
Jakiś taki wirus nam się przydarzył… W ubiegłym tygodniu w pewien dzień do szkoły nie poszła Łucja, potem w kolejny Lilka, a teraz rozłożył się Mieszko. W szkole akurat nie było prądu i dzieci jeden dzień siedziały na lekcji przy LATARKACH, więc Mieszko przegapił niezłą zabawę. Ale co gorsza, on STRASZNIE się w domu nudzi. Ja ciągle gdzieś jestem w rozjazdach, niby nie daleko od domu, ale nie ma mnie. Wczoraj zabrałam go po odbiór paczki i efektem tego są te samochodowe selfiaczki na górze. Bo na ogół siedzi z telefonem przed włączonym telewizorem i do wszystkich dzwoni. Do babci, do dziadka, do mnie, do Łucji i do taty… Więc dziś zabrały go dziadki! Do soboty. Jutro mam TAKI sam* dzień jak ostatnio i znowu mnie nie będzie…
*Jakby mało tych atrakcji było, współpracy odmówił laptop, ale na szczęście jest NA gwarancji! Dziś przechodziłam przez te wszystkie szczeble reklamacyjne i UDAŁO mi się go oddać. 🙂
Zostałam więc sama z Lilką. Bardzo jest NIEszczęśliwa, więc umówiłam się z nią, że jutro pojedziemy na jakąś dobrą pizzę. We DWIE! Zaraz po szkole! Już nawet na naszym sąsiedzkim forum popytałam i wiem gdzie dobrą dają :))
<><>
- Mamo, na jutro mam projekt na polski.
- Jaki projekt?
- Mam przygotować reklamę oferty turystycznej.
- Czego?
- Wybrałam już z dziewczynami Karaiby. Musisz mi dać jakieś zdjęcia.
- Liliana, ale dlaczego Karaiby?
- Miałam wziąć polskie góry?
- Chociażby! Przynajmniej bym foldery do pocięcia miała!
