- Lila, czy idziesz do Mai, robić ten projekt z biologii?
- Nie. Pokłóciłyśmy się. Tzn. Maja się obraziła.
- O co?
- Bo poszłam na chór z Olą.
- Dlaczego?
- Bo jestem podobna do Ciebie. Jak z kimś rozmawiam to idę tam gdzie on.
- Ja tak się NIE zachowuję.
- Zachowujesz. A potem mówisz: Tak wyszło. I ja zrobiłam tak samo.
<>
Wczoraj do sąsiada przyjechał gość Z JAJAMI i ten wziął tuzin tych kwadratowych wydmuszek. Ile jest jajek w takiej wydmuszce? 50? 60? Ciasta to będą chyba piec na jakąś charytatywną Wigilię, bo jak TO inaczej zużyć???!!?
I ja zrobiłam dziś zakupy. Stałam potem do kasy, a w kasie siedziała mama jednej koleżanki Lili. No i tak gadałyśmy ponad taśmą, bo babka przede mną zrobiła DUUUUUŻE zakupy. O świętach, o tym, że ona piecze pierniczki (ja powiedziałam, że ja robię sernik z pomarańczami i zupę rybną, co tłumaczyło MOJE zakupy), no i mówię, że widziałam jej syna i że jest duży i że:
- W ogóle nie wygląda jak nastolatek. Ale chyba fajny chłopak?
- Teraz ma korepetycje, bo jest w trzeciej klasie gimnazjum. A chce iść do szkoły wojskowej.
- Super. Bardzo fajny pomysł i niesamowite, że wie co chce. Zresztą wiesz… Za mundurem panny sznurem.
- One już sznurem.
- Taki chłopak, to co się dziwisz?
- A jak się urodził… to dwa kilo ważył.
- I urósł 😀
Bardzo to fajna sytuacja. Mam wrażenie, że MOJE pokolenie było takie bezwolne. Gdzie ci rodzice pchnęli to tam się szło… A teraz ci młodzi jakiś plan na życie mają 🙂 Jest nadzieja dla ludzkości.
A tak wygląda sprawianie ryby. Nadgarstek mnie boli. Miaustra „pomagała”…

