

Wycięłam dynię!!! Bardzo jestem z tego dumna, bo to pierwsza dynia, którą wycięłam SAMA. Zawsze wycinał albo Diabli, albo dzieci na jakichś warsztatach. Kupiłam takiego 15 kg kolosa amerykańskiej odmiany, która się ładnie błyszczy i wycięłam 🙂 Jest pochylona, bo chciałam zrobić „krzyczącą dynię” w stylu Edwarda Muncha. Ale dzieciom zachciał się Frankenstain. Wkręcę jeszcze w nią śruby, lecz dopiero to w środę rano, żeby się dobrze trzymały. Oczy wyszły inaczej niż planowałam… Chciałam duże, owalne, z takim zygzakiem po środku, ale wygląda to tak, jakby miał małe oczy i sińce pod oczami.
Jest jeszcze jedna mała dyńka, którą chce wyciąć DZIŚ Łucja. Czipsy mamy, pianki i kilka butelek chemicznych napoi. Są cukierki, a dziś chcę wpaść do hurtowni po lizaki. Czyli (CHYBA) z grubsza jesteśmy gotowi na tornado 😀
<><>
- Mamo, i mam jeszcze jednego kolegę na świetlicy.
- Jak ma imię, Mieszko?
- Ilja.
- Jak?
- ILJA. On nie urodził się w Polsce.
- A gdzie?
- Na Ukrainie.
- To ja chyba wiem, który to chłopiec. On mieszka u nas na osiedlu. Proszę, nie zapraszaj kolejnej osoby, spotkacie się zbierając cukierki.
🙂
