


Dziadki miały sprawę do załatwienie na południu Polski i zajrzały do Muzeum Bombki w Nowej Dębie. I? I tak jak co roku mówiłam Wam, że obowiązkowe, tak tym razem odradzam. Przynajmniej w sezonie. Tłum był taki, że na parkingu stały szkolne autokary i czekały, aż jedna z wcześniejszych grup się wysypie, to wciśnie się kolejną. Tegoroczna kolekcja jest mizerna, a sporo bombek jest nie szklanych, a plastikowych. Winny temu jest niewyobrażalny popyt. Docierają tam ludzie z całej Polski, zamówienia pocztą idą na cały świat a Polonia Amerykańska i Kanadyjska co chwila zamawiają kilka kolejnych tysięcy bombek (nawet znajomi dziadków z Detroit specjalnie tam pojechali, żeby zamówić dwa tysiące bombek dla znajomych – przesyłka idzie później kurierem). Ceny są wysokie, ale nikogo trzycyfrowa* (??) kwota za bombkę nie stopuje, BO I TAK półki pustoszeją szybciej. Świetny to przykład na to, że ZAWSZE należy zakładać, że to co robimy MOŻE odnieść sukces. 🙂
*są też oczywiście dwucyfrowe, ale te najokazalsze są w cenach jak ze złota 🙂
Kupione zostały więc wyłącznie trzy średnie bombki dla wnuków (sowa w czapce Mikołaja, pingwin pilot i babeczka) i to są nasze tegoroczne dodatki do choinki! 🙂 Mam też choinkę na drewnianym stojaku, który dostałam od znajomej, za to, że ciągle wyprowadzam jej psa 🙂 Takie stojaki robi jej mama 🙂 Wrzucę Wam też moją samochodową dekorację, którą zrobiły mi dzieci!
<>
Łucja jutro zaczyna sanatorium. Poinformowałam jej nauczycieli, żeby ją przycisnęli jeśli mają wątpliwości do jej oceny semestralnej. Dziś np. na dużej przerwie poprawiała sprawdzian z historii, który regulaminowo powinna poprawiać z całą klasą za tydzień. Umówiłam się również z Norbertem, że na JEJ lekcje pianina będą chodziły maluchy (muszę je i tak opłacać). Czyli każde będzie miało pianina więcej. Żeby było ciekawiej, korzystając z takiego zagęszczenia Norbert postanowił przygotować Lilę i Mieszka do koncertu, który będą mieli w połowie stycznia. Bardzo fajnie to wymyślił!
