. Trochę gęstszy, taki kisiel, z kawałkami suszonych owoców. Ekskluzywnie i prestiżowo dzieciom go więc podaję, a do reszty nie ZMUSZAM. Siedzę sobie teraz w oparach wywaru rybnego, którego zapach zwabił do domu Klarensa i cieszę się, że smarki tego nie wdychają, bo marudzeniu, że ŚMIERDZI, nie było by końca :)) Btw. zupę rybną, co przypominam co roku, robię z przepisu Kuronia. Zupa rybna z ryb morskich. Nie ma sobie równych 🙂
